Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pomocna dłoń dla Zuesh
TheMo:
Marduke i Kiellon
Więc wracaliście do portu. Jeniec nie był tak szybki jak konie i opóźniał marsz.
Emerick i Torstein
Wy również zmierzaliście do punktu zbiórki. Jednak bez żadnych jeńców. Chyba, że pluszowego misia można uznać za takowego.
//Statek:
Kunanie zostali ugoszczeni. Na szczęście nie mieli żadnych ran, więc nie była potrzebna pomoc medyczna.
Zaidaan:
I po obadaniu całego miasta można już spokojnie wrócić z powrotem do bezpiecznego miejsca jakim był port. Przynajmniej Emerick może mieć czyste sumienie, że pomógł komu tylko mógł. Więc z jeszcze uratowanym, jednookim miśkiem, drużyna Hetmana zmierzała do miejsca skąd przybyli i zakłócili sielankowe życie bandytów. Podczas tego całego wracania, drużyna napotkała dwójkę żołnierzy, którzy mieli za zadanie odprowadzić kunan. Widząc swojego dowódcę, zatrzymali się.
- Odprowadziliśmy kunan do portu bez żadnych przeszkód, otrzymują już stosowną pomoc.
Zaraportował jeden z nich, a Emerick skwitował to wszystko kiwnięciem głowy, na znak że ta wiadomość do niego dotarła. - Dobrze, wracajmy do portu. Pora na odpoczynek. - zawiadomił żołnierzy i nie spowalniając marszu, szedł dalej.
Nawaar:
Droga powrotna bez żadnego niebezpieczeństwa, poza pilnowaniem jeńca na tym krasnolud, mógł się skupić nim, skosztuje reszty wódeczki, pamiętając oczywiście o skrzynce rumu na okręcie! Wszystko układało się fajnie, ale szkoda, że nie mogli przyspieszyć z powodu powolnego jeńca na szczęście nie mięli daleko i jeszcze kilkaset metrów, i powinni się znaleźć w miejscu zbiórki. Kiellon już nie mógł się doczekać tego widoku i dowiedzieć się co inni potrafili wskórać w sprawie bandytów, bo uratowany dzieciak również powinien być w końcu zadowolony, jeżeli nie to najwyżej obrzuci ich kamieniami. Paladyn na chwilę powrócił do tamtych wydarzeń, ale się w końcu otrząsł i dalej trzymał rzezimieszka na muszce. - Jeszcze trochę i dojedziemy. Dopiero tam zostaniesz osądzony, bo ja jakby nie patrzeć jestem zwykłym pachołkiem. Pożalił się trochę, żeby móc zaskarbić sobie zaufanie, bo może coś człeczyna jeszcze powie!
TheMo:
Wszyscy dotarli do portu i spotkali się na miejscu.
Zaidaan:
Droga powrotna minęła szybciuteńko, pewnie dzięki wcześniejszemu wybiciu większości bandytów i reszty tego plugastwa. Gdy już oddział Hetmana znalazł się w porcie, ten odwrócił się do swoich żołnierzy i łapiąc morskiego powietrza zmieszanego z innymi dziwnymi składnikami powietrza, machnął do wojaków ręką. - Rozejść się, spisaliście się. Na dziś już wystarczy, odpocznijcie, czy napijcie się czegoś. Jesteście wolni! - i ludzie okuci w stalowe zbroje rozeszli się w końcu, a sam Emerick podszedł do Themo, anielicy i jakiegoś kotka. Oczywiście na początku ukłonił się należycie przed Evening, a następnie spojrzał na małego kociaka. - Miasto zostało już wyczyszczone z bandytów. Zniszczyliśmy jeden posterunek w głębi miasta znajdujący się w wieży. Tam w lochach znaleźliśmy dwójkę kunan, która już tu jest. Reszta miasta to już tylko gruzy i opuszczone, częściowo zniszczone budynki. Nie straciliśmy nikogo, no tylko jeden oberwał z zaskoczenia od kusznika. - zdał krótki raport Lordowi Elektowi, patrząc na tego młodego kunanina jak na jakieś nowe stworzenie. To pewnie przez te manipulacyjne oczy dziecka.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej