Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Pomocna dłoń dla Zuesh

<< < (76/109) > >>

Nawaar:
Kiellon wysłuchał pomysłu, zwiadu góry, ale nie uważał tego za dobrą opcję. - Lepiej będzie jak zrobimy to tradycyjnie niż z powietrza, bo jeszcze panienkę dranie zestrzelą albo kunanie nie rozpoznają. Poczekajmy na kapitana. Pewnie już skończyli, ale ciekawe jaką karę mu zafundowali. Osobiście chciałbym dać mu kulkę w łeb i po sprawie, po co robić jeszcze dodatkowe zamieszanie. Chciał ostudzić nieco zapał towarzyszy, ale ta bezczynność wkurzała nawet brodacza, jednakże temat wyborów nie był mu obcy. - Wybory.... Właśnie niedługo kończy się moja kadencja. Dopiero będzie walka o stołek hehehe. Zaśmiał się jak miał to w zwyczaju, a powoli alkohol w jego żyłach tracił powoli moc, jednakże nie mógł nie zauważyć jak Klaakier, podszedł do krasnoluda. Mały podszedł nie do tej persony co trzeba, bo ten krasnolud jest pamiętliwy i będzie mu wypominał do końca życia ten kamień, o ile młody kunanin dożyje starości. Kiellon nawet się nie pochylił, gdyż zbroja mu na to nie pozwalała do tego upał był dość okrutny dla niego, ale w końcu kanclerz wyciągnął rękę w jego stronę, bo nie mógł oprzeć się tym oczom. starając się go pogłaskać, ale był pewien, że młody jeszcze raz go podrapie albo nie daj Zartat ugryzie!   

Evening Antarii:
-Kiel, chodzenie wśród tych zarośli ze skrzydłami zahaczającymi o wszystko to też nie jest dobry pomysł. Narobię tylko hałasu, a moje bluzgi na te bluszcze i inne krzaczory będzie słychać na drugim końcu wyspy. Wypiję miksturę niewidzialności i przemknę nisko nad drzewami. W ten sposób na pewno coś dojrzę. A Kunanie odbiorą to jako powiew wiatru- zaproponowała. Gdy zabijała Kunan na wojnie też tak robiła... Stawała się niewidzialna i walczyła przeciwko tym, których miała bronić. Teraz w ten sposób chciała pomóc i może choć częściowo odpokutować winy.
Rozmowa dorosłych na pewno nudziła kociaka. Bacznie obserwowała poczynania małego kunanina.
-To wujek Kiellon. Nie rób mu więcej krzywdy- powiedziała łagodnym głosem. -Można się z nim bawić w co tylko chcesz- zachęciła, wrednie uśmiechając się do krasnoluda. -W chowanego, w berka, w klasy. Zapewne wujek Kiellon tylko na to czeka, by móc z tobą pohasać!

Zaidaan:
No i wypadło na powieszenie. Może nie będzie to jakaś wielka, spektaktularna śmierć, ale i tak wystarczająca. Może Emerick i tak już zbyt fantazjował? Może ma w sobie jakiegoś nie proszonego gościa w postaci demona? Słyszał o takich przykrych wypadkach, w których zwykły człek otrzymał demoniczną udręke. Ale nawet jakby Emerick posiadał demona, to musi być to jakiś demon, który wyewaluował i uodpornił się na sól! Ale nic z tym. Hetman poczekał chwilę, aż żołnierze wyprowadzą jeńca i zajmą się nim, wieszając gdzieś nieopodal. Zaraz potem Emerick spojrzał na Themo. - Co zamierzasz dalej? Wszak do Ciebie należy ostatnie słowo. - zapytał towarzysza torturowania, bo jednak trza było wiedzieć co kapitan zamierza dalej.

Nawaar:
- No zobaczymy jak to widzi nasz kapitan, bo na razie cicho coś z jego strony. Skwitował pomysł, bo on tutaj nie dowodził i w sumie dobrze, gdyż nie lubił takiej odpowiedzialności. wiedział, że od tego są "mądre głowy", a wykonywanie rozkazów miał we krwi, więc mu pasowało, ale oczywiście miał też swobodę, gdyż sam wpadł na pomysł z jeńcem! W innych sprawach się nie mieszał chyba, że musiał! W każdym razie kolejne słowa anielicy go zaskoczyły i na twarzy brodacza, zdało się zobaczyć kilka dziwnych mimik pod rząd. Radość, euforię, smutek, żal a na samym końcu dziwny grymas, jakby pił miksturę leczniczą. Następnie skierował swój wzrok z dziwnym grymasem na Eve, który mogła różnie interpretować! Jednak sobie pomyślał, o anielicy. Kobieto mścisz się za coś, czy co? Fakt mogła się przez ten czas dowiedzieć, że nazwał ją "niezłym towarem", ale tak krasnoludy oceniały czyjeś piękno, no! A, teraz został wujkiem samym zło, ba lepiej brodacz nie mógł wpaść, ale wyszedł z tego dyplomatycznie, bo jego status społeczny nieco nauczył mówić politycznie. - Pobawić się zawsze możemy, ale teraz pora odnaleźć twoją mamę albo ojca. Potem będziemy mieć wiele czasu mały. Skończył już rozmowę z malcem, który i tak go nie zrozumiał, ale nie zamierzał, odpychać kunanina od siebie, lecz Kiellon nigdy nie miał ręki do dzieci dopiero co przyzwyczaja się do drugiej osoby w domostwie, bo służka dla niego była już tłokiem, lecz nic to czekał na reakcje małego. W każdym razie słowo mam w różnych językach brzmią podobnie, a biegać i chować się w ciężkiej zbroi mu się nie chciało.   

TheMo:
Klaakier ani myślał się wysilać, żeby być pogłaskanym. Dalej stał i czekał na jakieś przeprosiny od wujka Kiellona. Taka już jego kocia natura.
-Mówisz, jakbyś to kiedyś robiła. No cóż, skoro nie wpadł wam do głowy żaden inny pomysł to zróbmy i tak.
ÂŻołnierze rozwiązali jeńca i wyprowadzili go na miejsce egzekucji, gdzie zaczęli szykować liny. Oczywiście pojmany łucznik nie był z tego powodu zadowolony i cały czas próbował się wyrwać. Nawet ciosy metalowych rękawic nie ostudziły jego zapału. Za szubienicę służyła jakaś niewielka latarnia. W kajucie zostali tylko Themo i Emerick.
-Obstawić miasto wojskiem i sprowadzić tutaj kunan, by wszyscy mogli zacząć odbudowę. Tylko trzeba ich znaleźć. Ech, może ci uwolnieni znają miejsce ich położenia.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej