Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pomocna dłoń dla Zuesh
Nawaar:
- Prawdę mówisz i widzę, że znaleźliśmy wspólny język choć nie znamy się jeszcze dobrze, bo widzisz większość tutejszych osobników poznałem na wojnie. Stare dzieje, ale przyjaźnie pozostają. Oczywiście bractwo choć dało plamę przez poprzedniego Wielkiego kanclerza, Funerisa, który zostawił wyspę bez obrony zdaną na własne siły a do tego jeszcze zdrada jedynej anielicy będącej z nimi Eve, ale o tym fakcie jeszcze nie wiedział i lepiej, żeby się nie dowiedział, bo opuści Bractwo ÂŚwitu natychmiast a jego wiara załamie się na dobre! Kiellon powrócił jeszcze do kunan i ich skór. - To pewnie bawiłeś się przednio, ale jakoś nie przepadam za sadyzmem, jednak są wyjątki od takich reguł. Mrugnął, porozumiewawczo okiem, bo dla ratowania przyjaciół, zrobiłby wszystko nawet obcinał palce. Kiellon tak sobie postał, patrzył na morze i podziwiał jego kres. - Wiecie jednak co? Niema jak to góry, kobiety z brodami i alkohol. Tego potrzebują prawdziwi krasnoludowie, ale mi jeszcze doszła wiara nawet fajna, bo czasami bez alkoholu otrzymujemy wizję heehhehehe Na chwilę poluźnił swój język, ale tak dla zabicia czasu.
Zaidaan:
Tak samo Emerick, jakoś też ciągle przypatrywał się falom i będąc jakby zachwycony pięknem morskiego życia. Aż mu się zrobiło nieco żal, że nie ma pod sobą jeszcze marynarki, ale może kiedyś się to zmieni, albo i sam zaopatrzy się w swoją małą flotę! Na chwilę jednak oderwał wzrok od morza i zerknął na swojego rozmówcę, który posłał do niego łatwą do rozszyfrowania wiadomość mrugnięciem oka. Hetman uśmiechnął się szczerze i powrócił do oglądania nieskończonych obszarów jakie zajmuje ta, co prawda słona woda. Chwilę później z rozmowy o wielkich, wojowniczych kotach przenieśli się do niskich, lecz także wojowniczych krasnoludów i gór, a przedstawiciel tej zacnej rasy na stanowisku kanclerza zaśmiał się w taki jakiś dziwny sposób. - A tak a propos gór. Jeszcze przed rejsem zarządziłem wybudowanie paru fortów na północnym wschodzie w celu wzmocnienia tego miejsca. Nie ukrywam, był to dość słaby punkt jeśli chodzi o naszą obronę, a góry mają i tak swój potencjał, z którego aż żal nie skorzystać.
Nawaar:
Krasnolud uśmiechnął się na wieść, że ma z kim porozmawiać o górach! Jego rodzinnym domu, co prawda tutejsze były masywniejsze, ale nie zamieszkane poza Ekkerund, a to było dla niego za mało, zwłaszcza po wybiciu większości z nich przez zdeprawowane wampiry! Dlatego już straciły swoją szacunek i stan jaki posiadały odkąd władze przejął tam człowiek. Normalnie można boki ze śmiechu rwać, ale powróciwszy do głównego wątku, wybudowanie kilku twierdz był dobrym pomysłem!
- Dobry pomysł miałeś- pochwalił pomysł człowieka raz jeszcze.- Przyda się tam ochrona ja na swoich ziemiach mam kilka fortec, ale trzeba je udoskonalić i więcej wojska przydzielić. Zagadam z Mardukiem i mam nadzieję, że podeśle kilku paladynów, bo potrzeba tam porządnego wsparcia ogniowego być może sam założę sobie jakiś oddział strzelców z bronią palną. Takich setka i wróg pada ma glebę nie prosząc o nic więcej, ale na to trzeba środków, póki co nie mam, lecz plany można snuć stu krasnoludzkich muszkieterów pod sobą. Piękna rzecz. Aż mu się łezka w oku pojawiła taka łza pełna radości i tęsknoty, bo lubił o takich rzeczach gadać niż się modlić w Bractwie jak Marduke, bo Eve ledwo znał i trzymał do niej dystans niestety każdy musi znać swoje miejsce w tym świecie.
Aziz:
Trafiłem na polityków, i na dodatek rycerzy Zartata. świetnie... Aziz nie lubił polityki od czasu pewnego wypadku z orkami. Wypadku przez który utknął na Valfden, gburowatej włochatej konserwy sięgającej mu ledwo do pasa nie polubił. Drugi rycerz był milszy. Mauren odwzajemnił uścisk.
- Mnie też miło. Czym właściwie jest Bractwo ÂŚwitu? Znał trzy wersje, chciał usłyszeć wersje Bractwa.
Zaidaan:
Emerick uśmiechnął się po usłyszeniu pochwały od krasnoluda, z którym może na początku nie wyszło najlepiej, to jednak teraz się dogadują jeszcze bardziej! Dziękuje. Może po wybudowaniu fortów w tamtej okolicy, mogę wysłać ludzi do Ciebie aby pomóc Ci z ulepszeniem Twoich fortów. Wszak jest to też mój interes aby wszystkie zamki i forty prosperowały jak najlepiej. Może też masz jakiś pomysł jak nazwać fortece, które w przyszłości zostaną obstawione elitarnym królewskim wojskiem? - Zapytał może wkrótce swojego przyjaciela - Jeśli potrzebujesz trochę żołnierzy to wystarczy powiedzieć. Tak jak już mówiłem. Nie mogę pozwolić aby forty stały puste. - Zapewnił brodacza ubranego w płytówkę. - Wcale nie głupi pomysł z tymi strzelcami. W końcu krasnolud słynie ze smykałki do muszkietów i pistoli. - przerwał na chwilę i spojrzał na jego muszkiet na plecach, z uśmieszkiem wrócił do obserwowania tafli morza. - Nawet bym nie pogardził paroma takimi krasnoludami aby poduczyli kilku żołnierzy co i jak. Chciałbym zobaczyć czy coś z tego wyjdzie.. - wtedy odezwał się mauren, który go chyba pomylił i nazwał rycerzem Bractwa. Chciał to sprostować lecz najpierw chciał aby Kiellon wytłumaczył czym jest to Bractwo, w końcu do niego należy i może się popisać swoją wiedzą.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej