Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pomocna dłoń dla Zuesh
TheMo:
Nazwa wyprawy: Pomocna dłoń dla Zuesh
Prowadzący wyprawę: Themo
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: brak
Uczestnicy wyprawy: Themo, Kiellon aep Kharim, Marduke Draven, Emerick, Evening Antarii, Aziz, Torstein Lothbrok, Aldyn
Zuesh, wyspa położona pomiędzy Valfden a kontynentem zamieszkała przez kotoludzi - kunan. Miejsce, które najbardziej ucierpiało podczas wojny. Od przegranej bitwy nie było tam większej wyprawy, aż do dziś. Bowiem Lord Themo załatwił wszystko co potrzebne, zebrał śmiałków i wyrusza w rejs. Niemal cały dzień na królewski galeon, Evening (swoją drogą, ciekawe czemu akurat taka nazwa została wybrana dla flagowego okrętu), zostają znoszone zapasy i sprzęty, które mają pomóc w odbudowie wyspy. W porcie kręci się przez to jeszcze więcej straży, niż zwykle. Głównie dlatego, że został oddelegowany specjalny oddział mający stacjonować na Zuesh.
W pobliżu kręcił się też sprawca całego zamieszania, Themo. Osobiście, ze swojego konia doglądał wszystkich przygotowań. Starał się trzymać nieco z boku, by nie przeszkadzać ludziom w pracy. Z tej pozycji też miał dobry widok na całe zgromadzenie. Stanął sobie obok sprzętów, które po trochę były znoszone przez dokerów na pokład. Zeskoczył ze swojego wierzchowca i wyciągnął ze swojej sakiewki paczuszkę ze skrętami. Odpalił jednego z nich i zaciągał się dymkiem.
Nawaar:
Krasnolud, który teraz wyglądał jak prawdziwy paladyn był w mieście Atusel, gdzie spędzał miło czas w jednym z lokali, bo pomimo dobrego wyglądu, nie mógł pozbyć się starych dobrych nawyków! Jednak Kiellon wiedział, że już za chwilę będzie musiał się, zbierać do portu i tam właśnie pokierował swe kroki, lecz nie miał wcale łatwo, gdyż przecisnąć się przez taki tłum będąc zapuszkowanym i dość niskich rozmiarów, musiał odpychać przechodniów, ale nie robił tego z agresją, bo nie przystało rycerzowi Zartata na walkę z motłochem od tego jest straż miejska! Której o dziwo było pełno i nie kierowali oni ruchem, a stali i jakby czekali na rozkazy, widocznie wiele musiało się wydarzyć podczas festynu, lecz Kiellon nie brał udziału w podejmowaniu decyzji, ponieważ szybko wyszedł z pałacu a Themo rozmawiał zapewne z Lucjuszem, omawiając wszystkie szczegóły, które zapewne pozna podczas rejsu jak reszta tałatajstwa skuszona łatwym zarobkiem, ale ten krasnolud leci, pozwiedzać i zobaczyć jak kunanie się podnieśli po klęsce, w której brodacz brał czynny udział w głowie liczył na to, że jakoś postawili się na nogach a my zaoferujemy im jedynie pomoc w postaci ludzi i ewentualnych sprzętów. Tak sobie wyobrażał sytuacje, ale oczywiście mógł być w błędzie i sytuacja wyglądała tragiczniej niż mogło się wydawać, lecz to pytania na później kiedy znajdzie się już na pokładzie Evening? I niech ktoś tu powie, że Bractwo nie ma wypływu na króla. W każdym bądź razie mały, zapuszkowany "czołg" szedł dalej, dopóki nie zobaczył Thema, siedzącego na koniu. Stary wojenny wyjadacz już zarządzał, załadunkiem okrętu czyli nastała pora na wejście na pokład galeonu, ale najpierw przywitanie.
- Doberek Themo. Gotowi do wypłynięcia? Tutaj ściągnąłby hełm, ale nie mógł go zabrać za dużo balastu, by miał, ale ten stary już człowiek co niejedno widział, musiał skojarzyć ten pancerz! W każdym bądź razie był pierwszy ze swoich znajomych, bo wszak pierwszy się zapisał w karczmie gdzie wywieszono ogłoszenie.
Narrator:
Przygotowania i załadunek galeonu trwały. Nie było to łatwe zadanie, statek był ogromny, podobnie jak ilość potrzebnych materiałów. Zwiększona aktywność straży nie była jednak spowodowana tym, co myślał sobie Themo. Straż nie miała z nimi płynąć. Po prostu większe zgromadzenie ludzi i towarów w porcie wywołało większą możliwość aktywności drobnych złodziejaszków. A każdy strażnik będzie wolał wypatrywać hipotetycznych złodziejaszków, niż być dla odmiany przydatnym.
Sam galeon był wspaniały. Jego nazwa oczywiście nie miała nic wspólnego z anielicą Bractwa. Przynajmniej oficjalnie. Król Dragosani, bezczelnie wykorzystując fakt swojego długiego życia, każdemu wciskał opowieść o nieprzetłumaczalnym żarcie słownym z odległych czasów króla Brana. Nie sposób było sprawdzić jej autentyczności, biorąc pod uwagę całe tysiąclecia dzielące czasy współczesne od tamtej chwili. Ale przecież król by nie kłamał. Wracając jednak! Galeon był wspaniałym okrętem. Wielkim i potężnym, ale także wybudowanym z najwyższym kunsztem budowniczych okrętów. Relingi były zdobione abstrakcyjnymi rytami w drewnie. Galion przedstawiał oczywiście anielice z rozpostartymi skrzydłami. Rzecz jasna oficjalnie nie miało to związku z anielica Bractwa i Drago potrafił udowodnić to jakąś swoja teorią, lecz nie było okazji do jej wyjawienia. ÂŻagle galeonu były czarne, z umieszczonym na nich herbem króla.
Napawanie się Thema i Kiellona majestatem okrętu przerwał jakiś rycerz, który do niech podszedł. Stanął na baczność (na tyle na ile mógł to zrobić w zbroi) i zasalutował.
- Jestem Galahad, rycerz w służbie Jego Wysokości Dragosaniego Antaresa! - zawołał dumnie, przekrzykując gwar portu. - Przybywam z oddelegowanymi ludźmi do obsadzenia fortów Zuesh. - Gdzieś tam za nim do portu wmaszerowywali żołnierze wysłani przez króla do tego zadania. Tak na oko było ich coś koło setki. - Sześćdziesięciu moich braci rycerzy i czterdziestu wyszkolonych kuszników - sprecyzował od razu Galahad.
1 x Galahad
60 x Valfdeński rycerz
40 x Elitarny gwardzista
TheMo:
Themo obserwował znikające sprzęty. Na szczęście nie znikały magicznie, ani nie były kradzione, czego pilnowała spora ilość straży. Wszystko to było znoszone na statek. Akurat wypalił skręta i rzucił go na ziemię, kiedy ktoś z dołu zaczął go wołać.
-Witaj Kiellonie. Jeszcze, ostatnie zapas są zanoszone. I tak będziemy musieli poczekać na resztę. ÂŁadna zbroja, choć widzę, że używana.
Jako płatnerz nie mógł się powstrzymać od skomentowania pancerza krasnoluda. Teraz wyglądał jak pancerna jednostka szturmowa. Miał jeszcze coś powiedzieć o materiale, lecz wtedy zjawił się królewski rycerz. Hrabia wyprostował się i odsalutował mu.
-Setka wyszkolonych żołnierzy. Bardzo dobrze, przynajmniej piraci z Doral się nie będą tam panoszyć. Będzie trzeba też przegnać tych, co tam są. Kiedy skończą załadunek niech wszyscy się zakwaterują na statku.
Marduk Draven:
Na ulicach Atusel zrobiło się trochę tłoczno. Ludzie upchnęli się w te boczne uliczki, aby nie przeszkadzać zjawisku jakie zajmowało te większe ulice. Bowiem przez nie szło kilkudziesięciu rycerzy Bractwa ÂŚwitu, w lśniących zbrojach, niosąc herb tej zrzeszającej śmietankę rycerstwa Valfden organizacji. Pancerze chrzęszczały, skrzypiały i wydywały inne typowe dla siebie, metaliczne dźwięki. Buty członków tychże oddziałów wybijały na kostce brukowej miarowy rytm. Rytm marszu. Każdy z wojowników trzymał przy ciele tarczę, zaś wolną rękę na broni głównej, jaką były przeróżne obuchy.
Na ich czele, na karej klaczy mianem Zirael, szedł paladyn i podwójny marszałek. Ten koronny, jak i ten Bractwa. Oporządzony w swą jeszcze niepłytową zbroję, uzbrojony w wierną szablę, kuszę i sztylet. Klacz dumnie niosła przy jukach miecz ze srebra i tarczę swego rycerskiego pana. Pana którego twarzy była chłodna i bez emocji, na zawsze już zdobiona blizną po rozgrzanym metalowym pręcie. Na głowę miał jednak głęboko zarzucony czarny kaptur swej opończy. Spod niego wychodziły kruczoczarne włosy, płynące gęsto i długo po także czarnej tunice, zdobionej herbem Bractwa wyszytym złotą, czerwoną i niebieską nicią.
Oddział, przez który duża część ludu Atusel musiała zejść na bok, z szacunku ale i braku miejsca, doszedł w końcu portu, gdzie na rozkaz dowódcy rozlokował się. Rzeczony człowiek odnalazł wzrokiem Kiellona, Themo i pewnego rycerza. Podjechał, a gdy był obok, zsiadł z konia i odrzucił kaptur do tyłu. Hełm miał przypięty pod pasa.
- Witajcie przyjaciele, Themo i Kiellonie. I ty nieznany mi rycerzu. Jestem Marduke Draven. Marszałek koronny i marszałek Bractwa ÂŚwitu.- rzekł.- Themo, mam ze sobą pięćdziesięciu rycerzy Bractwa. Przydadzą się?
50x rycerz bractwa świtu
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej