Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Pomocna dłoń dla Zuesh

<< < (92/109) > >>

TheMo:
I wędrówka dalej trwała. Trawa robiła się gęstsza i wyższa, a pole widzenia ograniczało się tylko do kilku najbliższych metrów, więc wszyscy szli zbici w kupie, by się nie pogubić. Themo zdjął hełm i powiesił go przy siodle. Odkleił włosy z czoła. Kolejne strużki potu lały się z niego, a to wszystko przez to cholerne słońce. Na niebie nie było żadnej chmurki, więc grzało jak cholera. Klimat tej wyspy sprzyjał jedynie kunanom, którzy podłapali rytm żołnierzy i zaczęli nucić razem z nimi. Nawet Themo zaczął pogwizdywać, gdyż znał przyśpiewkę. Jedynie Klaakier miał uciechę z tej wycieczki. Towarzystwo Eve mu się spodobało, zwłaszcza głaskanie. Dlatego już został przy anielicy.
//Evening otrzymuje:
Nazwa: Chrząszcz z Zuesh
Opis: Dużych rozmiarów chrząszcz upolowany na Zuesh przez małego kunanina.
Podróż trwała jeszcze parę godzin, co było naprawdę męczące. Pomimo upływu czasu, słońce dalej zdawało się górować nad zenitem. Nagle jeden z dorosłych kunan dał znak ręką, aby stanąć. Themo zatrzymał konia i przekazał znak dalej. Cała kolumna zatrzymała się w miejscu. Kapitan już miał pytać co się dzieje, ale zauważył, że kotołak czegoś nasłuchuje. Więc sam też postanowił się wsłuchać. Jednak nic takiego nie zwróciło jego uwagi. W końcu przemówił
-Co jest?
-Ktoś się zbliża.
Podniósł się w strzemionach, jednak w tej gęstwinie traw nie dostrzegł niczego. Musiał uwierzyć na słowo. Wyciągnął z pochwy swój miecz i mocniej złapał za lejce. ÂŻołnierze również dobyli broni. Nie było wiadomo co idzie ani z której strony.

Zaidaan:
Podróż ciągnęła się okrutnie długo, a zdawałoby się, że to słońce nawet i spowalnia całą drużynę. Chociaż mogłaby być w tym cząstka prawdy, okrutne upały mogły dostatecznie wyczerpać wszystkich, że nawet im się w bukłakach woda skończyła. Maszerowali tak jeszcze kilka godzin, gdy Emerick spojrzał na niebo to zrozumiał po znakach na niebie, że chyba już się takie południe zrobiło, a przerwy na obiadek nie ma, ciekawe czy krasnolud wyczuł już wysysający od środka głód. Mimo to żołnierze nie przestawali sobie nucić.
-  ...Pukają wołają, wpuść panienko, pukają wołają, wpuść panien...
I niestety w tej chwili śpiewak musiał przerwać swoje wspaniałe i zasługujące na uznanie śpiewanie, bo kunanin-przewodnik chyba coś zauważył. Pewnie te nastawione uszy o czymś świadczyły. Nagle wszyscy umilkli i zaczęli wypatrywać, ale że tutaj trawa była większa prawie od jeźdźca na koniu to ciężko było cokolwiek zobaczyć jeśli z tej trawy nie wyszło. Hetman ściągnął z pleców kuszę i osłonięty przez innych żołnierzy mógł szybko naładować swoją broń, a gdy już był gotowy czekał tylko, aż coś wyleci i będzie mógł to zastrzelić. Milczał niczym grób.

Nawaar:
Krasnolud nosząc taki pancerz idealnie odbijał światło podczas podróży, więc mógł dać obcym znać, że ktoś się zbliża. Szkoda, iż dopiero teraz o tym sobie przypomniał, ale jedynie taki pancerz miał na stanie w swoim domku, jednakże nagrzewał się równie sprawnie jak z każdego innego metalu. Kiellon tak jechał mając cały czas muszkiet w pogotowiu, jednakże temperatura w niczym nie pomagała, bo pot lejący się na oczy nie ułatwi ewentualnie trafienia w kogoś, zwłaszcza wtedy, kiedy wjechali w trawę i to nie byle jaką, bo wielką jak cholera i nagle padł sygnał do zatrzymania się. Brodacz szarpnął lejcami i koń posłusznie się zatrzymał. Dorosły kunan wspomniał, że coś się zbliża. Dlatego krasnolud już będąc w bojowym nastawieniu, zaczął się rozglądać albo starając się coś usłyszeć, lecz niestety nie miał wyczulonych zmysłów, mówi się pech, jednakże jego czujność wyostrzyła się pomimo tej przeklętej pogody, która nigdy ich nie opuści. Krasnolud w każdej chwili mógł wystrzelić!

Torstein Lothbrok:
Sielanka jazdy tak trwała, dopóty, dopóki jeden z kunan nie oznajmił, iż ktoś się zbliża. Wiking dobył nabitej już kuszy trzymał ją w pozycji gotowej do wystrzału.

Marduk Draven:
Pochód był spokojny i nic ich nie niepokoiło. Eve dostała nawet prezent od kunanina. Draven uśmiechnął się i rzekł:
- Widzę, że się polubiliście. A na początku tak go nie lubiłaś.- zaśmiał się. Jednak po kilku godzinach dość męczącej jazdy, jeden z dorosłych kotów oznajmił iż ktoś się zbliża. Marszałek zatrzymał się, razem z innymi wojownikami Zartata. Marduke dobył swej srebrnej klingi, która spoczywała przy jukach. Ujął ją w gotowości bojowej. Czekał.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej