Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Pomocna dłoń dla Zuesh

<< < (90/109) > >>

TheMo:
Themo jakoś przełknął to mięso. Co prawda najgorsze nie było, ale drugi raz tego samego kucharza nie weźmie. Odłożył miskę i podszedł do swojego konia, którego kazał przygotować. Dzięki niemu miał wygodny dostęp do wszystkich zestawów medycznych. Samemu musiał posprawdzać czy siodło dopięte, czy juki nie będą latać podczas jazdy i inne podobne rzeczy. Po oględzinach rzucił okiem jeszcze na resztę ochotników. Niemal każdy był gotowy i wyposażony. Pozostało tylko dać sygnał do wymarszu.

//Teraz rozpoczyna się końcowy i najważniejszy rozdział wyprawy. Polecam w nim uczestniczyć mimo wszystko.

Torstein Lothbrok:
Wiking także się przygotował porządnym snem i posiłkami. Następnie wziął ogiera mianem Allah z ładowni, którego wypożyczył ze stajni bękartów i czekał na dalsze rozkazy.

Nawaar:
Wszyscy byli gotowi nawet kapitan! Więc krasnolud wiedział już co ma robić, a mianowicie wsiąść na konia. Koń wiedział, co się szykuje i usiadł, kanclerz natomiast korzystając ze swojego stołka, dosiadł ogiera i już był w górze, żeby czekać na dalsze polecenia. Wyznaczeni rycerze również dosiedli swe konie, tak jak im paladyn polecił. Teraz jeno rozkazy i modlić się do bogów, żeby Klaakier ich w konia nie zrobił. Dopiero wtedy padną bluzgi na krasnoluda, ale zawsze lepszy taki pomysł niż żaden i warto było go sprawdzić.

Evening Antarii:
Evening po skończonej rozmowie udała się do swojej kajuty. Tam przygotowywała bronie Prowizorycznie, na szybko i byle jakimi nićmi zszyła płaszcz i koszulę, aby tylko nie pruły się dalej.
Później zasnęła a rano obudziły ją odgłosy szykujących się rycerzy do śniadania, a później podróży. Anielica musiała w siebie wmuszać posiłek. Był dobrze przyprawiony, chyba po to, by zamaskować smak mięsa. Cóż, mimo wszystko trzeba było zgromadzić siły.
Antarii zeszła po Tiarę do stajni. Wyprowadziła szkapę po trapie i dołączyła do reszty. Na razie czekała na rozkazy. Może jej przypadnie ten zwiad z powietrza? Eve trzymała lejce, a twarz skierowała w stronę wschodzącego słońca, które już zaczynało grzać. Poczuła miłe ciepło na policzkach i czole, a pod powiekami tworzyły się dziwne niesymetryczne kształty w różnych kolorach.

Zaidaan:
Mięsopodobne śniadanie ubite tysiącami przypraw nie było takie złe jak się zdawało. A nawet po wczorajszej okrutnej kolacji, śniadanie było potrzebne żeby zaspokoić głód. Zaraz po zjedzeniu przywitał go krasnolud. - A doberek mości kanclerzu! Jednak z wami wyruszam! - powitał go, a następnie zaczął w tym porannym chaosie szukać żołnierzy, którzy mają dziś wyruszać wraz z resztą drużyny. Z racji, że krasnolud zajął się już swoimi rycerzami, to hetman zajmie się swoimi żołnierzami. Miała być ich piętnastka. Emerick dostrzegł ich szykujących się. - Do szeregu, raz! Baczność! - wykrzyknął, a królewscy od razu zebrali się i stanęli baczność w jednym szeregu. - Do dwóch, odlicz!
- Raz, dwa, raz, dwa, raz, dwa, raz...
I tak dalej, i tak dalej, aż i piętnasty, ten na samym końcu odliczył. Można powiedzieć, że zrobili to w błyskawicznym tempie. Emerick ze splecionymi za plecami rękoma, przeleciał wzorkiem po wszystkich żołnierzach. Co z tego, że był bez hełmu, napierśnika, a w samej koszuli. Ciepło było, to sobie pozwolił, nie chciał się ugotować, a i tak mieli jedynie odszukać partyzantów. - Jeszcze jeden dzień na tej wyspie w tym cholernym żarze i wracamy z powrotem na łagodne Valfden. Więc skupcie się i nie dajcie się trafić jakimś przypadkowym bełtem. I zachowajcie trochę kultury w stosunku do kobiet! A nie tak jak to wczoraj było! ÂŻeby urażać anielicę, no jak tak można?! - przypomniał swoim o tym jak anielica Evening jakoś mało podobało się zdyscyplinowane i silne wojsko, a zamiast tego wolała łagodnych dżentelmenów. Hetman niestety tego nie jest w stanie zrobić, to jest po prostu niemożliwe. Przy ostatnim ironicznym zdaniu uśmiechnął się i zaśmiał pod nosem, reszta żołnierzy też na chwilę się rozluźniła i znalazła chwilę na śmiech. Po chwili Emerick już spoważniał. - Dobra, koniec tych żartów. Za mną! - i odwracając się na pięcie przeszedł kawałek kierując się do kapitana Themo, aby powiadomić go o gotowości. - ÂŻołnierze są gotowi do drogi. W sumie pomyślałem, że też potowarzyszę tym żołnierzom, zanudziłbym się na śmierć w tym porcie. - powiedział co chciał i wrócił do swojej drużyny. Wyciągnął paczkę skrętów, a z niej jednego, a resztę schował z powrotem. Przy pomocy krzesiwa i wielu próbach w końcu odpalił swojego skręta. Zaciągnął się dymkiem i czekał na dalsze rozkazy.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej