Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Pomocna dłoń dla Zuesh

<< < (86/109) > >>

Zaidaan:
Już Emerick rozmyślał o najważniejszych, filozoficznych pytaniach: Po co żyjemy? Kim jesteśmy? Dlaczego umieramy? Po co ten świat powstał? Oraz czy Szóstka tak naprawdę istnieje? To są bardzo trudne pytania, na które odpowiedzi nigdy nie  ma jednoznacznej, a sam filozof Emerick tego się nie dowie. A może i dowie, ale z czasem, w przyszłości, takiej dalekiej. No i wtedy kiedy zadawał sobie kolejne pytanie przy piciu rumu to nagle usłyszał ten sam znajomy głos. Oczywiście krasnolud go wołał, pewnie nie miał z kim porozmawiać, a że zauważył hetmana z butelkami rumu to nie mógł przepuścić tej okazji żeby się trochę napić przy pogawędce, jak to każdy krasnolud. Nawet jak jest na stanowisku państwowym. Emerick złapał za butelki i podszedł bliżej Kiellona siadając na sąsiedniej skrzynce. Wystawił rękę z drugim rumem w stronę kanclerza koronnego z zapytaniem w oczach czy chce się napić. - Ah, co tam słychać, Kanclerzu? - zapytał na spokojnie krasnoluda na początek.

Nawaar:
Kiellon oczywiście nie pogardził chłodniejszym rumem, bo wódy nie dało się pić niestety! Brodacz odkorował butelkę i przepłukał solidnie gardełko. Chłodniejszy alkohol był czymś przyjemniejszym. - Wspaniałe uczycie, jakby sam Zartat musnął moje gardło swym niebiańskim skrzydłem. Krasnolud jednak pamiętał, o tym, że jutro ważna wyprawa, która może zakończy jego pobyt na tej malowniczej wyspie, bo temperatury mu nie za bardzo sprzyjały. Dlatego nie chciał się schlać jak świnia i zachować jakąś trzeźwość umysłu. - Ciekawi mnie co jutro nas czeka, gdyż coś czuję, że będzie się dziać. Mimo tego, że odpoczywam nadal jestem podekscytowany, oby mały nas nie wyprowadził w pole heeh. Zaśmiał się, bo prawie powiedział przepraszam w języku kunan, ale teraz powrócił do rozmówcy. - A, ty, Hetmanie na czymś, żeś się rozwodził? Zapytał, bo podczas picia trzeba jakoś rozmowę podtrzymać! Stara zasada jak świat.     

TheMo:
Marduke i Evening rozkoszowali się winem, które okazało się nie być winem. W końcu to okręt wojenny, nie wycieczkowiec, więc w kajutach nie ma takich rarytasów. Za to była butelka octu. Kwaśny smak wykrzywił ich twarze już po pierwszym łyku.
ÂŻołnierze zostali wybrani. Ci, którzy mieli iść jutro w drogę mieli wolne, reszta przygotowywała dla nich zapasy. Wodę i suchy prowiant. Przygotowania przerwał sygnał na wieczorny posiłek. Kucharze zdecydowali wydawać jedzenie na suchym lądzie. Twaróg z warzywami. Nie była to solidna kolacja, pełna tłuszczu, jednak wystarczało na pokrycie podstawowych potrzeb składników odżywczych.

Evening Antarii:
-Zatem twój przypadek pokazuje, że nie zawsze ciekawość to pierwszy stopień do piekła... Wręcz przeciwnie- uśmiechnęła się. Zaś pytanie o wiek nie uraziło jej. Teraz wciąż była młoda, a jak za pięćdziesiąt lat młodzieńcy będą pytać ją o to samo, to przecież bez wahania będzie mogła wyjawić swój wiek, bo przecież zachowa urodę. A lata będą świadczyć jedynie o życiowym doświadczeniu. -Dwadzieścia pięć- odparła. -Swoją drogą, gdzie na Valfden wlewają ocet do butelek po winie?- teraz już nie kryła grymasu na twarzy. Przecież Marduke też musiał to wyczuć. -Yghh- pospiesznie odstawiła pucharek na stolik. Gdy pierwsze zniesmaczenie minęło, Evening roześmiała się serdecznie, żeby Draven nie zadręczał się później, iż częstował anielicą octem. -Powinieneś sprawdzić to dojście. Podejrzane ha ha ha  .

Marduk Draven:
Marduke zamlaskał parokrotnie jakby chciał pozbyć się smaku octu. Także odłożył swoje naczynie.
- Najpierw gaszą mi skręta wiadrem wody na głowie, a teraz chcą upić octem.- odrzekł i zaśmiał się.- I w takim wieku już jesteś aniołem? Cóż, szybka jesteś.- dodał z serdecznym uśmiechem.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej