Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Pomocna dłoń dla Zuesh

<< < (93/109) > >>

Evening Antarii:
Pomimo swojej niechęci do takich zwierzaków, Evening schowała chrząszcza do pudełeczka, które znalazła w jukach Tiary. Sztyletem zrobiła kilka dziurek, by stworzenie miało czym oddychać. Eve szczerze wątpiła w to, czy uda mu się w ogóle przeżyć podróż statkiem na Valfden. Jednak gdyby dotarł szczęśliwie na wyspę, dziewczyna miała plan, by zapewnić mu spore terrarium możliwie najlepiej oddające środowisko, w którym dotychczas żył. Byłby żywą pamiątką z zueskiej ziemi.
-Bo nie rozumiał komu robi krzywdę. Niewielką bo niewielką, ale nie chce żeby Kunanie drapali moich żołnierzy... To bez sensu- wyjaśniła Marduke'owi. -Teraz Kiellon zyskał nowego towarzysza zabaw- zaśmiała się do przyjaciela jadącego niedaleko.
Gdy szykowała tymczasowe mieszkanko dla robaka, jej czynom bacznie przyglądał się Klaakier. W pewnym momencie jednak i on nadstawił swoje małe uszka, które bez wątpienia wyłapywały nawet chód myszy w tych zaroślach. Teraz kunan musiało zaniepokoić coś znacznie większego. Antarii poprawiła malucha w siodle. Sama zaś dobyła miecza, jak zrobiła to reszta.

TheMo:
-Wstrzymać się z atakiem! To mogą być kunanie.
Mimo tego rozkazu każdy był gotów, by rzucić się z bronią na potencjalne zagrożenie. Jedynie Klaakier zeskoczył zręcznie z siodła. Pomknął gdzieś w trawy i szybko zniknął każdemu z oczu. Po chwili każdy już mógł poczuć głośne tupanie.

Marduk Draven:
- Klaakier!- zawołał za kotem, który nie posłuchał i zniknął pośród traw. Paladyn zaklął paskudnie i poprawił uchwyt miecza.- Konie?- rzucił, gdy poczuć się dało głośne tupanie.

Nawaar:
Napięcie dało się wyczuć u każdego, bo tak chwila czekania trwała wieki. Jednak najgorsze nastąpiło paru sekundach, kiedy to Klaakierw zniknął w gęstwinie, gdzie jeszcze nie całą minute temu był z Evening! - Chodź tu mały! Dalej nie skończył, bo było to przekleństwo, które raz wobec jego użył. Najważniejszy był rozkaz, żeby nie walić na oślep, bo było słychać kroki być może kunan? Tego jeszcze nie wiedzieli, ale krasnolud miał na muszce miejsce, z którego było słychać kroki niech jeno padnie, tylko rozkaz, żeby strzelać, ale jakoś bawić mu się z bandytami nie chciało teraz w tym przeklętym upale.

Zaidaan:
Cisza trwała nadal, a słońce także grzało bezustannie. Nawet na chwilę nie chciało przestać, nawet jakby chciało to do zachodu jeszcze szmat drogi. W pewnym momencie ta trzymająca w napięciu cisza przerodziła się w tupanie, takie głośne. Czyli na pewno nie idzie tylko jedna osoba, a cała grupa. Prawdopodobnie to kunanie, bo bandyci jakoś wolą zostać w miastach. Pewnie z powodu ciągłych ataków z gęstej trawy w wykonaniu kocich mieszkańców tej wyspy. Cała drużyna valfdeńska czekała, aż coś z tej trawy wyjdzie. Emerick miał nadzieję, że to ci kunanie i, że raczej nie będą próbowali na pierwszy widok wymordować wszystkich, a w dodatku gdzieś energicznie hycnął Klaakier. Pewnie oznaczało to, że odnalazł swoich i czym prędzej ruszył w ich kierunku, bo już nie mógł wytrzymać z tej tęsknoty.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej