Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Pomocna dłoń dla Zuesh

<< < (14/109) > >>

Evening Antarii:
-Jasne. Ja i tak nie mam do tego głowy.- wzruszyła ramionami.

TheMo:
I tak czas powoli wszystkim mijał na rozmowie. Słońce chyliło się ku zachodowi, nadając niebu i okolicznym wodom czerwoną barwę. Themo po obraniu odpowiedniego kursu zablokował ster i zarządził wydanie posiłków. Załoga zaczęła dzwonić na posiłek. ÂŻołnierze udali się do mesy, gdzie każdemu została podana jajecznica na kiełbasie i pajda chleba. Pierwszy dzień podróży, więc podawano te najszybciej psujące się potrawy. A kucharze w kambuzie mieli niezły zapiernicz ze względu na ilość podróżnych.

Zaidaan:
Hetman wysłuchał wzmianki o wodnym forcie, jednak on miał inną wizję tej cytadeli. - Nie wiem, ale okręty mogą być nawet niepotrzebne. Ta cytadela miała by być w postaci okręgu, kilku piętrowa. Jeszcze nie wiem ile kondygnacji by miała, trzeba wpierw zbadać miejsce, w którym jest planowana budowa, ale wracając. W dodatku miała by wyjścia na armaty z każdej strony, co powodowałoby że z każdej strony cytadela jest taka sama, nie mająca słabszych punktów. - Przerwał na chwilę i zerknął na brodacza. - Oczywiście opowiem królowi, o Twojej pomocy. Nie musisz się o to martwić.. Jeśli w ogóle się o to martwiłeś. Nie jestem osobą przywłaszczającą sobie wszystkie zasługi. - Uśmiechnął się kącikiem ust, a brodacz aż mógł by być zdziwiony, skąd zwykły człowiek wiedział co myśli jego rozmówca? Czyżby o czymś nie wiedział? A może po prostu zwykły przypadek? Pewnie to ostatnie, bo ciężko było by uwierzyć w magiczne zdolności Bękarta. - Wiem. To była wojna z zaskoczenia, którą ciężko było obronić. I tak to cud, że nam się udało, bogowie musieli nam dopomóc. Nie widzę innej możliwości. - Zaśmiał się chwilę przerywając wypowiedź, do której jednak zaraz wrócił. - Jednak i tak sądzę, że mogliśmy się do tego bardziej przygotować. No ale cóż, to już tylko moje osobiste rozważania i gdybania. Przeszłości nie da się zmienić. Co się stało to się nie odstanie. - Zakończył temat okrutnej wojny i także spojrzał na żagle, które nagle dostały niezłego kopa w postaci mocniejszego wiatru. - Na to wygląda. Nawet i dobrze, im szybciej dotrzemy, tym szybciej coś się zacznie ciekawszego dziać. - Uśmiechnął się na widok tych żagli, a jeszcze bardziej się uradował gdy nagle zaczęły bić dzwony na posiłek. - Oho. Czas coś przekąsić. Ruszajmy. - Odsunął się od burty i zerknął na krasnoluda czy za nim podąża. A dalej ruszył w stronę mesy, jeśli był jakiś lepszy rodzaj mesy to do niej wszedł i biorąc swoją porcię usiadł w jakimś wolnym miejscu.

Aziz:
Aziz ucieszył się na wieść o kolacji, jako jedyny nie był tu "kimś". ÂŹle się z tym czuł, no i nudził. Zszedł więc do mesy i udał się po swoją porcję kolacji, siadając przy jednym ze stołów zaczął jeść.

Nawaar:
Krasnolud wysłuchał słów człowieka i musiał, przyznać, że przedsięwzięcie będzie wiele kosztować! A, brodacz znał się na pieniądzach, ale jeszcze więcej czasu stracą na budowanie fortu, lecz czasu to wszyscy mają pod dostatkiem, nie? - To będzie kosztowne w ciul, ale bezpieczeństwo wyspy ważniejsze, jednakże nie mogę się doczekać efektu. Kiellon zrobił wielkie oczy, bo już sobie wyobrażał jak to będzie wspaniale wyglądać, ale następna wypowiedź Emericka, wybiła go z pantałyku, bo te myśli krążyły mu po głowie, ale oczywiście się nie wkopał ani nie sypnął słowem, odnośnie zasług, lecz żeby nie milczeć to coś tam wydukał. - Spokojnie, zawszę służę radą i w tym, że mogę pomóc królestwu na swój sposób, podsuwając parę pomysłów. Paladyn, przez moment poczuł się nieswojo, bo te słowa naprawdę były dziwne, jakby zwykły człowiek mógł czytać w myślach? Jednak miał to gdzieś skąd on wiedział grunt, że wspomni królowi, że rycerz mógł jakoś pomóc i się do tego fizycznie przyczynił. W każdym razie, powrócił temat wojny, ale paladyn skomentował to krótko. - Było minęło- wzruszył ramionami i rozpoczął, oglądać niebo i nawet nie spodziewał się, że tyle czasu zleciało podczas tak ważnych tematów, ale podczas interesujących rozmów zawsze on leci szybciej. Przysłowie stare jak świat, ale prawdziwe! Ta chwila pomyślunku była dość długa, ale z rozważań wytrąciły go słowa towarzysza i dzwony na posiłek. - Długo czekałem i się doczekałem. Chociaż tutaj pięknie, bo zachód słońca nawet w górach był zawsze miłym widokiem. Brodacz napawał się chwilę widokiem, pociągając kilka głębokich wdechów świeżego morskiego powietrza i zrobiło mu się przyjemnie, ale nie tak jak po wypiciu czegoś mocniejszego! W każdym bądź razie ruszył za Emerickiem, który obserwował czy zapuszkowany krasnolud ruszył za nim, ależ oczywiście, że to uczynił, lecz swoim tempem, bo ekwipunek trochę go spowalniał. Jednak brzęczenie zbroi było słyszalne, ale tak powinni wyglądać żołnierze bractwa okuci w najlepsze pancerze. Krasnolud po schodach dotarł do kambuza, gdzie wydawano posiłki dla całej załogi i załogantów na królewskim galeonie. Kiellon już po zapachu wiedział, że jest jajecznica na kiełbasie. Dobre jedzenie choć porcje małe jak dla wojaków, ale odebrał swój przydział, siadając obok towarzyszy i jak miał w zwyczaju, żarł jak opętany! Brudził swoją brodę, pyszczek a nawet zbroje, ale tak czuł się najlepiej móc w pełni pokazać kulturę krasnoludów a przynajmniej tę część, z której pochodził. Jednak z pełnymi ustami przemówił. - Teraz to bym się czegoś napił. Szefie masz coś na popite? Bo jedzenie prima sort- uniósł kciuk w górę dając, że jest zajebiście a jednocześnie dając odpocząć swojej jadaczce, bo tyle czasu gadał, że teraz zajął się jedynie, przeżuwaniem, oczekując innego tematu do rozmów choć dla niego było ciasno jak cholera w tej zbroi.     

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej