Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pomocna dłoń dla Zuesh
Narrator:
Kunanie zdążyli chwycić za broń, by ruszyć ku obronie swych posiadłości. Kotołaki walczyły razem z Valfdeńczykami przeciwko najeźdźcom. Oprócz wojowników byli też tacy, co pilnowali nosorożców, czy zabezpieczali zapasy. Ogólnie całość była tak dobrze zorganizowania, jakby każdy to co dzień ćwiczył. Po bezpośredniej piechocie i strzelcach do akcji wkroczyła anielica. Jej tornado nie tylko przetrzebiło oddziały przeciwników, ale także osłabiło ich morale. Bowiem nie ma nic dołującego, niż oberwanie resztkami wnętrzności poległych towarzyszy. Uciekinierzy zostali wzięci na cel przez strzelców. Wynik bitwy przeważał na stronę obrońców.
//Eve: zabiłaś tych czterech orków i trochę wrogów przestraszyłaś. Ci zostali dobici przez kunan, którzy też walczą. Ich ilość będę stale odejmował.
9x Wściekłe orki
15x Piechota gorszego sortu
8x Cwaniaczki z kuszą i w kolczudze
TheMo:
Themo widząc nadciągające wrogie wojska chwycił za rękojeść miecza i pognał w bój. Rzucił się na orków z wielkimi toporami. Rozmiar ich broni go nie przerażał, bowiem widział większe rzeczy (np. patrząc w dół). W drodze do wrogów wyciągnął swoją broń i zdjął puklerz z pleców. Gnał prosto na wielkiego zielonoskórego. Wielkolud nie uznał Bękarta za godnego przeciwnika. Na jego nieszczęście. Gdy tylko Themo był bardzo blisko berserkera, bandyta sieknął go swym toporem przez łeb. A przynajmniej tak mu się wydawało. Dowódca ekspedycji był dobrze wyszkolonym strategiem i wojownikiem. Wiedział jak sobie radzić z takimi przeciwnikami. Ustawił tarczę pod kątem, by ostrze topora się ześlizgnęło z niej. Nie przerywał przy tym swego biegu. Ork miał nadzieję, że ten cios powali jego przeciwnika. Stało się inaczej. Broń ześlizgnęła się po gładkiej osłonie a nieświadomy agresor utracił na moment równowagę. Ta chwila wystarczyła. Themo po odbiciu ciosu znalazł się za plecami okra zdegustowanego porażką. Mając dużo pola do popisu ciął swym mieczem po tylnej części kolan. ÂŚcięcie więzadeł spowodowało, że siłacz musiał uklęknąć. W ten sposób był niemal całkowicie odsłonięty. Bękart nie zwlekając wykorzystał siłę bezwładności miecza i zwrócił jego ostrze w drugi zwrot. Nabrana w ten sposób siła bez problemu rozcięła kark wroga pozbawiając go czucia w ciele, a może i życia. Kto by się tym przejmował, gdy przeciwnik leżał na ziemi, a jedyną oznaką życia był jego agonalny oddech. Gdy tylko się wyprostował zauważył, że całemu starciu (bardziej egzekucji) przyglądał się krasnolud.
-Bu!
Krzyknął człowiek dając do zrozumienia niskiemu, że on jest następny w kolejne. Tarczownik przejął się tym i zaczął uciekać w dziwny sposób. Dziwny, bowiem miał tak rękę wygiętą, że zasłaniał sobie plecy. Zupełnie jakby wiedział, że ktoś ze ścigających może go sieknąć od tyłu. Themo ruszył za nim, trzymając miecz w górze. Gdy był już blisko celu sieknął bronią w dół. Oczywiście to zostało sparowane, ale obrońcy chodziło o to. Bowiem syn gór zastawił tarczą swoją głowę, a odsłonił nogi. Korzystając z adrenaliny i zaciętości do boju człowiek przyspieszył i wystawił nogę przed siebie. Tak, że przeciął wrogowi tor biegu. Ten przez to się przewrócił i poprzez to potknięcie leżał na brzuchu z rozłożonymi rękoma. Niby nie wypada dobijać leżącego, ale dowódca miał to gdzieś. W końcu to oni pierwsi złamali tę zasadę. Bez skrupułów wbił miecz w serce leżącego wroga pozbawiając go życia. Jedna bestia mniej, można by rzec.
8x Wściekłe orki
14x Piechota gorszego sortu
8x Cwaniaczki z kuszą i w kolczudze
Marduk Draven:
Morale bandytów osłabły wraz z atakiem anielicy, która obrzuciła ich flakami. Themo już to wykorzystał. Marduke także miał zamiar. Wyłowił przeciwnika spośród "stada" i niczym tygrys zaatakował. Jego przeciwnikiem okazał się ork. Góra mięsa w zielonej skórze zaszarżowała na paladyna, rąbiąc toporami znad głowy, tak by rozpłatać hełm i łeb człowieka. Lecz nie na niego takie numery. Kruczowłosy minął napastnika w pół piruecie, jednocześnie chlastając srebrną klingą bok orka, tuż po żebrami. Po tym wróg się obrócił, zamaszyście tnąc toporem od lewej do prawej, tak by zdekapitować człowieka, który w porę uchylił się kucając. Draven nie mógł nie wykorzystać okazji i nie zaatakować orka, tnąc po nodze, a raczej przez nią srebrną klingą. Ork bez nogi padł na ziemię wyjąc z bólu i łapiąc się za resztki kończyny. Z kolei marszałek nie miał litość. Zatopił klingę głęboko w ciele orka, wbijając ją w szyję. Tak by umierał powoli, dławiąc się krwią.
Ale to nie był koniec. Teraz Marduke miał samą tylko kuszę. Pobiegł ku kusznikowi, który był osamotniony i łowił cel. Na nieszczęście paladyna, cwaniak go zauważył. Lecz za późno, gdyż marszałek bractwa wyciągnął przed siebie rękę i wykorzystał telekinezę w formie pchnięcia, sprawiając że ochroniarz stracił równowagę i chybił, strzelając wysoko nad głową Marduke'a - Panu Zartatowi w okno! Draven nie miał litości. Wywinął szybki pół-obrót nabierajac przy nim siły i ciął zamaszyście szablą z czarnej rudy po szyi ochroniarza, rwąc kółka kolczugi. Drugi kusznik akurat się zbliżył i widząc to wymierzył w Marduke'a. Lecz ten raz jeszcze użył pchnięcia, po czym zaatakował przeciwnika, który dobył miecza. Metale zwarły się, lecz cios paladyna był za mocny, a metal za ostry i mithrilowa klinga przepołowiła się. Paladyn dokończył pół obrotem i pchnięciem w brzuch cwaniaka.
7x Wściekłe orki
14x Piechota gorszego sortu
6x Cwaniaczki z kuszą i w kolczudze
Zaidaan:
Na polu walki, w obozie powstał już całkowity rozpiździec i zwyczajna walka przerodziła się w rzeź najeźdźców, których morale spadały z każdą chwilą. Po oderwaniu paru kończyn, wyrwaniu flaków i innych wnętrzności w wykonaniu anielicy Evening obrzucając nimi kolegów poległych, bandyci zaczęli zastanawiać się nad taktycznym odwrotem pokazując te zamiary spieprzaniem gdzie pieprz rośnie modląc się w międzyczasie do bogów coby jakiś bełt, albo wkurwiony kotołak nie dogonił biedaczynę. A Emerick dalej obserwował całe to przedstawienie ze swojego stanowiska patrząc jak Themo wraz z Mardukejem zaczynają wyrzynać uciekinierów, zanim ci zbiegną z obozu przez otwartą bramę, bo pewnie upośledzeni zamykacze bramy dalej mają jakiś problem ze sobą i tej bramy nie zamknęli. Bękart przez chwilę się zastanawiał czy warto w ogóle to Zuesh uwalniać skoro strażnicy bramy nie potrafią jej sukcesywnie zamknąć. W takim razie wróg zawsze będzie mógł wejść do miast przez bramy nie wysilając się zbytnio. Emerick już odpuszczając te filozoficzne rozmyślania na później poprawił chwyt kuszy i zaczął namierzać kolejną nieszczęsną ofiarę jaką okazał się uciekający cwaniaczek. Kusza wystrzeliła, bełt pofrunął pokonując dystans w zastraszającym tempie i wbił się prosto w plecy pękając jedno płuco i serce sztuk jeden. Hetman odpuścił już strzelanie z kuszy i zarzucił ją na plecy przyglądając się upadającemu na ryj cwaniaczkowi wydając z siebie ostatni oddech. Skoro reszta towarzyszy ruszyła bezlitośnie gonić przeciwników to i Emerick nie mógł sobie tego odpuścić. Szybkim truchtem opuścił swoje stanowisko strzeleckie i szybko dotarł na właściwe pole bitwy gdzie walało się od trucheł, gdzieś jakiś leżał martwy koń, ale najwięcej było panicznie nie wiedzących co robić bandytów i wkurwionych kunan mających jedynie zemstę w głowie.
Hetman szybko zaczął ścigać jednego uciekającego cwaniaczka, który nawet nie zdążył schować kuszy i trzymał ją w rękach podczas ucieczki. Emerick już zamachnął się nad kusznikiem i gdy już miecz wędrował ku głowie przeciwnika ten szybko się odwrócił i wystawił nad głowę swoją kuszę uchraniając swój łeb, ale przy okazji tracąc kuszę, która ucięła się na dwie części. Bękarci wojownik wyprowadzał kolejny atak na tego nieszczęśnika, kiedy z prawej pojawił się bohaterski krasnolud z młotem, z zamiarem uratowania swojego kolegi. Hetman musiał zatem szybko zmienić kierunek ataku na tego małego kurdupla, który ośmielił się wtrącić w paradę. Miecz skrzyżował się z młotem, a przy dodaniu odrobiny więcej siły, Emerickowi udało się przygnieść mieczem młot do ziemi, coby ten brodacz nie mógł zaatakować. Popatrzył człowiek na krasnoluda, krasnolud na człowieka, i po tym spojrzeniu krasnolud oberwał łokciem w szczękę co spowodowało, że góral zaczął widzieć gwiazdki w biały dzień co nie znaczyło nic dobrego. Bękart szybko wytrącił mu z ręki młot, a zaraz potem puklerz, którym cisnął prosto w tego kusznika, którego pozostawiono samego sobie. Tarcza jębnęła dość mocno w hełm tworząc dodatkowy efekt. Oszołomiony cwaniaczek upadł na ziemię, żeby stamtąd podziwiać gwiazdy krążące wokół jego głowy. Gdy nowy astronom podziwiał gwiazdy, radny zajmujący się wojskiem uderzeniem zamachowym pacnął pięścią w twarz krasnoluda, odbierając mu kolejne cenne sekundy, a następnie z pół obrotu ciął zamaszyście ukośnie po głowie odcinając kawałek głowy, z mózgiem i z uchem. Odcięta część powoli zsunęła się od tej głównej części, a sam krasnolud powoli upadł na kolana, a następnie przy pomocy wiatru upadł na bok, niedaleko swojej utraconej części głowy. Kolejny brudny krasnolud do piachu, można by rzec.
7xWściekłe orki
13xBiedna piechota
5xCwaniaczków
//: Pozostało:
24x żelazny bełt
Torstein Lothbrok:
Torstein wykorzystał chwilę by załadować kuszę, stojąc koło Emericka.
- Trochę ich za mało.- mruknął, gdy skończył naciągać kuszę. Wymierzył i wystrzelił bełtem w ochroniarza, którego radny powalił rzutem puklerza. A to Kapitan Valfden z naszego Emercika! Wiking założył kuszę na plecy i dobył miecza razem z puklerzem. Stanął w bliskości towarzysza - bękarta i zakręcił lekkiego młyńca klingą. Długo nie czekał, gdyż natarł na niego ork. Torstein ruszył mu na spotkanie i zasłonił głowę tarczą, kiedy wróg atakował obiema brońmi znad głowy. Tak jak Themo, wiking ustawił zasłonę pod kątem, to też ostrza się ześlizgnęły, lecz ork zaatakował raz jeszcze. Nic mu to nie dało. Lothbrok kopnął go w brzuch, odpychając i dekoncentrując po czym ciął swą klingą. Ostrze spotkało opór w postaci topora. Drugi egzemplarz tej broni spadł na tarczę wikinga, który raz jeszcze kopnął orka, po czym uderzył go po pysku puklerze. Raz, drugi, trzeci i ciął mieczem. Ork był jednak hardy i zablokował, po czym kontraatakował. Topór odbił się od tarczy wikinga, który w ułamku sekundy zareagował szybkim cięciem, które pozbawiło zielonoskórego prawej ręki. Ork zawył z bólu i z furii ciął toporem, lecz Torstein odbił cios tarczą i ciął po skosie po szyi skurwiela. Krew strzeliła na hełm, zbroję i twarz wikinga, który ciosem tarczy powalił orka. Ten upadł w konwulsjach, zaś wiking z okrzykiem pełnym gniewu zatopił miecz w jego klatce piersiowej, dobijając go. Teraz zaś czekał na resztę, przy czym otarł krew z twarzy.
6xWściekłe orki
12xBiedna piechota
5xCwaniaczków
//Zostaje: 26 srebrnych bełtów
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej