Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Pomocna dłoń dla Zuesh

<< < (13/109) > >>

Zaidaan:
Jakoś Hetman dalej nie mógł się przekonać na budowę tych zapór. Widział w tym za dużo zamieszania, problemów, zawracania dupy i oczywiście pieniędzy, które nie leżą, ot tak na ziemi. Jednak żeby nie urazić krasnoluda, czy spowodować inne negatywne emocje, uciekł się do niejasnej odpowiedzi, wcześniej jeszcze wzdychając z problemu podjęcia decyzji jak to zawsze z tymi dylematami bywa. - Może jednak Waszmość ma rację. Jednak to przesiedlenie różnie by się odbiło w przyszłości. Pomyślę nad tym bardziej gdy wrócimy, teraz nie jest najlepszy moment na takie decyzje. Nad tym trzeba się bardziej zastanowić i prześledzić resztę. - zapauzował na chwilę dumając jaką ważną, lub mniej ważną kwestię poruszyć. W końcu w błękitnych taflach morza znalazł coś. - Najlepiej byłoby w ogóle nie dopuścić do sytuacji, w której wrogie okręty pływają po naszych wodach. Na przykład ten bastion na wodzie na pewno się nieco przyczyni do obrony tego słabszego punktu. Innym ważnym aspektem byłoby wykorzystanie floty. Floty na tyle potężnej, że każda wroga flota pójdzie na dno, lecz... Samo wybudowanie dużej floty to nie jest wszystko. To tak jakby wystawić tysięczny oddział valfdeńskich rycerzy bez żadnej broni, w samej koszuli przeciwko pięcioma setkami dobrze uzbrojonych rycerzy w najlepsze kusze, topory, szable i tak dalej. Po ostatniej wojnie z paskudnymi demonami zauważyłem podczas studiowania raportów z tej wojny dość duży błąd w naszej marynarce. Wtedy kiedy, ekhm. - Odrzchąknął na chwilę aby dobrać słowa. - Wtedy kiedy, Melkior, niech bogowie mają jego duszę w opiece. Kiedy zginął na okręcie przez kulę armatnią. Mimo, że wygraliśmy to otrzymaliśmy dość duży cios od wroga, tracąc przy tym znakomitego dowódcę. Lecz to tylko przez to że nie mieliśmy wtedy odpowiedniej taktyki, w dodatku wróg zatrzasnął nas w kleszczach, z których cudem wyszliśmy. Mam zamiar stworzenie o wiele lepszej, umiejętnej admiralicji, która nie dopuściła by więcej do takiej sytuacji. Oraz pewnie przećwiczenie lepszej taktyki i lepszych formacji. - powiedział o swoich przyszłych planach, które się dość znacznie zwiększyły po tym jak wyruszył w ten rejs. Lecz dalej wyspy ni widu ni słychu, a kapitan także milczy.

Aldyn:
Archont z kolei stał przy burcie na pokładzie. Postanowił poprosić Nalasa o pomyślne wiatry, nim złapie go choroba morska i będzie musiał siedzieć przy wiadrze.
-Nalasie, panie wszelakich wód, obdarz łaską podróżnych i ześlij pomyślne wiatry, a od wielkich fal racz nas uchronić. Tak oto proszą Cię twoje dzieci.

TheMo:
I modły archonta podziałały, gdyż zaczął wiać mocniejszy wiatr, dzięki czemu nabrali jeszcze większej prędkości, w pełni wykorzystując rozwinięte żagle.

Nawaar:
Krasnolud poczuł, że Emerick nie chce go urazić, ale jakoś ładnie z tego wyszedł, nie obrażając brodacza! Inaczej rozmowa mogłaby przestać być już normalna i z fajnych pomysłów, byłby nici choć i tak przez ten czas, wymienili tyle tego, że król powinien być zadowolony z takiej współpracy jego radnych, ale czy Emerick powie iż, niektóre pomysły podesłał mu krasnolud? Lepiej dla niego, żeby to zrobił, bo też chce mieć jakieś zasługi dla królestwa! W każdym bądź razie ta chwilą zastanawiania, spowodowała, że myśli Kiellona się poukładały. - Zrobisz jak uważasz. Ja jedynie podsuwam pomysły, które można wykorzystać dla obrony naszego królestwa. Woda forteca pewnie też spełni swoją rolę, o ile będzie dużo czasu na to oraz, gdy będzie mocno rozbudowana i wyposażona, żeby nawet jeden stateczek się nie przecisnął, a i dać jej parę okrętów. Właściwie to powiedział to samo co wcześniej, ale w ten sposób lepiej zapadną w pamięć jego słowa. Teraz rozmowa zeszła na temat floty a tu za bardzo brodacz nie mógł się popisać. - Flota tutaj będzie mi ciężko się wypowiedzieć, ale oczywiście powinna być duża i zróżnicowana, bo ludzie gór tacy jak ja raczej, unikają otwartej wody, lecz na armatach i prochach znamy się najlepiej haha- zaśmiał się wesoło, bo powiedział prawdę - dlatego też, nie jestem hetmanem, bo jest to wszystko poza moim zasięgiem. Mówił w pełni przekonany, że nie nadaje się na to stanowisko, ale na temat wojny mógł się wypowiedzieć, bo brał czynny udział w bataliach. - Na temat wojny to muszę powiedzieć tyle, że zaspaliśmy i wzięli nas z zaskoczenia, a nikt nawet nie był an to gotowy do tego jeszcze dezinformacja oraz brak jakichkolwiek informacji nas pogrążały jeszcze bardziej. Smutny to był dzień dla Valfden po stracie najznamienitszych ludzi, ale taka jest wojna. Wzruszył ramionami, bo Melkiora osobiście nie znał, bo raz mu się rzucił w oczy podczas obrony Zuesh właśnie. - Dlatego następnym razem to, My musimy ich zaskoczyć a nie oni nas jak odwalisz swoją robotę należycie to nie muszę się martwić o naszą przyszłość. Brodacz trochę poczuł ulgę, że znalazł się kompetentny człowiek na stanowisko hetmana! Król wybrał mądrze. Musiał to przyznać, ale nie głośno, żeby woda sodowa nie uderzyła za mocno w głowę Emericka! Jednak na własne oczy zobaczy jak potoczy się cała sytuacja. Podczas swoich dalszych rozważań, poczuł on silniejszy podmuch wiatru, a dlatego, że powiew wiatru zahulał w wnętrzu jego zrobi, miło chłodząc ciało a brodę lekko, podnosząc do góry wtedy też, zwrócił uwagę na żagiel, który nabrał wiatru a statek znacie, przyspieszył, co spodobało się krasnoludowi. - Widać, że nawet bogowie chcą, żebyśmy szybciej dopłynęli czyli musi się dziać coś na tej wyspie. Wtrącił swoje uwagi, które każdy mógł mieć wszak inne, ale podsumować to jednym słowem można, że są coraz bliżej wyspy! Jednak dalej brakuje hasła dotyczącego posiłku i napitku.

Marduk Draven:

--- Cytat: Evening Antarii w 07 Styczeń 2017, 12:17:49 ---
-Po prostu "przy ludziach" musimy zachowywać się profesjonalnie- zaśmiała się krótko, nie wierząc w to, co sama mówi.-Bo oni widzą to co chcą widzieć, przeinaczają fakty i wierzą w byle bzdurę- spojrzała na Marduke'a przepraszająco.
-A zostałam krawcową z pobudek czysto egoistycznych. Chciałam sobie sama szyć sukienki, nie musieć za nie płacić. Wtedy jeszcze znanym krawcem był Gordian Morii, a ja zwyczajnie nie miałam grzywien na zakupy u niego. Postanowiłam, że może trochę zainwestuję i nie będę przepłacać. W między czasie Morii gdzieś zniknął i to ja przejęłam dużą część zleceń. Wszak ludzie zawsze będą musieli w czymś chodzić. Jeszcze jak nadeszła zimna to posypały się zamówienia na wełniane koszule, płaszcze... Aha, no i miałam konkurencyjne ceny. Przynajmniej wtedy. Szyłam wszystko za nie więcej niż 100 grzywien, co prawda niewiele wtedy umiałam, ale z czasem nabrałam wprawy i stałam się przy okazji bardziej znana dzięki temu. Skrzydła zaś to żaden problem, bo niby w czym miałyby przeszkadzać?- uśmiechnęła się.
-A do założenia sklepu jakoś nigdy nie miałam głowy ani motywacji. Lubię, gdy klient sam do mnie przyjdzie. Poza tym teraz nie szyję dla byle ludzi z ulicy. To znaczy uszyję, jeśli  będą w stanie zapłacić...

--- Koniec cytatu ---

- Rozumiem.- odrzekł i uśmiechnął się.- Pozwolisz, że się oddalę? Chciałbym obgadać parę typowo wojskowych spraw z Themo.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej