Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pomocna dłoń dla Zuesh
Nawaar:
W tym samym czasie wrócili wojownicy bractwa, ale nie sami! Kiellon prowadził pojmanego człowieka, mając go cały czas na muszce. Teraz już zaprzestał tego procederu, bo tutaj każdy mógł go ściągnąć z kuszy, przy próbie ucieczki, lecz niestety jednego rycerza brakowało. Oczywiście to oznajmić powinien Marduke, lecz dostarczenie jeńca mógł zrobić sam. Koń krasnoluda zatrzymał i ukląkł na ziemi, żeby brodacz mógł zejść, co sprawnie uczynił. Następnie rozwiązał człowieka i podprowadził go pod oblicze kapitana, szepcząc jeszcze po drodze nieszczęśnikowi. - Twoje życie od teraz będzie zależało od kapitana - w końcu doszli do osoby dowodzącej- było ciężko, ale pojmałem jednego z napastników. Dowiedziałem się jedynie tego, że mają jakiegoś szefa, który jest dość potężny. Może ktoś inny namówi go do powiedzenia reszty. Oddaje go w wasze ręce. Resztę zapewne wiecie od rycerzy, którzy tutaj przybyli wcześniej. Dodał i czekał na dalsze instrukcje lub ewentualny opierdziel. Dopiero po tym miał zamiar skosztować resztę wódki, która miał przy sobie.
Marduk Draven:
Oddział Dravena jak i Emericka wrócił. Paladyn udał się zaraz za Kiellonem do Themo, po czym zsiadł z konia.
- Znaleźliśmy także jakiś magazyn z bronią i zapasami. O małym pewnie wiecie.- popatrzył w stronę kunanina w towarzystwie Evening.
TheMo:
Gdy tylko zjawiło się Bractwo, mały kunanin schował się za Eve i przytulił do jej łydki. Themo z kolei wysłuchał w ten czas wszystkich raportów. Przywołał do siebie dwóch żołnierzy, którym kazał pojmać jeńca złapanego przez Kiellona.
-Dobra robota. Odpocznijcie, zasłużyliście sobie. Jeńca związać i pilnować w mojej kajucie. Muszę z nim porozmawiać. Tak samo jak z uwolnionymi kunanami. Jak coś to wiecie, gdzie jest rum.
Udał się do swojej kajuty, gdzie żołnierze już czekali razem z jeńcem. Kapitan przygotował swoje narzędzia chirurgiczne, które tym razem posłużą do odmiennych celów niż im przeznaczono.
Zaidaan:
- Zaraz też przyjdę pomóc w rozmowach. - rzucił szybko do odchodzącego kapitana.Kunanin po zobaczeniu rycerzy Bractwa od razu się przestraszył. Ciekawe co mu zrobili.. pomyślał przez chwilę i zerknął tak instynktownie na Kiellona. - Dlaczego się was boi, coś mu zrobiliście? - Emerick kucnął powoli na jedno kolano patrząc na wystraszonego kota. - Hej, nie bój się. - Uśmiechnął się przyjaźnie do małego ryboluba i powolutku wyciągnął pluszaka, którego wcześniej znalazł. Ostrożnie uniósł rękę z misiem w stronę kunanina, zachęcając go żeby wziął zabawkę.
Evening Antarii:
-Tylko mi spodni nie podrzyj- zwróciła się do malucha. Już i tak wyglądała jak nieszczęście z podziurawionym płaszczem i koszulą. Nie potrzebne jej były jeszcze podłużne rozdarcia.
Później zaczął się do niego przystawiać Emerick. Evening szarpnęła za zabawkę, która szybko weszła w jej posiadanie.
-Ej! Skąd wiesz, że bractwo mu "coś zrobiło"? Może on się po prostu boi uzbrojonych po zęby ludzi i całego tego zamieszania? Nie rozumie przecież co się dzieje. I nie przymilaj się do niego, bo ja wiem co ty mu naopowiadasz, jakie to Bractwo nie jest złe i tak dalej. Aha! I niech hetmańscy żołnierze nauczą się manier. Choć wydaje mi się, że jaki dowódca, taki oddział- anielica spojrzała na niego ze złością w oczach. -Chodź mały! Idziemy się dowiedzieć, jak masz na imię, a potem się pobawimy- odwróciła się na pięcie, kociakowi dała pluszaka i razem z nim poszła do uwolnionych kunan.
-Znacie go może?- wskazała ruchem na małego kunanina stojącego tuż obok, trzymającego w łapkach zabawkę.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej