Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Pomocna dłoń dla Zuesh

<< < (15/109) > >>

Marduk Draven:
Marduke skłonił się Evening. Nisko, elegancko, po szlachecku. No i w tym samym momencie zadzwoniły dzwony na posiłek. I dobrze, bo kiszki grały mu już powoli marsza. Takie eleganckiego, jak cały on. Toteż Draven, szlachcic i rycerz szlachetny, paladyn Zartata, marszałek koronny i marszałek bractwa, razem z innymi, głodnymi osobnikami przebywającymi na statku. Zszedł do mesy, spokojnym, równym krokiem, chrzęszcząc trochę blachami. W mesie wziął talerz i sztućce. Odebrał porządną porcję i przysiadł się do Kiellona i Emericka.  Tak by nie dostać w twarz resztkami jedzenia z paszczy krasnoluda. Wbił widelec w jajecznicę, splątał włosy rzemieniem w kuc, by nie wchodziły mu do jedzenia i zagryzł pajdę chleba. Wziął do ust widelec z nałożoną jajecznicą i kiełbasą i począł przeżuwać. Prosty był to posiłek, ale bardzo dobry. Przeżuł. Wtedy dopiero przemówił.
- O czym tam rozprawialiście, panowie?- spytał, po czym wziął kolejny widelec jajecznicy. I jeszcze jeden. I kolejny. Następny. Zagryzł po raz kolejny chleba. Kucharze się postarali, błogo im wyszło. Niepożałowali przypraw, kiełbasy. Nawet chleb, niby tylko chleb był pierwszych lotów. W końcu dla jajecznicy i chleba nastał koniec. Marduke podziękował i odniósł talerz.

Zaidaan:
Gdy już znaleźli odpowiednie miejsce do spożycia posiłku, Emerick postanowił teraz odpocząć od tego gawędzenia, które zajęło niemal cały dzień. Jak to szybko czas mija przy dobrej rozmowie. Jak było widać, Kiellon jakoś mało dbał o chociaż krzty kultury przy jedzeniu, wolał  zamiast tego ubrudzić się dobrym jedzeniem, które można nazwać zmarnowane. Jednak nie dla krasnoluda! Dla niego to nie żaden problem, gdy na talerzu już nic nie zostało, to jeszcze wyzbierał resztki z brody. Natomiast Hetman był wielkim przeciwieństwem krasnoluda, pewnie jak większość ludzi, nie czuł takiego wielkiego głodu żeby żreć jak opętany. On wolał spokojnie, powoli, bez pośpiechu i co najważniejsze, użył widelca! Co teraz jest niezbyt spotykane. I tak znikało po trochu, aż w końcu nic nie zostało. Gdy przeżuwał już ostatni kęs, dosiadł się do nich marszałek, którego poznał tak lepiej dopiero teraz. (Bo wcześniej na zebraniach rady o piątej rano zdarzało mu się przysnąć, miał nadzieję że nie oberwie potem za to od króla.) - My? - Zapytał retorycznie, kiedy przeżuł już ostatnie resztki. - W sumie przez cały dzień rejsu zdążyliśmy omówić i przedyskutować tak ogólniej chyba wszystkie tematy obronności naszego kraju. - Powiedział tak o, bo po co miał kłamać? Trochę jednak smuciło go, że kucharz zapomniał podać również coś do picia, pewnie to przez to zamieszanie jakie wywołało przygotowanie ton żarcia dla takiej kupy ludzi i nieludzi!

Nawaar:
Krasnolud miał akurat, gdzieś co o nim inni sądzą i jego sposobie jedzenia! Kiellon spełniał swoje obowiązki nienagannie, więc mógł robić co chciał jako wolny obywatel, ale szkoda mu było, że nie mięli piwka, bo by sobie soczyście beknął a tak mu się dwa razy odbiło i to na tyle. Paladyn skończył posiłek jako pierwszy, więc mógł gadać z Mardukiem, który pełnił rolę podwójnego, Marszałka, że od tych tytułów mu się w głowie nie zakręci. Jednak też swoje pracował na chwałę królestwa, ale skoro Emerick, powiedział prawdę to brodacz jeno potwierdził. - Tak było. Mięliśmy dość sporo czasu, kiedy- tutaj się obejrzał za siebie czy jej nie ma, ale widząc, że jest w porządku dokończył- ty romansowałeś z panienką. Opowiadaj co z tego wyszło? Zapytał z zaciekawieniem, bo coś się działo w bractwie od innej strony niż same wojskowe dysputy i wypełnianie rozkazów. Oczywiście, o ile anielica nie wejdzie, bo dostanie solidny opieprz, ale cóż brodacze lubili wchodzić w cudze życia buciorami, choć Kiellon z tych takich naprawdę ciekawskich nie był! I nadal czekał na picie albo łyk czegoś mocniejszego.   

Marduk Draven:
Paladyn usiadł z powrotem pod odniesieniu talerza. Marduke siedział spokojnie, dopóty, dopóki Kiellon nie palnął swojego. Czego mógł się spodziewać po krasnoludzie? Wszak prosta to rasa. Mówią co myślą, a myślą... no chyba poniżej średniej. Musiał z tym marszałek bractwa, oraz koronny w jednym żyć. Spróbował się nie oburzyć, ani nie zdenerwować. No cóż, Eve jeszcze niedawno sama go o tym ostrzegała. Ludzie zawsze będą gadać.
- Piłeś już coś dzisiaj, Kiellon?- spytał z pretensją. Nie mógł jednak utrzymać spokoju. Przynajmniej tego względnego, minimalnego.- Omawialiśmy sprawy i problemy trapiące bractwo, no może trochę gadaliśmy po przyjacielsku, ale głupio sugerujesz. Nic między nami nie ma.- odrzekł już spokojniej. Wiedział, że spartolił trochę unosząc się, ale co się rzekło, to się rzekło.

Zaidaan:
Gdy marszałek wrócił, Kiellon musiał coś dodać od siebie. Wychodzi jednak na to, że ich kultura przy jedzeniu i przy niewygodnych tematach wygląda tak samo. Jak i nie gorzej, no cóż. Emerick jednak miał wielkie szczęście, że nie musi w Bękartach przebywać obok takiego krasnoluda, choć może jeszcze tego nie wie. Gdy tak Marduke odpowiedział, Hetman aż przez przypadek zaśmiał się w taki dziwny sposób, że aż musiał przyłożyć pięść do ust. Odchrząknął i odpowiedział. - Przepraszam. Ale w sumie jak jesteśmy już przy piciu, to nasz krasnolud znajdzie jakiś dobry trunek? - próbował na chwilę załagodzić sytuację, niech brodacz szuka alkoholu, a szlachcic przynajmniej odetchnie od jego towarzystwa, bo chyba i tak zbyt agresywnie odpowiedział. No cóż, człowiek nie skała. A sam Emerick odsunął talerz i oparł się rękoma o stół czekając, aż Kiellon pójdzie po to co i tak potrzebuje.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej