Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pomocna dłoń dla Zuesh
Evening Antarii:
-Taa... Można rzec, że trafiłam pod dobre skrzydła- odpowiedziała niezbyt chętnie. Ona sama zdawała sobie sprawę, że gdyby nie otrzymywała żadnej pomocy, o którą tak czy siak nie prosiła się, zapewne wciąż tkwiłaby jako mściciel. -Ale też jako młoda dziewczyna trafiłam do Bractwa. Miałam osiemnaście lat. I starałam się brać udział we wszystkich ważniejszych wydarzeniach w królestwie. W tych, które miały wpływ na Valfden i jego historię. A ty wcześnie zacząłeś jako najemnik? Dość szybki sposób, by się wzbogacić. Ale nie lubię takiej służalczości. Z drugiej strony ludzie płacą najmniej jak mogą.
Marduk Draven:
- Nie wiem co sterowało mną za "młodu". Nie wiem kiedy zacząłem. Prawie nic nie wiem.- odrzekł.- Raczej się nie dowiem. Z resztą pogodziłem się z tym i postanowiłem wieść życie naprzód, a nie patrzeć za siebie. Na tyle, na ile się da...
Zaidaan:
Od razu było widać, że ten krasnolud potrzebował jakiegoś dobrego, nie ciepłego trunku. A hetman taki trunek właśnie mu przyniósł, ah te krasnoludy... Emerick się uśmiechnął i też się nieco napił. - No, tak też można porównać smak tego rumu. - zaśmiał się chwilę. - Chciałbym żeby ten młody kunanin mówił prawdę i naprawdę poprowadził nas do grupy partyzantów. Musi się w końcu skończyć to co tu się dzieje. I pozbycie się tych szumowin raz na zawsze, przynajmniej żeby się już tu nie panoszyli. - zrobił krótką przerwę i ciągnął swoją wypowiedź dalej. - E tam rozmyślałem. Tak jakoś na chwilę oddałem się rozmyślaniom, nieistotne. - Wtedy to kucharze zasygnalizowali, że kolacja jest gotowa. - O, kolacja. Trzeba w końcu coś zjeść, bo prawdę mówiąc zgłodniałem przez ten cały dzień. - zaśmiał się i wstał ze skrzyni. Ruszył następnie w stronę punktu przydzielania posiłku i zabrał swoją porcję. Nie było to jakieś pełne mięsa, bo tutaj akurat były warzywa, ale trzeba zjeść cokolwiek żeby zaspokoić ten głód. Wrócił potem z powrotem do swojego siedzenia i zaczął jeść swoją kolację popijając rumem. Czekał teraz aż i krasnolud przyjdzie ze swoją kolacją i będą mogli dalej rozmawiać.
Nawaar:
- Zaprowadzi w końcu małe dzieci nie kłamią i mówią zawsze prawdę. Tak przynajmniej słyszałem. Dopowiedział coś na temat Klaakiera, kiedy to rozległo się bicie dzwonów, ogłaszających kolacje! - ÂŻarełko! Rzekł brodacz w pełni uradowany. Krasnolud wstał ze siedziska i udał się punktu, wydawania posiłków, ale zawiódł się, bo liczył na coś tłuściejszego. - Twaróg z warzywami!? A, co ja kurna na diecie jestem. Skomentował, ale głody przecież nie będzie. - Dobra daj. Wziął swój przydział i usiadł tam, gdzie wcześniej obok Emericka. - Ech... Liczyłem na porządne mięso za nasze poświęcenie, a tu nawet nie ma do czego pić. Kiellon pomieszał widelcem po tych warzywach i jadł, ale z nietęgą miną. Wiedział już, że jutro będzie mieć kaca jeśli wypije więcej niż butelkę rumu i narobi siary całemu bractwu, ale i tak on był cały czas czarną owcą owego ugrupowania. Zawsze to jakaś sława, nie? - Króliki z nas robią, od co. Skomentował raz jeszcze, przegryzając sałatę. Kanclerz miał nieco zepsuty humor, więc co jakiś czas sięgał po rum, żeby dobrze przepić warzywa.
Evening Antarii:
-I postąpiłeś słusznie- zapewniła go. -Chciałam z tobą porozmawiać o aniołach trochę- zaczęła tajemniczo. -Otóż, by stać się aniołem, trzeba umrzeć i dopiero wtedy Przystań staje się widoczna i ten wymiar staje się dla nas dostępny. Trzeba bezgranicznego zaufania Zartatowi. Zaś anioł, który potrafi do Przystani dotrzeć, zaczyna rozumieć, że wszystko co ziemskie jest marne. Widziałam tam archaniołów którzy trwali tam w jedności z bogiem, stali na straży kaplicy, w której jest Artefakt Pana ÂŚwiatła. Mam nadzieję, że będziesz mógł go kiedyś zobaczyć, być może niedługo. Ale do rzeczy. Otóż tym aniołom sprawy ziemskie jak głód, choroby, czy wspomniana już śmierć, stają się nieważne. Odcinają się powoli acz stopniowo i nieubłaganie od tego. Tak samo jest ze mną. Nie mam już trosk takich jak to, że "nie mam czasu", albo chociażby to, że umrę od przypadkowych ran. Z czasem coraz mniej czasu będę spędzać na ziemi... Chciałam ci powiedzieć, że nie chcę się w nic angażować, gdyż kiedyś odejdę w pewnym sensie, może stanę się jakimś astralnym bytem, esencją, nie wiem... Nie chce tu nikogo "zostawić"- starała się wytłumaczyć najlepiej jak umiała. Miała nadzieję, że Draven pojmie, co miała na myśli.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej