Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pomocna dłoń dla Zuesh
Marduk Draven:
- Damy radę jednym statkiem? Skoro baza wypadowa, to jakąś pseudo flotę muszą mieć.- zauważył.
Zaidaan:
W końcu nadszedł świt, a że galeon to nie to samo co farma to pianie kogutów musiały zastąpić konie, którym jakoś, nawet z najszczerszymi chęciami, nie udało się. Emerick natomiast chyba dalej śpiący, założył swój cały ekwipunek bez wcześniejszych pompek, brzuszków czy innych ćwiczeń. Po prostu wstał i się ubrał. Sprawdził jeszcze przed wyjściem czy wszystko jest na swoim miejscu. Gdy też tak było, udał się do mesy zjeść jakieś tam śniadanie. Zjadł szybko co mu tam kucharze podali i wyszedł na pokład napawać się orzeźwiającą morską bryzą. Spoglądał jak reszta marynarzy zaczęła zajmować się swoją robotę, tak by im nie przeszkadzać, niech robią co należy! Gdy był już dostatecznie obudzony dostrzegł na mostku rycerza, którego zdążył już poznać i kapitana Themo, który robi coś, choć nic nie robi. Ale robi, żeby nie było, że nic nie robi! Ruszył w ich kierunku, a gdy już do nich dotarł przywitał się. - Dzień dobry. Coś nowego? - zapytał towarzyszy, po wcześniejszym kiwnięciem głowy na powitanie.
Nawaar:
Kiellon zbudził choć chrapał całą noc do tego stopnia, że aż podskakiwał! Nawet konie go nie zbudziły. Widocznie w nocy nic się działo, bo rycerzowi, któremu zasiał pewien pesymizm nie zszedł po niego. Paladyn przetarł oczy i czuł, że nastał nowy piękny dzień na pokładzie okrętu. Brodacz powolnie szedł z koi, a potem przygotował się jak na wojnę, gdyż założenie całego pancerza samemu było dość kłopotliwe na szczęście był ten stojak inaczej koniec jego ekwipunku, byłby marny, także wyekwipowany brodacz, który nie zapomniał o pistolecie pod poduszką ponowie zawitał na pokładzie, ale oczywiście nim cokolwiek zrobił poszedł, zjeść, bo głód był silniejszy niż chęć z kimś porozmawiania zwłaszcza, że nic się nie wydarzyło, ale mniejsza o noc. Kiellon schodząc czuł zapach mięsa. - Widzę, że ładnie pachnie, ale gotowane mięso o tej porze? Zaskoczyło go, bo liczył, że to takie coś będzie na obiad, ale nic to wziął swój przydział i zaczął jeść jak lubił czyli szybko i niechlujnie, lecz do tego przyzwyczaił tutejszych, którzy jedynie wzruszyli ramionami. Krasnolud po skończonym posiłku, poczuł się lepiej i nieco zaspokojony. Dlatego opuścił jadalnie i powolnym krokiem ze wszystkimi blachami, wkroczył ponownie na pokład wiatr, wiał miło, ale znowu podniósł jego brodę, jednak pomimo tego zauważył on trójkę ludzi, gadających z dowódcą i nie mógł sobie odmówić porozmawiania z tak ważną osobą. - Doberek panowie, jak się spało?
Wtrącił się do rozmowy, którą zaczął od byle czego, by dopiero później wrócić do ważnej sprawy z racji tego, że czasu jest wiele!
TheMo:
Na mostu zaczął się zbierać mały tłum. A byli tam najważniejsze osoby w państwie, zaraz po królu.
-A witajcie. Spokojnie, ten statek to pływająca forteca, więc damy radę się przebić do miasta.
Nawaar:
W sumie nie ma czymś się martwić prawda? Ale nikt nie znał szczegółów tej misji wypadowej na Zuesh, poza pomocą kunanom, lecz musi być tutaj drugie dno, prawda? Zwłaszcza, że misje prowadzi jeden z bękartów, a zarazem dowódca podczas obrony mostu. Dlatego po przywitaniu, musiał zapytać. - Kapitanie czy możemy się dowiedzieć jako radni królewscy na czym dokładnie ma polegać nasza misja? Wszak dysponujemy dość dużą armią, ale to musi mieć swój cel. Będziemy bić bandytów, bo słyszałem takie wieści? Oczywiście to było ważne dla niego, bo musiał wiedzieć co, gdzie i z kim przyjdzie mu walczyć albo załatwić jakąś drugą sprawę, która została wtedy przegadana z Lucjuszem.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej