Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pomocna dłoń dla Zuesh
Aldyn:
Aldyn udał się pod pokład, gdzie zasiadł razem ze wszystkimi i odmówił modlitwę przed posiłkiem. Następnie zaczął się zajadać przyszykowaną strawą.
Nawaar:
Krasnolud zaśmiał się, widząc reakcje Marduke. - hehehehhe nie przejmuj się stary. Każdemu mogło nie wyjść, ale cóż jak to mówią za wysokie progi na naszą panią Antarii. Nawet nie wiedział jak to powiedział. Widocznie miał dzień, ale paladyn miał racje jak zarówno Emerick brakowało w tej rozmowie alkoholu! - Rzeczywiście, panocki cośby się wysiorbało, ale nie chce mi się odchodzić od stołu, gdzie kompania taka wesoła, tylko wiecie nawet nie wiem czy w spiżarni coś tam mają i nie wiadomo czy nasz kapitan się podzieli. Zakończył rozmowę o alkoholu, bo szacunek do Thema miał z powodu wygranej batalii z demonami, a potem pomachał ręką, żeby Marszałek sobie usiadł, bo mu jeszcze żyłka pęknie! Nawet nie umie się bawić odkąd dostałym tym prętem po ryju, ale jego spina była dosyć zabawna, jakby miał jakieś szanse u niej. W każdym razie rycerz musiał znieść towarzystwo frywolnego brodacza, ale cóż brata zakonnego się nie wybiera! - Odłóżmy żart na bok i zajmijmy czymś poważnym, ktoś coś wie na temat tej wyprawy, poza ogólnikami? Zapytał już poważnie, bo ton się zmienił, a Kiellon lubił wiedzieć na czym stoi.
Marduk Draven:
- Kiellon, ale czego ty nie rozumiesz? Nic między nią, a mną nie ma.- odrzekł raz jeszcze brodaczowi z widocznym poirytowaniem w oczach. Odetchnął głęboko, raz, drugi, trzeci i spokój wrócił. Gniew odpłynął, tak jak statek od wybrzeży Valfden.- Można spytać kapitana, jeśli chodzi o wyprawę.- odrzekł spokojnie.
Zaidaan:
Widocznie Kiellon wolał dolewać dalej oliwy do ognia. Lepiej tylko, żeby ten ogień nie buchnął brodaczowi w twarz, bo różnie to bywa! Hetman dalej się przypatrywał co się tu jeszcze wydarzy, szczerze mówiąc to nawet byłoby przychylny jakiemuś mordobiciu, żeby trochę urozmaicić podróż. Jednak musiał zachować względną neutralność pomiędzy tą sprzeczką. - Zostawmy już lepiej pannę Antari w spokoju, niepotrzebne nam tutaj zbędne nieporozumienia. Co jeśli się tyczy tej wyprawy, to można spytać kapitana, ale teraz dajmy mu spokojnie zjeść. - jednak dalej był zadziwiony, że krasnoludowi nie chce się iść po gorzałkę, może i zbroja zniechęca do ruchu, lecz powinien się przyzwyczaić do tego, bo przecież sam chcę w tym walczyć, ale aż tak? ÂŚwiat oszalał!
Nawaar:
Krasnolud nie rozumiał dlaczego, nie został zrozumiany, ale dobra skoro wszyscy są tacy poważni, to co on mógł poradzić! Dlatego uspokoił nastroje choć zabawnie, by było gdyby doszło do bójki pomiędzy członkami bractwa w moment zniszczona zostałby sława i potęga, a przede wszystkim ich braterskość, z której słynęli jej członkowie. - Dobrze, dobrze spokojnie to była czysta ciekawość nic więcej, bo widzisz taka sytuacja zaistniała, że coś by się działo w bractwie nawet pod tym kątem, ale rozumiem. Teraz siadaj i jedz, bo marniejesz w oczach od czasu pręta przyjacielu hehehehheh to była bardzo nieprzyjemna sytuacja. Na moment zawahał się nad śmianiem, ale nie powstrzymał się jednak, być może na swoje nieszczęście. - Ale panowie musicie przyznać, że towar się marnuje. Normalnie szkoda, że nic z tego nie będzie ani nie było. Ocenił po krasnoludzku czyli jak rzecz, ale bezcenną! Pannę Antarii, ale do niej zawsze szacunek miał po prostu taka natura brodaczy kiedy im się popuści pasa i tak zakończył rozważania nad temat jedynej kobiety na okręcie. Następnie powrócił do wyprawy. - Właśnie kapitan, gdzie on jest? Szukać po całym okręcie to mi pół rejsu zejdzie, ale japa suszy nie ma co, także gdzie ten alkohol trzymata? Zapytał ponownie kucharzy i po cichu pod nosem do siebie. - Tak myślałem, żeby swój wziąć, ale cóż czasu brakowało na to wszystko. Rzekł ze smutkiem w głosie, licząc na pojawienie się kapitana na podwieczorku.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej