Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pomocna dłoń dla Zuesh
Marduk Draven:
- Umrzeć?- spytał.- Cóż, byłem bliski śmierci wiele razy, jedno przekroczenie tej granicy chyba mi nic uczyni, zwłaszcza z Zartatem po mojej stronie.- dodał.- A ten artefakt, co to takiego?- spytał.- Nie rozumiem...- dodał na ostatnie słowa anielicy.- To taki profilaktyczny kosz? Oh, nie martw się Eve, ja nawet nic nie planowałem.
Evening Antarii:
-W takim razie dla ciebie nie będzie to nic nowego- stwierdziła nieco ironicznie. Ta śmierć to było wszak zupełnie coś innego niż zwyczajna śmierć, tak powszechna i codzienna. Nie chciała tego tłumaczyć teraz. Wolała, by Marduke sam rozpoznał różnicę. -Artefakt służy do rozmów z naszym Panem. Ciężko to opisać, gdyż nie ma kształtu, formy, wagi. Jest jakby energią, esencją...-głowiła się jakby tu opisać coś, co tak ciężko określić słowami. -To jakby cząstka boga przekazana nam do komunikacji z nim. Artefakt może cię także wezwać. Wtedy czuje się silną potrzebę stanięcia przed nim- postarała się wyjaśnić najkrócej i najlepiej jak mogła. -Nie? To dobrze- skwitowała.
Zaidaan:
- Szczerze mówiąc.. - zrobił przerwę żeby trochę pogrzebać w kolacji i zjeść kawałek. - Szczerze to sam spodziewałem się czegoś lepszego, co to za żołnierz co zje parę warzyw? Nie będzie miał wtedy sił na walkę! Chyba trzeba coś zmienić w tej kuchni. - zasugerował Emerick i dalej grzebał w swojej porcji, nie wybrzydzał tak bardzo jak Kiellon, ale szczęśliwy z takiej kolacji też nie był. Właściwie to teraz nawet wolałby wypić ocet za porządną kolację. Ale niestety nie ma takiej możliwości, zostało mu jedynie dokończenie tego jedzenia, co też zrobił po chwili. Odstawił pusty talerzyk gdzieś na bok i przepił to wszystko rumem, bo nic innego nie było. Uniósł swoją butelkę na ten sam poziom co głowa i pokręcił nią żeby zobaczyć ile jest jeszcze alkoholu. Dużo już nie zostało. - Z miłością jest jak z alkoholem - trzeba wykorzystać póki jest, bo nie wiadomo kiedy się skończy. - Zrobił na chwilę pauzę, bo w sumie sam już nie wie czy coś przypadkiem w tym tekście nie przekręcił. - No, albo jakoś tak. - i wychylił butelkę jeszcze raz.
Nawaar:
- Zmieniłbym kucharza, od co. Skomentował jeszcze raz posiłek, którym mu się powoli kończył i raczej na dokładkę liczyć nie będzie, bo tylko jeszcze bardziej, by go zmuliło! Krasnolud nie miał nawet czym sobie odbić, ani pobrudzić sobie zbroi. Brodacz na chwilę powrócił do tej jajecznicy, którą się zajadał wcześniej! To było coś, a teraz to kpina! Na szczęście miał butelczynę, na której zakończy libację, żeby normalnie jutro wstać, bo czas leciał nieubłaganie do przodu i zaraz nadejdzie noc. Kiellon jednak zgodził się na porównanie, hetmana odnośnie miłości i alkoholu. - Prawda, to! Napił się ze swej butelczyny i dopił resztę, żeby wyzerować resztki alkoholu, smakował ja zawsze dobrze. - Ma się rozumieć, że zostajesz i pilnujesz wszystkiego, tak? Człowiek ten wykaże się w inny sposób niż reszta kompani, ale pilnowanie jedynej drogi wyjazdu z wyspy jest ważną robotą! Bo jeśli wszyscy wrócą, a okrętu nie będzie to lipa i to nie taka z miodem.
Zaidaan:
Kiellon dalej wyrażał swoją nienawiść do kucharza za podanie takiej paskudnej kolacji, w sumie nie ma co się dziwić. Emerick też nie uwielbia mistrza kuchni za to co przygotował. Słuchał tylko dalej co brodacz ma do powiedzenia, chciał się upewnić czy na pewno Emerick jest tym, który zajmie się pilnowaniem portu. I tak właśnie będzie, bo pewien paladyn, który także tutaj wyruszył zawieruszył się gdzieś i jakoś nie kwapił się żeby nawet z kajuty wyjść, dziwni ci paladyni z Bractwa ÂŚwitu. - Tak, zostaję. Ktoś musi pilnować ten porta, prawda? - potwierdził słowa krasnoluda i wstał ze skrzynki. - No.. Czas już się zbierać. Czeka was jutro ciężki dzień, a sam też muszę już odpocząć od dzisiejszego. Do jutra! - dopił swój rum i pożegnał krasnoluda lekkim ukłonem i ruszył w stronę okrętu. Ruszył po trapie na pokład, a następnie zszedł leniwie pod pokład do swojej kajuty, tam przygotował się do snu i w końcu zasnął. Jutro i tak nie czekało go nic specjalnego, właściwie to tylko lenienie się.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej