Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Pomocna dłoń dla Zuesh

<< < (81/109) > >>

Zaidaan:
Może i Themo nie miał co się martwić o stan okrętu, ale pewnie hetman by tak pięknie nie miał. Król od razu by na niego naskoczył, jaki to on nieodpowiedzialny nie jest, że nie umie dbać o królewski galeon, że taki cały podziurawiony jest. Na pewno by tak było! Wtedy to już lepiej z tego Zuesh nie wracać. Emerick dopalił skręta i rzucając na ziemię, przydeptał go i dogasił. Widocznie źle ocenił odległość grupki rycerzy Bractwa od siebie i Thema, ledwo co wyszli to od razu wypadło miliony pytań. Człowiek wolał na chwilę siedzieć cicho i dać kapitanowi odezwać się pierwszemu, to on tu rządzi, a nie Emerick, więc nie ma co się mu wtrącać w jego sprawy.

TheMo:
Themo podszedł do wołającego z daleka Kiellona. Krótkim salutem przywitał się z obecnymi.
-No witam. Mam nadzieje, że wiecie więcej niż my.
Spojrzał na dół, na małego kunanina, który teraz sobie usiadł i bawił się własnym ogonem. Jego większy pobratymiec wrócił na miejsce i usiadł wyraźnie naburmuszony. Dowódca postanowił nie wnikać co tu się działo przed chwilą. Tym bardziej, że nie widział nikogo rannego.
-Cóż, skoro mały wie gdzie znajdują się partyzanci to może nas tam zaprowadzić. My znamy wyspę, więc pomożemy.
-W końcu dobre wieści. Daleko to jest? Przydałoby się zaplanować wypad.
Knenesh przykucnął przy Klaakierze.
-Nija hu trea gonn?
- Haala, nija zu merrte ny khulu. Zukh halaka myy gre khak ipzum, ny ghala kshehe byaan zo. Kum gwattere er harum ykzy. Atte zo trea nanhu gleew nu bwala.
Themo starał się słuchać małego uważnie, jednak nic a nic nie zrozumiał. Popatrzył na dorosłego kunanina w nadziei, że on przetłumaczy.
-Mówi, że daleko.

Zaidaan:
Emerick idąc zaraz za Themo szybko zasalutował i przyglądał się małemu łowczemu Klaakierowi, bawiącemu się swoim ogonem trzymając ręce za plecami, czekał aż kunanie zabiorą głos i powiedzą coś przydatnego. Trochę go zaintrygował naburmuszony kunanin numer dwa, ale skoro krwi rozlanej nie było (a szkoda) to nie było co zagadywać niepotrzebnie. Wtedy kunan numer jeden zaczął rozmawiać po tutejszemu z kunaninem junior. Hetman słuchał uważnie co te dwa koty mówią, nawet nie próbował zrozumieć co mówią, jedynie jakoś powtórzyć sobie w myślach te słowa, a będzie bogatszy trochę o kunański. Niestety, wszystkie próby powtórzenia, nawet najłatwiejszego słowa spaliły na panewce, kunański to jakiś diabelski język. Na szczęście kunanin numer jeden zaraz przetłumaczył w pewnie w dużym skrócie słowa kunanina juniora.
- Mimo, że daleko to przynajmniej wiemy gdzie są mniej więcej partyzanci. Jesteście  stanie przewodzić? Im szybciej nawiążemy kontakt z partyzantką tym lepiej. - zapytał się jeszcze o stan kunan, czy aby na pewno są gotowi do drogi, w końcu to długa droga, ale i tak Emerick zostaje w porcie.

Nawaar:
Krasnolud osiągnął to czego nikomu z "mądrych głów", nie udało się! Brodacz, gdyby nie miał zbroi pewnie, by podskoczył z radości, a tak musiał się jedynie uśmiechnąć i to szeroko. Wszyscy się kłócili, torturowali a wystarczyło odpowiednio zagadać to było aż za proste rozwiązanie jak dla niego, ale zawsze informacje jeńca mogły się przydać! Czyli Kiellon zapulsował dwa razy, ktoś mógłby powiedzieć, tyle wygrać! Jednak cios kamieniem go nie ogłupił do końca. - No i się udało. Warto było go jednak wypytać, czasami niekonwencjonalne środki są najlepsze. Teraz mamy zadanie ułatwione i to o wiele. Dodał z radością w głosie, oby "wyższe głowy" doceniły czy te z bractwa czy inne. Najważniejsze, że mają pole działania i nie czeka ich przeszukiwanie całej sawanny!
- Jaki czas na przygotowanie się i wyjazd? Zapytał o najważniejsze, bo o to chodziło, by wyjść jak najszybciej z okrętu, a potem ku dalszej niebezpiecznej przygodzie. Przewodnicy okażą się bezcenni, a zwłaszcza Klaakier, którego trzeba chronić za wszelka cenę!     

TheMo:
Krasnolud mógł być zadowolony ze swoich zasług. Jak widać nie na darmo oberwał tym kamieniem, o czym Themo nie wiedział.
-Pytania są niekonwencjonalne? Nie chcę wiedzieć co wy tam stosujecie. W każdym razie trzeba się przygotować.
Spojrzał w niebo. Te wszystkie czynności zajęły znacznie więcej czasu niż się wydawało. Może dlatego, że dzień był pełen wrażeń i dlatego zleciał tak szybko. Słońce już chyliło się ku zachodowi.
-Wyruszymy jutro o świcie. Akurat zdążymy przygotować konie i zapasy. Biorę dziesięciu rycerzy, piątkę kuszników i piątka rycerzy Bractwa może pójść z nami. Ciężkozbrojnym nie będzie lekko w takich warunkach. I nie wiadomo co tam możemy zastać. Na wyspie grasują bandyci. Dodatkowo taka grupa wystarczy, by zniechęcić kunan do ataku. Nie chcemy, żeby nas wzięli za tych bandytów.
Wyjawił swoje zamiary skacząc wzrokiem po kolei, na każdą osobę z grupy, mając dłonie splecione za plecami.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej