Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pomocna dłoń dla Zuesh
TheMo:
//Tam gdzie umierają bandyci, czyli Emerick i Torstein zabawiają się z przeciwnikami
Przeciwnicy padali jeden po drugim. Rycerze też nie próżnowali. Z racji swojego wyszkolenia byli znacznie lepsi w walce niż tutejsi bandyci.
2x bandyta
1x jaszczurzy bandyta
//Tam gdzie dawniej świątynia stała, czyli Marduke i Kiellon zwiedzają ruiny Kenin
Spomiędzy głazów wybiegł mały kunanin i rzucił w Kiellona kamieniem, prychając przy tym złośliwie. Pocisk trafił krasnoluda w czoło, a kociątko pobiegło na czterech łapkach pomiędzy rycerzy, zatrzymując się przy koniach i biorąc w dłonie dłuższy patyk.
Marduk Draven:
Paladyn schował szablę. Zaśmiał się. Spokojnie podszedł do kunanina.
- Hej, nie bój się. Nie zrobimy Ci krzywdy.- mówił podchodząc. Uklęknął przy nim.
Torstein Lothbrok:
Bandyta - człowiek zaatakował. Od góry, oburącz. Jednak wiking nie był laikiem. Takie ataki nie robiły na nim wrażeni. Zasłonił się tarczą. A bandyta zaatakował znów, tnąc w bok Torsteina, ten lewy. I tym razem pomógł mu puklerz. Zbir wykonał obrót i ciął celując w klatkę piersiową bękarta. On jednak zablokował mieczem. Miecze ze zgrzytem się skrzyżowały. Z kolei Lothbrok zagrał nieczysto. Splunął w twarz bandycie. A gdy ten się zdezorientował, walnął go tarczą pod żebrami. Zbir stracił na chwilę oddech i zgiął się w pół. Wtedy to wiking przebił go mieczem, wbijając go w plecy przeciwnika. Po wyjęciu klingi z ciała zbir padł martwy.
Drugi zaatakował niemal od razu, tnąc po prawym skosie, od góry. Dla niego prawy, dla Torsteina lewy, bo lewe ramię wymierzone. Miecz spotkał się z tarczą, a szczęka bandyty z hełmem wikinga który rąbnął go w twarz. Wściekły zbir splunął krwią i ponowił atak, siecząc mieczem jak bezmózg. Jednak nie potrafił się przebić przez nordycką defensywę. W końcu wiking po którymś przyjętym ciosie zdzielił go głowicą rękojeści miecza. Poleciał ząb, a po chwili polała się krew. Torstein ciął od lewej do prawej, rozcinając sprawnie tchawicę zbira, który zdychał krztusząc się własną krwią.
0x bandyta
1x jaszczury bandyta
TheMo:
//Marduke:
- Kuondoka!
Niewyraźnie zamiauczał młody kunanin, który sięgał ci do kolan. Dźgnął cię patykiem w łydkę i uciekł dalej. Oczywiście z racji pancerza nic nie poczułeś.
Zaidaan:
Tak właśnie elitarne siły sprzątały wieże. No, właściwie to więcej bałaganu zrobiły, ale nie o to chodzi! Został ostatni jaszczur, który zajęty był walką z jednym z valfdeńskich rycerzy. Jaszczur to atakował, rycerz bronił się tarczą, w końcu wykorzystując bardziej kawałek stali od obrony, żołnierz postanowił odepchnąć przeciwnika, co udało się bez problemu, w dodatku jaszczur stracił równowagę. Widział już, jak powoli bitewny chaos powoli uciszał się, jeszcze Emerick zaczął stąpać w jego stronę z mieczem w dłoni. Jednak jaszczur nie chciał się poddawać, syknął wrogo na rycerza i zaszarżował, jednak bezskutecznie bowiem rycerz zasłonił się tarczą i twardo stał w miejscu. W końcu znikąd za plecami bandyty znalazł się hetman. Bez zbędnych ceregieli wbił miecz prosto w plecy, przebijając ciało na wylot i ukazując ostrze całe w gadzinej krwi. Zaraz jednym sprawnym kopnięciem, wydostał miecz z ciała, które jeszcze zasyczało pośmiertnie. - Przeszukać mi całą wieżę, tylko kuźwa ostrożnie! Nie mam zamiaru mieć kolejnego rannego! - wydarł się na swoich żołnierzy, którzy ledwo nabrali powietrza po walce. Zebrali się w dwójki i zaczęli wykonywać rozkaz, hetman podszedł do jednej dwójki. - Wy. Zabierzecie rannego biedaka do portu gdzie zajmą się nim lekarze. Będzie nas spowalniał, a ja nie chce żeby się wykrwawił, nie gdy ja jestem. Do roboty. Zaczekamy tutaj z kwadrans. - wydał kolejny rozkaz, a żołnierze chowając broń, poszli po rannego i zabierając go zniknęli z wieży. Skierowali się do portu. A sam Emerick nieco wyczerpany usiadł na jakimś krzesełku, czy czymś innym.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej