Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Pomocna dłoń dla Zuesh

<< < (65/109) > >>

Nawaar:
ÂŁucznik skazany na łaskę brodacza, przemówił. Właściwie nic ciekawego mu nie powiedział poza tym, że mają jakiegoś szefa. W sumie to się może przydać, ale bardziej potrzebna, by była lokalizacja w jakiej się znajdował. W każdym razie krasnolud zabrał głos. - A mogłeś mieć chociaż jeden dobry uczynek na koncie, ale cóż twój wybór..... Tutaj zaniemówił i podniósł do góry swój młotek, aby zatrzymać obuch, przed samym nosem człowieka, który zdziwiony tym zachowaniem mógł powiedzieć "chuj" w stronę paladyna, ale na głos tego nie powiedział! - Masz szczęście, że mam dobry humor pomimo oberwania w głowę. Zabieram ciebie na okręt tam podyskutujesz z kim trzeba. Skończył brodacz zabierając młot, ale nadal trzymając na ręce łowcy swój płytowy but. Dlatego, że najpierw telekinezą wyciągnął sztylet, odrzucając go na 20 metrów, potem pozbył się kołczana w ten sam sposób, żeby człowiek nie miał głupich pomysłów zabijając się grotem. Następnie na sam koniec odłożył tarczę i dobył muszkietu, który na spokojnie załadował, bo miał wszak dużo czasu. Dopiero mając już wszystko gotowe, namierzył człowieka i kazał mu wstać. - Jeden krok w bok i kula w łeb człowieczku. Ostrzegł jeszcze jeńca, ale żałował, iż nie ma on żadnego sznurka, gdyż by związał mu ręce. Jednak kanclerz miał w sobie nadzieję, że ów człowiek  nie zrobi niczego głupiego. - Na początek pójdziemy w kierunku tego dymu. Ruszaj! Rozkazał i powoli, wyłonili się na główny plac, gdzie wszędzie był gruz. W myślach zastanawiał się czy Marduke sobie poradził, więc nie rozważając długo, skupił się na celu, który był nim łowca. Muszkiet był gotów w każdej chwili do strzału, a krasnoluda palec świerzbiał nie na żarty! Także powoli zmierzali ku dymowi.

Marduk Draven:
Nie zastał nikogo tam, gdzie się spodziewał. Znalazł jednak inną niespodziankę. Dwa kurduple oddalone o 50 metrów. Nie mogące bronić się, ani walczyć na dystans. Cóż innego zostało Dravenowi? Przyklęknął, wycelował. Obrał na cel jednego z niziołków i wstrzymał oddech. Wystrzelił bełt, który jak miecz przeciął powietrze i w ciągu ułamków sekund trafił. Na nic ich młoty i mierne pancerze, oraz postawy bojowe. Bełt okazał się potężniejszy. Jeden z bandytów złapał się za pierś. Bełt przebił klatkę piersiową i strzaskał żebra, których odłamki powbijały się w wewnętrzne organy, tak jak pocisk w płuca. Zostało czekać na drugiego.

1x kurdupelek

Torstein Lothbrok:
Torstein podążał cały czas ze Emerickiem. Dobył miecza i postanowił wejść pierwszy do domostwa. Przedsionek przypominał miasto. A to dopiero przedsionek. Wiking skierował się dalej, mając nadzieje że hetman dołączy.

TheMo:
//Kiellon
ÂŁucznik już żegnał się z życiem, kiedy postanowiłeś okazać mu łaskę. Nie mając wyboru uniósł lekko ręce i szedł przed Tobą.
//Marduke
Drugi niziołek zauważył skąd poleciał bełt i ruszył z młotem w twoją stronę.

Zaidaan:
W przedsionku domostwa, wszystko wyglądało na opuszczone w dość chaotyczny sposób. Nie wróżyło to nic dobrego, właściwie to nie ma co się sugerować pobojowiskiem w domu, w mieście, w którym jeszcze nie tak dawno panowała demoniczna wojna, można by rzecz, że aż dosłownie taka wojna miała tu miejsce. Torstein wyprzedził Emericka, właściwie hetman sam nie był pewny po co, ale nie jego to już problem. Przynajmniej jak wyskoczy jakiś strzelec, to wiking oberwie pierwszy, a Emerick nie musi się obawiać o swoje życie. Za Torsteinem szedł Emerick, a za Emerickiem kilkoro innych żołnierzy, reszta została na zewnątrz obserwując okolice.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej