Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pomocna dłoń dla Zuesh
Nawaar:
- Bywaj! Rzucił brodacz, gładząc się właśnie po niej. Jakoś nie chciał przeszkadzać anielicy w jedzeniu, ani Mardukowi w dalszych pogawędkach. Dlatego wstał od stołu, a wszystkie blachy miło zabrzęczały. Krasnolud choć po treningu dzięki, któremu mógł się w takim czymś poruszać nadal miał pewne problemy jeszcze z takim pancerzem, ale najważniejsze było to gdzie zostawi elementy wyposażenia, wszak stojaków na zbroje na statku nie zastanie choć to królewski okręt, a może jest szansa na to? To były pytania na później jak dotrze do kubryku, jednakże najpierw się pożegnał z towarzyszami. - Smacznego i trzymajcie się do rana! Powiedział i spokojny, że nic się wyda! Ruszył w kierunku schodów, a że był wielki i szeroki to zajął je całe dopóki nie wyszedł na główny pokład tam, patrzył na rycerzy zmieniających swoją wartę, bo tak należało czynić, ale Kiellon chciał się upewnić, że w razie czego zostanie zawołany to rzekł do jednego z rycerzy. - Jakby jakaś walką to wołaj każdego, Bowie wiedzą co nas będzie czekać, bo na razie jest zbyt spokojnie, tak za spokojnie... Przerwał, gdy wojownik kiwnął głową rozumiejąc słowa brodacza choć we woja wlał dozę niepewności, ale cóż taki zawód. Dlatego paladyn był pewien, że żadna akcja go nie ominie podczas snu. Brodacz może żałować, że nie dowie się szczegółów wyprawy od kapitana, o ile zejdzie do Eve i Marduka zaznajamiając ich z całą sprawą, jednakże liczył na to, że przyjaciela z bractwa się podzielą z Kanclerzem drugą osobą po królu. W każdym razie udał się na dół, pełen nadziei a tam ku jego zaskoczeniu było wszystko! Kanclerz otarł pot z czoła i mógł zacząć, przygotowania do zdejmowania ekwipunku i rozłożenia go na stojaku a samemu już, udać na spoczynek w wygodnym łożu. Dlatego pościągał pancerz, odpinając wszystkie uprzęże i inne takie, a potem powoli umieszczał je na stojaku, by w razie czego przygotować ją do nagłego założenia do tego dodał muszkiet, tarczę, młot i jeden pistolet, bo drugi położył sobie pod poduszkę, żeby w razie ataku wystrzelić w przeciwnika, próbującego zakraść się do niego podczas snu, ale ten krasnolud znał już magię Zartata, która go mogła zawsze ochronić przed złem tego świata, także najedzony, ale nie napojony brodacz położył się spać choć sen miał dziwnie czujny! Widocznie zbyt spokojna sytuacja na morzu jakoś nie pozwalała mu w pełni się odprężyć.
Marduk Draven:
-Dobranoc, Kiellonie, no i Emericku.- odrzekł radnym na pożegnanie. Chwilę tak siedział w towarzystwie Evening.- Wybacz, ja chyba także pójdę.- rzekł po chwili. Wstał i skłonił się jej lekko. Nie poszedł jednak do łóżka. Wyszedł na pokład i oparł się o barierkę na burcie. Wsłuchiwał się niewyraźne, ciche rozmowy marynarzy, w szum morza - jedyne dźwięki przerywające ciszę. Wpatrywał się w niebo, gwiazdy, księżyc i w ogrom morza, jaki otaczał statek.
TheMo:
Wszyscy sobie smaczni spali, aż do zapiania koguta. Znaczy, byłoby pianie, ale na statku są tylko konie. To niech będzie, że konie zaczęły rżeć o wschodzie słońca. Członkowie załogi już od jakiegoś czasu byli gotowi, by zmienić swoich towarzyszy, którzy czuwali całą noc. Na nogi zebrali się też żołnierze, którzy, jak to mieli w zwyczaju, po minucie byli już gotowi. Themo poszedł w ślad za nimi i po przespanej nocy udał się na mostek, gdzie przejął stery.
-Jak tam wiatry w nocy?
- Trochę słabsze, ale ciągle dobre. Gdzieś po południu będziemy na miejscu.
-ÂŚwietnie. Przyślij mi kogoś ze śniadaniem i masz wolne.
Postanowił sobie zjeść na świeżym powietrzu, przy porannej bryzie. I po chwili zjawił się marynarz z talerzem gotowanego mięsa na śniadanie.
-Cholera, następnym razem trzeba będzie rozpisać lepiej ten jadłospis.
I wziął się za jedzenie. Tymczasem w mesie wszyscy inni dostali to samo.
Marduk Draven:
Po jakimś czasie poszedł spać, by rano, jak każdy się zbudzić. Po wstaniu przerobił swoją dzienną normę pompek, brzuszków i innych ćwiczeń, po czym ubrał na siebie zbroję i oręż. Wyszedł do mesy na śniadanie, które zjadł dosyć ekspresowo, po czym po jakiejś chwili odnalazł Themo i zagadał.
- Czego się tam można spodziewać?- podpytał.- Plaga bandytów żerujących na bezkrólewiu?
TheMo:
Themo też już swoje zjadł. Odłożył talerz i dalej wziął się za trzymanie steru. W sumie wystarczyło go zablokować, gdyż kurs już był obrany, ale w ten sposób wyglądał, że coś robi.
-Na pewno. Doszły mnie słuchy, że piraci zrobili sobie tam bazę wypadową. Wyspa pomiędzy Doral, Valfden a kontynentem. O taki punkt od zawsze były spory.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej