Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pomocna dłoń dla Zuesh
Marduk Draven:
O nim? No cóż...
Upił łyk wina, jego mina. Jego mina była dość nieprzyjemna, kwaśna wręcz.
- O mnie? Cóż... mam 23 lata. Z tego co się orientuję, byłem najemnikiem. Niestety nie pamiętam dużo. Uległem amnezji w czasie kariery najemniczej.- odrzekł jej po chwili.
Evening Antarii:
Anielica dostrzegła ten grymas na twarzy marszałka. Nie zdziwił on jej jednak. Wiele było takich postaci, dla których wspominanie przeszłości było co najmniej bolesne. Czasami nawet cieszyła się, że ona miała wręcz przywilej dorastania w zwykłej, przeciętnej rodzinie, a później przyjęło ją tak samo rodzinnie Bractwo.
-Myślałam, że jesteś ode mnie starszy- przyznała szczerze. -Amnezja? Ne brzmi ciekawie... Pewnie straciłeś kawał życia. To w skutek poważnego wypadku? Nie myślałeś o tym, by dalej ową karierę kontynuować?- wypytywała dalej. Bynajmniej nie z powodu wścibskości, lecz zwykłego zainteresowania drugą osobą.
Marduk Draven:
Dużo ten marszałek by dał, by pamiętać coś więcej niż swe imię, wiek, oraz dawną profesję.
- Nie pamiętam, ale lekarze mówili, że to w wyniku jakiegoś stresu pourazowego, że moja kompania została wybita do nogi. I powiem Ci, że nie chciałem. Ba! Bardzo, ale potem przypomniałem sobie o wypadku. No i z ciekawości dołączyłem do Bractwa.- odrzekł. Upił łyk wina i zebrał myśli.- Wiem, że kobiet nie wypada pytać, ale ile ty sobie liczysz lat?
Zaidaan:
I z grupki pojedynczo, stopniowo zaczęły się rozchodzić osoby, no to skoro każdy się rozchodzi to po co Emerick ma tu tak sterczeć? Zerknął na Themo. - Chyba się nie obrazisz jak wezmę butelkę rumu z tamtej skrzynki z kajuty? - zapytał retorycznie. Nawet nie chciało mu się czekać, ruszył powolutku w kierunku galeonu, nasłuchiwał też czy zaraz nie usłyszy sprzeciwu, ale nawet jakby jakiś był to hetman chciał to zagłuszyć, jakby nic takiego nie było. Ruszył po trapie do kajuty kapitana i zerknął na puste krzesło, a potem na nieco zakrwawioną drewnianą podłogę. Chyba jeszcze nie zdążył tego nikt posprzątać, no cóż. Emerick szybko zlokalizował skrzynkę z rumem i podszedł do niej, w końcu przecież musi wiedzieć gdzie odstawiał skrzynkę z alkoholem. Niby mówił, że weźmie tylko jedną butelkę, ale coś tak ręka zgarnęła jeszcze jedną butelkę. W sumie ze skrzynki ubyły dwie butelki. Tak jest zawsze, gdy ktoś prosi tylko o jedną rzecz, a się okazuje że zabiera połowę, chociaż obiecał coś innego. Ale na szczęście Emerick ograniczył się tylko do jednej dodatkowej butelki. I tak ze swoim krótkim zapasem alkoholu wyszedł z kajuty i zszedł ponownie do portu. Podszedł do jakiejś tam stojącej, nic nie robiącej skrzynki, która tylko czeka aż ktoś z nią coś zrobi. I ten moment nadszedł! Hetman podszedł do tej skrzyneczki i... Usiadł na niej. Przecież nie będzie cały czas stał. No więc gdy tak sobie siedział odłożył jedną butelkę obok nogi, a drugą postanowił zacząć powolutku opróżniać z alkoholu. I tak sobie siedział i pił, i jeszcze rozmyślał nad problemami świata.
Nawaar:
Krasnolud wydał polecenia i nagle wtedy anielica, również zniknęła na okręcie. Kiellon został bez przełożonych, więc teraz doprawdy miał labę! Ale nie miał z kim rozmawiać, bo nagle każdy poszedł robić swoje. Kanclerz jedynie dostrzegł Emericka, który obrzucał Bractwo ÂŚwitu od złego traktowania kocich dzieci, ale nie zadał sobie trudu przepytania małego i dowiedzenia się, gdzie czai się reszta dorosłych kunan! Brodacz natomiast jak to rycerz ukorzył się i dowiedział wszystkiego co potrzebne na dalszą wyprawę. W każdym razie od tego stania w zbroi, usiadł na jednej ze skrzyń, żeby nóżki odpoczęły. Hetman koronny, powrócił z okrętu z dwoma flaszkami w miarę zimnego rumu, bo jego wódeczka już się zrobiła za ciepła niestety, ale cóż taki mamy klimat. Kolacja jeszcze nie gotowa, a czas trzeba jakoś zabić. Dlatego zawołał do bękarta, żeby się podzielił trunkiem. - Hetmanie zapraszam! Tym oto sposobem musiał go wytrącić z przemyślan nad życiem.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej