Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pomocna dłoń dla Zuesh
Nawaar:
Krasnolud czekał na akcje, kiedy wszyscy się na niego rzucą, a tu ku jemu zaskoczeniu zaczęli się dziwnie wycofywać nawet można było użyć słowa uciekać! Wszystko dzięki anielicy, która dołączyła do walki i rozgromiła kilka orków, rozrzucając ogromne flaki w stronę przeciwników, aż ciarki na skórze mogły powstać, gdyby nie ta cholerna temperatura. W każdym razie Kiellon dostał werwy i każdy się spisał w dalszych walkach, więc nastała pora na niego.
Paladyn ruszył do boju w stronę swych braci krwi, którzy niezbyt chcieli walczyć. Kanclerz rzucił się w bój dzielnie, wymachując swym młotkiem w stronę lekko wycofanych wrogów, którzy mogli zaciukać brodacza swoją ilością. Jednak było zupełnie inaczej teraz, ale brodacze głupie nie były i się zasłoniły tarczami. Dlatego na razie nie atakował młotem i czekał na chwilę, kiedy dadzą kolejny krok do tyłu. Ten czas nastał i krasnolud opuścił młot i pociągnął nogą nieszczęśnika za pomocą telekinezy wrogi brodacz, wywalił się na plecy, lecz niestety nic sobie nie zrobił, ale za to Kiellon miał szanse na przełamanie szyku i wykończenie kolejnego agenta. Wojownik Zartata pochwycił młot i w szale, podbiegł do zbiegowiska, gdzie jeden leżał nie ogarniając co się dzieje i krasnolud szybkim ruchem ręki w górę a następnie w dół, uderzył w czaszkę swojego przeciwnika. Czacha a dokładnie płat czołowy pękł, zapadając się nieco do środka. Duch poległego krasnoluda poleciał do Rashera, by odkupił swe winy.
Kiellon widząc lekko konsternacje wybitych z szyku brodaczy, zarzucił młotem do góry i podciągnął go na pętelce, żeby był wyżej następnie sięgnął po jeszcze nabity pistolet i szybko, wymierzył z racji braku czasu na momencie nacisnął spust "Odkupienia". Kulka z racji małego dystansu dosięgnęła brodacza bez problemowo trafiając go zarówno w czaszkę, cóż taki okrutny ten los. ÂŻelazny nabój rozłupał nieco czaszkę i wyleciał na zewnątrz, spenetrowawszy wcześniej mózg. Trafiony krasnolud skierował oczy w stronę otworu, zrobił bardzo dziwną minę, opuścił tarczę i padł w końcu na twarz. Kanclerz pozbawił życia wielu ze swojej rasy, ale tego wymagała niestety sytuacja.
Brodacz szybko się ogarnął, bo młotek z jego prawej strony leciał. Krasnolud podniósł tarczę i nią obrócił, by go zblokować, co mu się udało, bo słychać było puste huknięcie. Teraz żałował, że nie może ponownie wypalić z pistola, ale nie miał więcej tego w swoim arsenale, lecz zasłonięty mógł jeszcze schować na spokojnie pistolet, z którego jeszcze wylatywał dym. Krasnolud podciągnął pętelkę i w jego dłoniach ponownie zawitał srebrny młoteczek. Kiellon znowu musiał pójść na wymianę, gdyż inaczej się po prostu nie dało. Kiellon wyprowadził szybką kontrę i sam uderzył swym młotem, który spotkał się z tarczą jego oponenta. Patowa sytuacja nastała jak kilka chwil wcześniej nim anielica wkroczyła do akcji. Kiellon miał już dość tego wszystkiego w mordę! Musiał coś wykombinować, bo znów oberwałem młotem na swą zakonną tarczę. Kanclerz się już nie pierdzielił i wykorzystał całą swoją masę, i naparł na przód będąc ciągle zasłonięty swoją tarczą, pchnął swojego wroga, który został nieco wybity z pantałyku, lecz nadał trzymał się dzielnie za swoją zasłoną. Paladyn pchnął jeszcze raz, by odbić się od oponenta i machnąć młotkiem w okolice dłoni, co skutkowało usłyszeniem trzasku, wrzasku i upadku kiepskiego młota. Paladyn nie przestawał naparzać swą bronią i tłukł po wszystkim, by całkowicie swojego przeciwnika sprowadzić do parteru, więc uderzenia szły na wszystkie części ciała jego przeciwnika. Kiellon uderzał co rusz w zbroje swojego brata krwi, która niestety nie uginała się, lecz tak naprawdę czekał aż ból i roztargnienie wezmą górę w jego przeciwniku. W końcu zły brodacz upadł z braku sił i był na łasce paladyna, który spojrzał w jego oczy mówiące "nie zabijaj mnie", ale było już za późno, bo cios szedł w jego głowę. Kiellon uronił łzę i kiwnął głową, że to koniec jego przeciwnik, jakby kiwnął, że rozumie i wtedy jebut! Młot dosięgnął czaszki krasnoluda i zakończył jego żywot, niszcząc mu łeb w drobny mak. Kiellon niestety nie miał litości teraz, ale pewnikiem było, że ta sytuacja odbije się na nim w przyszłości. W każdym razie cofnął się trochę, oczekując na dalszy rozwój wypadków.
Pozostaje
9x ÂŻelazny nabójów
6xWściekłe orki
9xBiedna piechota
5xCwaniaczków
Evening Antarii:
Na jej twarzy zagościł mały uśmiech. Bynajmniej nie dlatego, że rozpryskiwane kawałki ciał przeciwników nie ubrudziły jej zbytnio. Dostrzegła, że jej atak zmobilizował resztę do ponownego ataku. Mała dezorganizacja szyków wroga, a taki efekt! Sama jednak postanowiła nie lenić się, tylko przystąpić do jeszcze jednego ataku. Nie mogła się zdecydować którego zaklęcia użyć...
Wykorzystując to, że miała dobry punkt obserwacyjny (poza tym że od czasu do czasu jakiś bełt przeleciał tuż obok jej głowy, co wymagało natychmiastowego wzniesienia się), upatrzyła kilku cwaniaczków walczących z z jakimś kunaninem. Postanowiła mu nieco pomóc, bo ta walka była bardzo nie fair. Trzech na jednego. A kot i tak sobie dobrze radził. Eve zadecydowała, by pomóc mieszkańcowi Zuesh. Skupiła się na zgromadzeniu potrzebnej energii, skupieniu myśli na inkantacji, w którą przelać tę moc. By zadać ten cios, nie musiała być blisko walczących. Wymierzyła tylko, by słupem energii nie dostał kunanin. 50 metrów nad ziemią wypowiedziała inkantację -Izeshar upishosh! - w momencie, gdy broniący się kot został odepchnięty ciosem jednego ze cwaniaczków na odległość kilku kroków od nich. Tak zgromadzona energia, wysłana w postaci potężnego impulsu, natychmiast zamieniła w węgiel tych dwóch wrogów, którzy stali blisko siebie. Trzeciego owo światło jedynie drasnęło, ale to draśnięcie spowodowało zwęglenie się jego lewej ręki i nogi. Dość makabryczny widok. A krzyk nieszczęśnika trudny do wytrzymania. Zgroza, ból, strach, lęk, oszołomienie, panika - wszystko wyrażone w beznadziejnym jęku człowieka, który w mgnieniu oka stracił pół ciała i patrzył, jak jego skóra, a potem kości, zwyczajnie zmieniają się w czarny węgiel, który zaraz rozwieje wiatr. Można rzec, że dwójka jego towarzyszy miała szczęście, że błysk niebios uderzył w nich od razu uśmiercając na miejscu. Ten koleżka jednak doznał takiego wstrząsu, iż zwyczajnie padł i już nie wstał.
Kunanin był niemniej zdziwiony. Nie był pewny czy i jego zaraz nie spopieli jakieś światło z nieba. Eve jednak gwizdnęła do niego i puściła oczko. Po czym odleciała nieco dalej, unikając kolejnych bełtów wymierzonych w jej stronę.
//
błysk niebios
6xWściekłe orki
9xBiedna piechota
2xCwaniaczków
TheMo:
Po zabójstwie krasnoluda czekał kolejny. Themo spuścił głowę w dół i spojrzał mu w oczy. Mimo iż dzieliło ich kilka metrów to widzieli siebie dokładnie. Na chwilę obecną dwóch nemezis walczących na śmierć i życie. Każdy z nich robił powoli kroki w swoją lewą stronę, przez co otaczali się wkoło. Przy tym prześcigali się groźnymi minami. Krasnolud wyglądał na groźnego i chętnego mordowania, człowiek zaś uśmiechnął się koślawo i traktował to jako dobrą zabawę. Uderzył swym mieczem trzykrotnie w puklerz prowokując przeciwnika do walki. Udało mu się. Karzełek zaszarżował. Bękartowi udał się plan. Gdy tylko wróg był przy nim, zasłonił się puklerzem odbijając cios. Korzystając z okazji wyprowadził swój, prosto w osłonę. Chciał w ten sposób pozbawić przeciwnika równowagi, wystawić go na śmiertelny cios. Udał się, bowiem krasnolud odwrócił się bokiem do człowieka. Teraz wystarczyło tylko dobre pchnięcie i po sprawie. Co prawda nie była to walka na wysokim poziomie.
6xWściekłe orki
8xBiedna piechota
2xCwaniaczków
Narrator:
Kunanie - narod, który od niepamiętnych czasów musiał walczyć by przeżyć. W tej niewielkiej bitwie było to bardzo dobrze widoczne. Długie włócznie połączone ze zwinnością kotołaków znacznie przeważały nas silnymi orkami czy opancerzonymi krasnoludami. Wojownicy z Valfden też nie próżnowali. Miecze i tarcze stawiały opór niczym kapłanka Zewoli pijanemu zalotnikowi. Nie wspominając o latających bełtach. Ciężko było odróżnić które należą do kogo, póki się takim nie oberwało. W najgorszej sytuacji znalazł się jednak hetman Emerick. Bowiem otoczyła go czwórka orków z zamiarem zrobienia w jego ciele dodatkowych dziur, a może i wykorzystania tych obecnych.
4xWściekłe orki
5xBiedna piechota
Zaidaan:
Widać, że kunanie to waleczne kotołaki ze swoimi włóczniami, którzy zauważyli swoją przewagę i zaczęli dobijać resztę uciekających. W dodatku do Kapitana Valfden Emericka dołączył Torstein, który w znakomity sposób dobił oszołomionego wcześniej przez puklerz zbira. - Mogli się bardziej postarać. - rzucił jeszcze krótki tekst do swojego bękarciego towarzysza, który mógł zobaczyć ten drobny uśmiech. Walka trwała w najlepsze, kolejne krasnoludy, cwaniaki i zielonoskóre tarany padały jak muchy, dopóki dopóty cztery takie przerośnięte, zielone chuje nie okrążyły jednego, samego Emericka. Hetman widział swoją przegwizdaną sytuację, która może się skończyć tragicznie jeśli zaraz czegoś nie zrobi, albo ktoś mu nie pomoże. Z prawej ork, z lewej ork, z przodu ork, no i też z tyłu czwarty wielkolud stając każdy jakieś dziesięć metrów od celu, wszyscy czterej chcieli ubić Valfdeńskiego Radnego, mając wcześniej homoseksualne zapędy, a za swój cel wybrały akurat tego człowieka. Bękart nie chciał zostać tym czym sobie wymarzyli ci orkowie i od razu przeszedł do ofensywy. Szybkim ruchem podbiegł do zabitego cwaniaczka, który wcześniej oberwał puklerzem. Emerick poczuł, że jeśli raz mu się udało pięknie rzucić tym kawałkiem metalu to i może drugi raz mu się powiedzie. W ślizgu złapał tarczę i rzucił nią w orka stojącego przed nim. Puklerz poleciał przed siebie wirując nieco krzywo, ale dostatecznie dobrze, żeby wbić się w brzuch zielonoskórego i sprawić mu nieco bólu. Hetman szybko wstał na równe nogi i podbiegając bliżej swojego celu ciął mieczem po nodze orka rozrywając mu wszystkie ścięgna, aby następnie kolejnym cięciem stojąc już z boku przeciwnika, ciął po żebrach robiąc na orku kolejną ranę. Cała kolejna trójka ruszyła już bez zbędnego pitolenia na Emericka aby już go ostatecznie ubić. Hetman miał nadzieję, że zaraz znajdzie się jakaś odsiecz, bo inaczej będzie krucho z nim.
4xWściekli orkowie (na jednego wystarczy 1 finiszer)
5xBiedna piechota
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej