Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Kłopoty Panny Kariny
Mohamed Khaled:
Co naprawdę się poruszało, Mohamed nie wiedział. Wiedział jednak, że posiadłość była już na wyciągnięcie ręki.... Rozejrzał się dokładnie po okolicy. ÂŻadnych rozumnych, ze złożoną inteligencją person nie było. Wolał być jednak ubezpieczony. Gdy tylko dotarł pod bramę, wysunął katanę z pochwy i popatrzył na bramę.
//Otwarta, czy musze szukać innej drogi?
Narrator:
Mohamed popatrzył na bramę. Brama nie popatrzyła na Mohameda. Nie miała oczu. Lecz nie przeszkadzało jej to w zagradzaniu drogi do posiadłości. Stała sobie w przejściu. Była zamknięta. Ciężka kłódka zamykała ją, ziejąc prowokacyjnie otworem na klucz.
Mohamed Khaled:
Dopiero po dłuższej chwili rozmyśleń zdał sobie sprawę z tego, że panna Karina dała mu klucze do posiadłości. Pogmerał po kieszeniach, sakiewkach i pasie, aż w końcu znalazł pęk podarowany przez zleceniodawczynię. Zaczął skrupulatnie wyszukiwać klucza pasujacego do otworu bramy.
Narrator:
Palce Mohameda sprawdzały kolejne klucze. Pierwszy klucz, drugi, trzeci... Czwarty był duży i żelazny. Jakoś tak swoim wykonaniem podobny był do kłódki, która zamykała bramę. Gdy maurem wsunął go do dziurki i przekręcił, okazało się, że był to klucz właściwy. Brama otworzyła się z cichym piskiem zawiasów. Droga była wolna. Po przekroczeniu bramy Mohamed mógł lepiej rozejrzeć się po terenie willi. Najbardziej okazała była sama rezydencja. Dwupiętrowa, w stylu domów z Ilusmiru. Okna ziały ciemnością wnętrza. Była także szopa i coś, co wyglądało na stajnie. Z boku willi zaś było zejście do piwnicy. Dalej, za domem widać było sad. Wokół było cicho i spokojnie. Jednak Mohamed czuł się niezbyt pewnie, jak gdyby był obserwowany.
Mohamed Khaled:
//Mówisz więc, że "Drago była wolna"? :D
W ręce ściskał katanę, tak dla pewności. Gnębiło go uczucie, jakby był obserwowany. Takie małe, wredne przeczucie gdzieś w środku. Czy ktoś tu był, czy może to tak już z przyzwyczajenia czuje się obserwowany? Miał w sobie demona w końcu, cały czas ktoś go obserwował. Tak od środka
- Miej się w gotowości, A'abiel. Możesz się przydać - mruknął do niego w głębi umysłu Mohamed.
- Ech, czarnuchu - odezwał się. - Coś za często ostatnio korzystasz z moich mocy. Co ty byś beze mnie zrobił?
- ÂŻył pełnią szczęscia, ochłapie - prychnął rozbawiony. - Powiem Ci, że się do Ciebie przywiązałem. Jakoś tak pusto byłoby bez Ciebie...
- Bo to ja w końcu - odpowiedział. - Jestem wyjątkowy, wiem! - i zaśmiał się.
Kruk odsunął opaskę z oka, by demon miał widok na świat z obu ślepi, w przeciwieństwie do Mohameda. Ten, jednym zdrowym okiem rozjerzał się po całym placu, badając każdy budynek i najmniejsze jakieś zjawiska. Zejście do piwnicy, szopa, stajnia... I sama rezydencja. To tam skierował swe kroki. Chciał się najpierw rozejrzeć po głównym obiekcie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej