Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Pomocna dłoń dla Zuesh

<< < (18/109) > >>

Marduk Draven:
- Tak, jak to my.- odrzekł gdy emocje opadły. Opanował oddech.- Polecam jajecznicę... w sumie to jedyne co tu teraz dostaniesz.

Nawaar:
Udało się, nie wierzę! Krasnolud się nieco rozluźnił, bo wszystko rozeszło się po kościach, ale towarzyszom tego nie zapomni! Wesprze ich choćby na krańcu świata, ale widać, że męska solidarność działa i ma się dobrze. - Jak to krasnoludowie my zawsze o pieniądzach albo wódzie. Takie życie brodaczy. Wytłumaczył jeszcze tak ogólnie, ale powrócił do jadłospisu choć zaczął Marduke. - Mamy tutaj jajecznicę i kawałek chleba. Muszę przyznać, że znają się na gotowaniu, bo jajka ani suche ani mokre idealnie przyprawione nic, tylko jeść! Chleb również przedni razowy, żeby ludzie nie przybrali na wadzę, także jak na podróż królewskim okrętem jest świetnie choć nic do picia nie mają, ale cóż nawet ja przeboleję choć będę marudny. Ostrzegł wszystkich towarzyszy, gdyż tak nakazała kultura, bo trzeźwy krasnolud nigdy nie jest swój nawet wśród swojej rasy.

Evening Antarii:
-W takim razie z chęcią się poczęstuję jajecznicą- i tak nie miała wyboru. Wkrótce na jej talerzu znalazło się i pieczywo i jajecznica, której jej służki nie umiały przyrządzić tak, jak Eve lubi. Zawsze przegapiały ten idealny moment, gdy jajecznica nie była ani za sucha ani za mokra. Zaś ta serwowana tutaj była całkiem znośna. Z każdym dniem podróży jedzenie będzie coraz gorsze, dlatego należało się najeść póki potrawy jakoś smakowały.

TheMo:
Wszyscy, którzy już zjedli udali się na koje i szykowali do snu.

Zaidaan:
Jednak jakimś cudem krasnoludowi się udało. Emerick był tak samo zdziwiony jak i sam brodacz, ale przecież sam też nie miał zamiaru wydawać Kiellona, bo i po co? Tak więc posiedzieli, pogadali, a po mału trza było się już zbierać. Jako, że ktoś musiał być ten pierwszy, to akurat wyszło na Hetmana. Powoli wstał od stołu i ukłonił się należycie. - No, już późno. Widzimy się jutro! - I po chwili znikł gdzieś między innymi marynarzami, którzy tak samo jak i on zmierzali do swoich kajut. W końcu Emerick znalazł się u siebie, prawdopodobnie. ÂŚciągnął z siebie niepotrzebne pancerze, płaszcze, kuszę i inne bzdety i położył gdzieś na bok, miecz położył niedaleko siebie, żeby być przygotowanym na jakby co, ale też czuć się bezpieczniej. I poszedł spać.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej