Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Pomocna dłoń dla Zuesh

<< < (89/109) > >>

Nawaar:
Kanclerz dowiedział się wszystkiego i pożegnał towarzysza od butelki! - Bywaj, do jutra! Odrzekł i przechylił butelkę z tej, wyleciała ostatnia kropla rumu, ale i dobrze, bo nie chciał przeginać z piciem w końcu jutro ważniejsza misja i po niej dopiero nawali się jak stodoła! Tego mogą być wszyscy pewni, o ile zostanie coś z alkoholu. W każdym razie, Kiellona wzięło na śpiewanie jakoś widocznie mu się humor, poprawił.
- Szła dzieweczka do laseczka, do zielonego, do zielonego, do zielonego.
Napotkała myśliweczka. Bardzo szwarnego, bardzo szwarnego, bardzo szwarnego.
HAHA!Skończył swoją pieśń biesiadną i już miał na dzisiejszy dzień koniec przygód, ale niestety ci co to słyszeli, musieli zatkać uszy albo zapomnieć, że krasnolud niezbyt śpiewał, ale przynajmniej coś robił z przyjemności poza piciem, także w wesołym nastroju udał na okręt, ale jeszcze spać nie szedł. Dlatego, że liczył na pojawienie się Marduke albo Evening, a jeśli dalej romansują to poczekał aż się jeszcze bardziej ściemni, by udać się na spoczynek, na który sobie w pełni zasłużył, o!

TheMo:
Wszyscy zjedli i poszli spać. Nazajutrz rozległy się krzyki w porcie i na statku, które wszystkich zbudziły o świcie i nakazały przygotowania. Posiłek i w drogę. Tym razem na talerzach znalazło się rozgotowane, trudne do zidentyfikowania mięso. Na szczęście smakowało lepiej niż wyglądało. Kucharz nie szczędził przypraw.

Zaidaan:
Emerick smacznie spał gdy niestety o leniwym poranku rozległy się krzyki organizacyjne, bo ktoś musiał na tą wyprawę poszukiwawczą coś przygotować, a właściwie to wszystko. Hetman przeciągnął się i po kilku ziewnięciach wyszedł spod pokładu na górę. Oparł się o burtę i przyglądał się jak ten harmider działa. Nigdzie nie wyruszał, a w dodatku było ciepło to Emerick odpuścił sobię napierśnik i inne bzdety, wystarczy mu koszula. Po kilku minutach przyglądania się przygotowaniom, zszedł po trapie odebrać swoją porcję śniadania. Oczywiście jak zwykle do perfektu jeszcze trochę brakowało, ale przynajmniej było mięso. Z nieznanego źródła, ale bądź co bądź to dalej było mięso. I zabrał swoje jedzenie siedając na jednej ze skrzynek i jeszcze nieco zaspany zajął się jedzeniem. Wstał z towarzyszy najwcześniej to i nie miał do kogo się dosiąść, ale może krasnolud przyjdzie w towarzystwie butelki jakiegoś alkoholu, jak to zawsze można się po tym brodaczu spodziewać.

Nawaar:
Kiellon nie doczekał się na swojego marszałka, więc udał się do kubryku, by położyć się spać i wypocząć sowicie do jutrzejszego dnia. Brodacz na początek pościągał swoją tarczę i muszkiet te dwie rzeczy, oparł o stojak, by następnie ściągnąć rozgrzany pancerz od Zueshowego słoneczka. Blachy z brzdękiem uderzyły o podłogę, aby za chwile znaleźć się na manekinie dopiero potem, podłożył sobie pod poduszkę nabity pistolet dla swojego bezpieczeństwa, ale nie sądził, że przyjdzie mu go użyć nocy, lecz przysłowie mówi dmuchać na zimne! W każdym razie, kanclerz uwalił się na łoże i zasnął spokojnie, ale niestety niespokojnie dla swoich towarzyszy, bo chrapał znów niemiłosiernie do tego wypity wcześniej alkohol sprawił, że miał nockę bez snów! Krasnolud czuł się dobrze, jednak pełne wyspanie nie było mu pisane, jednakże nie zamierzał się skarżyć, kiedy rozległy się odgłosy przygotowania, wstał leniwie i już wiedział, że pora na porządną akcje! - I, oto chodzi! Powiedział zakładając pancerz, bronie i płaszcz, by następnie wyjść na pokład, gdzie najpierw dorwał się do jedzenia, bo jak umierać to z pełnym brzuchem, a no i musiał nadrobić niedobory kolacji, żeby poczuć się usatysfakcjonowany. Dlatego jadł w pośpiechu, ale dokładnie wybierając najlepsze kąski, gdy już skończył trójka rycerzy, których wyznaczył stała niedaleko jego, oczekując rozkazów. - No panowie! To wasza pierwsza poważna misja, nie wychylajcie się i przede wszystkim słuchajcie rozkazów! Chcę was wszystkich zobaczyć z powrotem, gdzie napijemy się razem. Ku chwale Zartata! Odmaszerować!
- Tak jest!
Odpowiedziała cała trójka i ruszyli po swe konie, a przy okazji wzięli ogiera paladyna oraz marszałka tacy dobrzy ci chłopacy byli. Krasnolud zszedł z okrętu na ląd, by dorwać stołek, który mógł go na spokojnie unieść, żeby wejść na konia, ale na razie tego nie robił, tylko czekał na Marduke. Wtedy mając jeszcze chwilę rozejrzał się po malowniczej plaży i na królewski galeon. Brodacz jeszcze zwrócił się do hetmana, oglądającego wszystko z góry. - Moście hetmanie, oby nam okrętu paskudy nie podwędzili! Heheheh. Krzyknął, żeby w tej zawierusze dało się usłyszeć, ale najważniejsze było, gdzie stali kunanie razem z naszym przewodnikiem, Klaakierem! Bez nich dupa będzie zimna pomimo ciepłego dnia!

Marduk Draven:
Po skończeniu rozmowy z Eve, paladyn zjadł wegetariańską kolację i poszedł spać. Ranem zbudził się przed tym, co obudziło resztę. Zjadł śniadanie, przygotował konia i zostawił przy jukach kuszę i bełty., by zwolnić sobie miejsce na plecach. Teraz czekał na resztę.

//Zostawiam przy jukach:
Nazwa broni: szpic myśliwego<br>
Rodzaj: kusza<br>
Typ: oburęczna<br>
Ostrość: 50 + ostrość materiału bełta<br>
Opis: Wykonana z 0,6kg drewna o zasięgu do 500 metrów.<br>


19x
Nazwa amunicji: żelazny bełt<br>
Rodzaj: bełt<br>
Ostrość: 15<br>
Wytrzymałość: 25<br>
Opis: Wykonany z 0,01kg żelaza i 0,03kg drewna.<br>

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej