Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Kłopoty Panny Kariny

<< < (5/23) > >>

Mohamed Khaled:
- Dziękuje
Udał się we wskazane przez kobietę miejsce. Do salonu! Otworzył drzwi, wszedł do środka i zasiadł na pierwszym lepszym wolnym miejscu, gdzie z cierpliwością oczekiwał panny Kariny.

Narrator:
Salon pensjonatu był pomieszczeniem przytulnym. To schematyczne określenie idealnie go opisywało. Ukazywał kilka stereotypów salonów w domach starszych panien. Między innymi na ścianach wisiało sporo obrazków z kotami. Były tutaj niewielkie okrągłe stoliki i fotele obok nich. Mohamed był tutaj jedyną osobą. W chwile po tym jak Mohamed usiadł, gdzieś tam spod stołów wyszedł kot. Duży, gruby i rudy. Niekwestionowany pan tego domu. Kot zasyczał na maurena, po czym wyszedł z salonu. Po chwili zjawiła się kobieta, która przyjęła Mohameda stawiając na stoliku tackę z dzbankiem herbaty i dwiema filiżankami. Zanim Mohamed zdążył nalać sobie herbaty, do salonu przyszła młoda kobieta. Zapewne panna Karina. Miała ciemne włosy upięte w kunsztowny lok i niebieskie oczy. Jej suknia zdradzała, że nie jest zwykła mieszczką, lecz kimś znaczniejszym. Może szlachcianką, albo żoną czy tez córką jakiegoś bogatego kupca. Skłoniła się uprzejmie przed Mohamedem.
- Pan w sprawie, ogłoszenia, jak mniemam, panie...?

Mohamed Khaled:
Zbył kota tylko obojętnym spojrzeniem. Lubił koty. Zwłaszcza takie grube. Najlepsze były smażone na wolnym ogniu. Takie chrupiące. Tylko kłaki czasami denerwowały.
Gdy krótko po tym, jak do pokoju weszła młoda kobieta, Mohamed niemal od razu wstał z miejsca które zajmował. Wyglądała na kobietę z wyższych sfer. Kto wie, może szlachcianka? Mogła też po prostu bogato się urodzić, albo wyjść za mąż. Niemniej, była to z pewnością kobieta z klasą. Wstał więc, chwycił jej rękę i ucałował jej rękę w geście powitania. Był w końcu szlachcicem. Czarnym, bo czarnym ale był!
- Wystarczy Mohamed, pani - odpowiedział. - Tak, przybyłem w sprawie ogłoszenia

Narrator:
Panna Karina usiadła w fotelu obok. Oczywiście tak, aby sobie sukni nie pognieść.
- Dobrze, panie Mohamedzie - zaczęła. - Będzie pan już trzecia osobą, która podejmie się tego zadania. Pozostali albo próbowali mnie oszukać, wziąć pieniądze i zniknąć, albo zwyczajnie nie podołali... - pożaliła się.
- Czy wierzy pan w duchu? - zapytała po chwili przerwy. - Znaczy... może inaczej... - uświadomiła sobie, że takie pytanie po ostatnich wydarzeniach na świecie było trochę głupie. - Czy miał pan z nimi jakieś doświadczenia? -poprawiła się.

Mohamed Khaled:
- Cóż... Po ostatniej wojnie mogę powiedzieć tyle, że nic mnie już nie zaskoczy - odpowiedział. - Swego czasu badałem sprawę związaną z duchem, koniec końców jednak nie wyszło nic.
Popatrzył się na nią.
- A w czym leży problem?

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej