Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pomocna dłoń dla Zuesh
Nawaar:
Wszystko szło dobrze, że nawet takiej sytuacji się brodacz nie spodziewał! Krasnolud mając człowieka na muszce szedł dalej ku prawdopodobnie ognisku tam mu się mogło zdawać. Na szczęście nie zostali ostrzelani czyli był spokój, bo inaczej z krasnoluda zrobiliby durszlak ze srebra. Człowiek podniósł ręce, żeby bardziej dać znać, że się poddał. Kiellon jednak korzystając z sytuacji, postanowił zagadać do jeńca. - Wiesz zapewne, co tam się pali nie? Możesz opowiedzieć nim dojdziemy i czemu akurat chowaliście się w ruinach? Zapytał w sumie na te najbliższe tematy związane bezpośrednio z nim, ale oczywiście nie mógł zapomnieć o ich szefie, gdyż to było najważniejsze ze wszystkiego. - A, ten wasz szef jaki on jest? Zadał ponownie pytanie, gdy powoli zbliżali się do wyznaczonego miejsca
Marduk Draven:
Paladyn odłożył kuszę na plecy i dobył szabli. Czekał na niziołka, aż jego szarża dobiegnie końca. Doczekał się, Kurdupel wykonał jednoręczny zamach z rozbiegu. Z racji wysokości, lub jej braku, mógł on uderzyć najwyżej w pierś Dravena, na co ten nie zamierzał pozwolić. Zbił broń niziołka własną i kopnął go w brzuch, tak że stracił równowagę. Jednak się nie przewrócił - odpowiedzią była akrobatyka. Kurdupel ponowił atak, biorąc zamach w sposób taki, by trafić w kolano rycerza. Lecz i na to on nie pozwolił, blokując jego cios. Niziołek nie zaprzestał - wykonał obrót chcąc trafić drugie kolano marszałka. I tu się nie udało - Marduke był szybszy ze swym pionowym blokiem. Kurdupel odstąpił i zaatakował z górnego zamachu, na co paladyn odsunął się zgrabnie. Niziołek wykonał piruet, chcąc nabrać siły ciosu, lecz paladyn wykonał drugi unik i w końcu zadał cięcie. Obuch młota odpadł od trzonka. I była to ostatnia rzecz, jaką niziołek widział. Draven wykonał lekki zamach i ciął od góry w głowę przeciwnika, rozcinając na pół mózg. Trup padł, zaś rycerz schował broń i załadował raz jeszcze kuszę. Udał się tam gdzie stali niziołkowie.
TheMo:
//Kiellon i Marduke
Wasza trójka wraz z jeńcem spotkała się przy ognisku na którym piekł się ścierwojad. A właściwie to już się przypalał.
- Mój szef? Jest w stanie was pokonać.
//Emerick i Torstein
Dalej było praktycznie to samo. Potłuczone zastawy, wyciągnięte szuflady, pootwierane półki, ubrania na podłodze czy zakurzony pluszowy miś.
Zaidaan:
Im dalej to ciągle było to samo, zwykłe opuszczone domy, które straciły właścicieli już dawno. Było to dziwne uczucie, poruszać się po takim budynku, w której nie ma żywej duszy, a przedmioty, które zostały tu pozostawione, budziło współczucie dla byłych domowników tego miejsca. - Sprawdźcie pozostałe budynki. - odrzekł do swoich żołnierzy, jednak nie tak głośno jak zawsze, jakoś nie potrafił w takim miejscu. ÂŻołnierze kiwnęli głową, że rozumieją i opuścili ten dom zostawiając Torsteina i Emericka samych, zajęli się sprawdzaniem innych względnie całych budynków. Uwagę hetmana przykuł pewien, pluszowy miś, pokryty już od jakiegoś czasu kurzem, pluszowa zabawka, którą zgubiło dziecko, które pewnie bardzo było związane z tą zabawką. Emerick mimowolnie podszedł do misia, powoli, patrząc cały czas na niego. W końcu gdy znalazł się nad nim, przykucnął i wziął do ręki tego pluszaka, otrzepując nieco z kurzu. Jakby tak Torstein zerknął, to było dobrze widać jak Emerick wpatruje się w pluszaka, poddając się jakimś rozmyślaniom. Nie pozostało nic innego jak czekać, aż oddział zbada resztę domów. Hetman się już więcej nie odzywał.
W tym samym czasie dwójka eskortujących widząc gest Lorda Elekta, zasalutowali jak to zawsze z tymi żołnierzami jest i znikli z portu kierując się w stronę górnego miasta, gdzie mają się spotkać z resztą swojego oddziału.
Nawaar:
Krasnlud zadał kilka pytań do jeńca, ale spodziewał się jakieś obszernej wypowiedzi, a nie prostej, że ich szef jest potężny. Brodacz wzruszył ramionami mając cały czas człowieka na muszce. W pobliżu ogniska nie zastali nikogo nowego, więc towarzysze mogli już wracać, bo smród przypalonego mięsa nieco przeszkadzał Kiellonowi w tym czasie dołączył do nich Marduke cały i zdrowy! - Widzę, żeś cały i dobrze, bardzo dobrze. Zobacz bracie kogo ja tu mam! Szturchnął łowcę lufą muszkietu. - Nie było łatwo, ale go pojmałem. Mówił, że mają tutaj potężnego szefa, lecz trzeba go na spokojnie przesłuchać, bo to nie warunki na takie rzeczy. Powiedział, czego zdążył się dowiedzieć. - To jak wracamy na okręt? Zaproponował, gdyż od tej walki i łażenia po ruinach, chowania się za skałami już mu w gardle zaschło a wódka już się niestety nagrzała!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej