Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Kłopoty Panny Kariny
Narrator:
Kupiec chyba nie do końca uwierzył w słowa Mohameda, no ale kim był, aby kogoś oceniać?
- Możecie się zamknąć? - wybuchnął nagle Maciek. - Piszę wiersz i muszę sie skupić! - burknął jeszcze i dalej coś tam mazał w swoim kajeciuku. Włodek całkowicie go zignorował.
- No trochę podniszczały jest. Szkoda, bo ładny dworek. Kiedyś sobie taki kupię! - zapewnił. - Mam taki pomysł na biznes, że nie ma chuja we wsi!
Mohamed Khaled:
Kruk także zingorował zbulwersowanego Macieja. Po co miał się wdawać w kłótnię?
- Kto wie, kto wie, może się uda - odpowiedział. - Trzymam kciuki za ten biznes
Narrator:
No i jechali tak, aż dojechali.
- No i oto i twój cel podróży - powiedział Włodek. Oczom Mohameda ukazał się dworek panny Kariny. Spory teren ogrodzony był metalowym, zarośniętym płotem. Za nim widać było kilka budynków. Sama willa, jako dość duży dom, i budynki gospodarcze. Z tyłu były niewielkie drzewa, rosnące w równych rzędach. Był to chyba jabłonie.
Mohamed Khaled:
- Dzięki wielkie, panie Włodku. Do zobaczenia kiedyś tam! Oby ten pana biznes wypalił. Kto wie, może kiedyś przyjdzie nam razem pracować...
Poprawił opaskę na oku, narzucił kaptur na głowę i uśmiechnął się do Włodka. Zeskoczył z wozu i machnął mu ręką w geście podziękowania i pożegnania. Ruszył wolnym krokiem w stronę posiadłości.
Narrator:
I tak im bardziej Mohamed zbliżał się do posiadłości, tym bardziej posiadłość zbliżała się do niego. Więc co naprawdę się poruszało? Moahemed, czy świat wokół niego? Pytanie do rozważenia na dziś. Mauren dotarł w końcu do bramy. Była masywna, żelazna i porośnięta jakimiś pnącymi chwastami. Teren posiadłości zdawał się być pusty. Ot jakiś ptak może siedział gdzieś na drzewie, królik obserwował Mohameda z krzaków czy tez mysz skrobała gdzieś o deski w szopie. Nie było jednak widać istot obdarzonych jakąś bardziej złożoną inteligencją.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej