Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pomocna dłoń dla Zuesh
Evening Antarii:
-Z chęcią- odrobina alkoholu nie zaszkodzi na ośmielenie do rozmowy. Eve rozejrzała się po kajucie. Ciasnej, choć i tak większej, niż dla byle żołnierza. -Przyszłam chwilę pogadać- zaczęła dość ogólnie. Wcześniej w głowie miała ułożony cały plan, ale on nagle zniknął po przekroczeniu progu kajuty. To się jej nie spodobało. Mimo wszystko siliła się na chociażby sprawianiu wrażenia konkretnej.
-Znasz wiersz "Albatros"?
Marduk Draven:
Z małej szafki wyjął butelkę i dwa gliniane kubki. Biedne oporządzenie, ale zawsze jakieś. Nalał wpierw anielicy, następnie sobie czerwonego, słodkiego wina i odłożył flaszkę. Anielica zapytała go o wiersz, którego tytułem był pewien wędrowny, morski ptak.
- Hmmm...- mruknął, popijając w zastanowieniu.- Nie, nie znam. O czym jest?- spytał po chwili.
Evening Antarii:
-Jest o ptaku, nie trudno zgadnąć, że o albatrosie, który leci nad statkiem. Jego lot jest majestatyczny, piękny, jego upierzenie nieskazitelnie białe. Ale marynarze łapią go w sidła, spada na pokład i staje się niezdarny i brzydki, bez jakiejkolwiek gracji. Przypomniałam go sobie jak mnie postrzelono. Poczułam się wtedy jak ten upokorzony albatros- uśmiechnęła się bez przekonania i szybko zasłoniła ten niby-uśmiech pucharkiem ze słodkim winem.
Marduk Draven:
- Każdy upada czasami.- odrzekł wysłuchawszy wyjaśnienia wiersza. On sam miał kilka takich upadków. Kreshar który wgryzł mu się w łydkę, bełt którym zarobił w ramię, pazury zębacza, które rozcięły mu plecy, opętanie przez demonicę, rozgrzany do czerwoności pręt, który uderzył go w twarz i na zawsze zostawił ślad, śmierć Rey. To ostatnie jako jedyny bolało. Inne przynosiły tylko wstyd.- Na szczęście gość nie pożył tak długo, by komukolwiek o tym opowiedzieć.- odrzekł z uśmiechem na kąciku ust. Popił swojego trunku.- Tak więc nie musisz siebie zamęczać tym. Sam wiele razy kolokwialnie mówiąc - zjebałem.
Evening Antarii:
-A śladu prócz dziury w płaszczu i tak nie ma- dodała szeroko się uśmiechając. Usiadła na krześle. -Wiesz... Chciałam pogadać o tym... - z trudem formułowała myśli. -Bo "pracujemy" razem, a ja mało o tobie wiem. Ile masz lat, skąd pochodzisz... Chyba najwyższy czas o to spytać, nie sądzisz?
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej