Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pomocna dłoń dla Zuesh
Nawaar:
- No i fajrant. Tera bym zapalił jakieś ziółka. Oznajmił z radością, że wreszcie może odpocząć. Wszystko przebiegło pomyślnie, więc brodacz odłożył już muszkiet. Krasnolud nawet nie przejmował się małym kunanem, ale będzie mu to wypominał ten kamień do końca życia, o ile kociak będzie miał okazję dożyć tego momentu. W każdym razie kanclerz odkorował butelkę w wódką, której skosztował była już niestety ciepła! - Tfu... Ciepła mówię wam nie ma nic gorszego. Każdy musiał mu wierzyć na słowo, wszak krasnoludy się na tym znają! Jednak nie miał wyjścia, ale zawsze lepsze to niż szukanie po dziurawej ładowni resztek. Szkoda, że tak wyszło, ale odbije to kiedy indziej. Najważniejsze, że jego stołek nadal był na miejscu, kiedy próbował dosiąść konia. Brodacz zasłużył sobie na spoczynek, więc celebrował. - Zdrowie poległego rycerza naszego znamienitego bractwa! Niech Zartat obdarzy go swoją opieką. Rzucił toast, bo może ktoś się przyłączy, ale jeśli nie to ich strata. Krasnolud w pełni oddał się relaksowi, popijając raz za razem ciepłą, okrutną wódę! - Nic. Odpowiedział na słowa, Emericka, ale jeśli hetman będzie napierał może to się skończyć guzem albo czymś gorszym! Albowiem nie należy zabierać spoczynku brodaczowi po spełnionym obowiązku! Eve oczywiście nas obroniła bardzo miło się kanclerzowi zrobiło.
Zaidaan:
Poprawiony humor Emericka zaraz został zniszczony, bo nie wiadomo czemu nagle anielica wyrwała mu misia z ręki i sama podała młodemu. Ale to przecież on znalazł tego pluszaka! W dodatku chciał jedynie dać temu, pozbawionemu prawdopodobnie wszystkiego, kociakowi. Niestety Evening z niewiadomych dla niego przyczyn oskarżyła go o najgorsze zbrodnię, o których nawet nie myślał. Uważał Bractwo po prostu za zakon rycerzy, okazało się że nawet nie można powiedzieć nawet jednego złego słowa, bo zostanie się oskarżonym o wszystko za nic. Speszony Emerick wstał z kolana i odprowadził niezrozumiałym, zmieszanym z małym zdenerwowaniem wzrokiem. - Jacy żołnierze? - zapytał jeszcze odchodzącą anielicę, widocznie nic nie rozumiał. W dodatku był cały zakłopotany tą sytuacją. Zaraz jednak dał sobie spokój i ruszył z ganerałem i kapitanem tego rejsu w stronę kajuty zająć się przesłuchaniem. Może przynajmniej to poprawi mu humor. Jeszcze coś tam dodał pod nosem, pewnie coś obraźliwego, ale co powiedział, wie tylko on!
Marduk Draven:
Marduke jakoś nie zwracał uwagi na całą sytuację. Uhonorował poległego rycerza minutą ciszy, po czym odpalił miodowego skręta. Następnie zdjął hełm i podpiął go pod pas i udał się do swojej kajuty. Po drodze minął anielicę.
- Jakbyś chciała pogadać, to przyjdź do mojej kajuty.- oznajmił, po czym do rzeczonego miejsca się skierował. Tam zdjął zbroję i przysiadł na łóżku, kończąc fajkę.
//Zostaje 12 skrętów i 29 zapałek.
TheMo:
Mały kunanin nieufnie wyciągał rączki po zabawkę, gdy została ona zabrana przez Evening. Te gwałtowne ruchy ponownie go wystraszyły. Jednak potem został szybko udobruchany przez anielicę. Razem za nią poszedł do dorosłych kunan. Rzucił miśka i wskoczył jednemu z nich na kolana.
-Nie mam pojęcia - odpowiedział głaszcząc malucha -dość długo byliśmy przetrzymywani w niewoli.
W tym czasie Marduke oddawał się relaksowi w postaci skręta w kajucie. Tytoniowy dym unosił się w powietrzu i powoli przenikał też na pozostałe kajuty. Odgłosy marynarzy i stolarzy naprawiających poszycie dopełnił dźwięk otwierających się drzwi do kajuty rycerza. Zauważył tylko jednego z oficerów, który trzymał wiadro z wodą. W niecałej sekundzie zawartość znalazła się na rycerzu, który był teraz cały mokry, a jego skręt zgasł.
- Najmocniej przepraszam, ale jest tutaj zakaz palenia ze względu na wszechobecne drewno czy proch.
A Themo, nieświadomy co się dzieje na zewnątrz, czy piętro niżej, a może to i lepiej dla innych, skończył szykować swoje narzędzia tortur. A właściwie przyrządy chirurgiczne, które teraz będą wykorzystane w niecnych zamiarach. Do ekipy w kajucie, w postaci kapitana, dwóch żołnierzy i pojmanego jeńca dołączył właśnie Emerick.
-No witaj Emerick. Może ty znajdziesz z naszym gościem wspólny język.
Ująwszy w dłoń skalpel podszedł do przywiązanego do krzesła łucznika.
-Ilu was jest?
-W pizdu!
-Gdzie macie główną siedzibę?
-W dupie!
-Które jajko chcesz stracić pierwsze?
-Twoja sta... Co?!
Kapitan spojrzał pojmanemu w oczy. Przeszedł za jego plecy i chwycił za związanie dłonie. Przejechał ostrzem po palcach, robiąc niewielkie nacięcie i przyłożył skalpel pod paznokieć.
-To teraz pan hetman zada ci kilka pytań.
Nawaar:
Krasnolud tak sobie w samotności delektował się trunkiem, który był dość ciepły. - Hic! Odbiło się brodaczowi, ale już wiedział, że na razie ma dość picia i postanowił, włożyć butelkę z wódką do wody. Liczył na to, że choć trochę się schłodzi, bo do wieczora jeszcze daleko, więc alkohol może się przydać. Para kunan siedziała i cieszyła się wolnością. Kiellon był ciekaw jednego słowa, które usłyszał, obrywając kamienień. - Możecie mi powiedzieć, co w waszym języku znaczy kuondoka? Paladyn był na serio ciekaw i jeśli nagle malec się przestraszył to kanclerz robił wszystko, żeby go skutecznie zignorować.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej