Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pomocna dłoń dla Zuesh
Nawaar:
Krasnolud wszedł do środka świątyni a raczej jej gruzów. Kapliczka Zartata była jedyną dość konkretną pozostałością po tym kompleksie świątynnym w sumie wyglądała na świeżą, bo drewno nie było zbyt uszkodzone. Mimo tego krasnolud pochylił się przy pomniku dziękując mu za dobrą podróż. Jednak po chwili wśród kamieni coś brodacz wyłapał i mimowolnie, przygotowywał się do potyczki! Dobywając dwóch naładowanych wcześniej pistoletów, jednakże wpierw ostrzegł towarzysza. - Marduke, obstawiaj moje tyły, bo coś się dzieje. Paladyn natychmiast wbiegł w ciężkiej zbroi za duże kamienie będąc gotowy na wszystko. W głowie zaś pomyślał, że pewnie jakiś gryzoń walczy lub inna mniej ważna istota.
Zaidaan:
Drzwi się wyłamały, elitarny oddział wszedł do środka, którego na czele stali Emerick i Torstein, weszli do tej właściwej wieży, a tam horda bandytów rzuciła się od razu do ataku. O kurwa.. Dużo ich. Ale przemyślenia Hetmana się skończyły gdy wystrzelił do jednego, przerośniętego, zielonego skurczybyka zwanego orkiem. Kusza wystrzeliła, a bełt pofrunął prosto do celu, wlatując pomiędzy oczy do mózgu robiąc w środku masakrę. Pocisk wyleciał drugą stroną, dziurawiąc orka na wylot, który sam zaraz padł na kolana, a później na swój brzydki ryj. ÂŻołnierze Valfden od razu z okrzykiem na ustach ruszyli do walki, zderzając się tarczami z puklerzami jaszczurów, a inni po prostu staranowali swoich przeciwników, wywalając ich na plecy. Właśnie tak postąpił jeden rycerz. Zaszarżował swoją tarczą na jednego ludzkiego bandytę, który zaraz wylądował na podłodze, a sekundę później skończył z poderżniętym gardłem. Zaczął się krztusić swoją własną krwią, żeby zaraz umrzeć tak właściwie. W międzyczasie Emerick zdążył już zmienić broń na swój miecz i ruszyć do przodu. Akurat wyszło, że jego przeciwnikiem okazał się normalny bandzior. Oponent postanowił ciąć od góry próbując trafić w łeb Emericka, jednak on umiał blokować i właśnie tą umiejętność wykorzystał i później odsuwając broń przeciwnika, zaatakował od dołu po skosie rozcinając brzuch bandyty, ujawniając swoje bebechy, a potem po klatce piersiowej. Dla niego były to za duże obrażenia, padł na ziemię trzymając się jeszcze w szoku za wylatujące flaki, a po chwili całkowicie umarł. Oczywiście gdy kusznicy weszli na końcu, bo wcześniej pilnowali swoich towarzyszy mieli utrudnione działanie i ciężko było im celować. Jednak jeden z nich dostrzegł jakiegoś jegomościa, człowieka z kuszą, nie z ich oddziału, ale też próbującym kogoś trafić. Kusznik od razu wymierzył w bandytę, wystrzeliwując bełt i trafiając wroga w czaszkę. Można było usłyszeć bezwładne, nieświadome "Bzdrg" z ust bandziora. A później z kuszą opuszczoną zaczął przyglądać się martwo walce, aż w końcu poleciał do tyłu padając na plecki i z dziurą w głowie i wypływającym mózgiem, zdechł.
Pozostało: 27 bełtów
0xOchroniarz
2xOrk Bandyta
4xBandyta
5xJaszczurzy wojownik
Torstein Lothbrok:
- Rasher wysyła zaproszenie, skurwysyny!- rzucił wiking.
Skorzystał z faktu, że miał naładowaną, naciągniętą kuszę i obrał na szybko cel. Czasu nie było dużo, ale Torstein nie był jakimś tak kusznikiem. Był dobrym kusznikiem. Padło tak, że jego celem stał się najlepiej uzbrojony i opancerzony przeciwnik. Jeden z orków. Lothbrok wystrzelił. Bełt pofrunął. Nie minęła nawet sekunda, a wróg ryknął. Bełt z łatwością pokonał ciało, miażdżąc żebra i zatapiając się w sercu. Jeden mniej. Wiking, nie mając co robić z kuszą, rzucił nią w jednego z wrogów. Bandyta, człowiek dostał po twarzy bronią i zachwiał się. Bękart dobył szybkim ruchem grabarza, który zaświszczał przeraźliwie dobierany z pochwy. To śmierć odzywała się. ÂŚmierć dzierżona przez bękarta. Druga ręka zdjęła stalowy puklerz z pleców. Wiking rzucił się na pierwszego przeciwnika. Losowo dobranego jaszczura.
Torsten wpierw zaatakował od boku, tak na próbę. Jaszczur zablokował z dość dużym trudem. Próbował zaatakować ogonem, oplatając go wokół kostki wikinga, pewnie by go przewrócić. Jednak wiking dojrzał to. Z całej siły nadepnął na ogon jaszczu, który syknął z bólu. A to był dopiero początek! Korzystając z rozkojarzenia, Torstein walnął opancerzoną głowę w pysk jaszczura, wybijając mu ząb, czy dwa, po czym z całej mocy jaką miał w prawicy sieknął w jego szyję. Krew bluzgnęła, zaś szyja była w połowie odcięta.
Wiking z rykiem bojowym, niczym berskerk którym był ruszył na innego przeciwnika. Był to ork.
Stoimy chwalebnie
Z Rasherem po naszej stronie
Jesteśmy zwycięscy!
Ork rąbnął swym toporzyskiem od góry. Wiking zasłonił swoją głowę tarczą, która idealnie obroniła go. Kopnął brzydką górę mięsa w brzuch i wykonał zamach mieczem. Ciął, od góry. Trafił ścianę, gdyż ork wykonał szybki zaatakował od prawego skosu swym toporem. Wiking zablokował mieczem i zdzielił wroga tarczą po twarzy, poprawił raz jeszcze i po zamachu zatopił klingę w ciele, w brzuchu a dokładniej w wątrobie orka. Szarpnął mieczem na prawo i wyjął broń, pozwalając flakom wyjść.
ÂŻadnego odwrotu
Litości
Zwycięstwo
Będzie nasze!
Czekał na dalszych wrogów.
0x ork bandyta
4x bandyta
4x jaszczurzy bandyta
Marduk Draven:
Gdy Kiellon wszedł do światyni, Draven wyjął jedną z zapałek z pudełka, przykląkł przy kapliczce, dokładniej świecy i odpalił zapałkę, po czym zapalił knot i zgasił chuchnięciem zapałkę, którą wyrzucił.
- Chwała Ci panie światła. Daj nam siły, zdolności i mądrości do walki za kunan, byśmy umiejętnie chronili ich od psubratów i przynieśli im światło wolności i Twego dobra.
Kiellon go zawołał. Marduke powstał z kolana i dobył szabli, dobiegł do miejsca, w którym przed chwilą był Kiellon.
- Co jest?
Zaidaan:
Bandyci zaczęli powoli, lecz skrupulatnie ginąć z valfdeńskich, królewskich (i bękarckich) ostrzy, posyłając wszystkie te szumowiny w ostatnią drogę do Rashera. Jednak walka dalej trwała, a do końca jeszcze kilka trupów, inaczej to oni zginą. Do Emericka podszedł kolejny bandyta, ten jakoś nie myślał specjalnie nad wybitnie wymyślnymi taktykami, a po prostu zszarżując z mieczem próbował wbić go w klatkę piersiową hetmana. Ale nic z tych rzeczy! Ciężko było nie zauważyć wrzeszczącego, biegnącego prosto w jego stronę bandyty. Bękart wykonał łatwy, acz szybki unik, odskakując w bok. Bandzior nie zdążył wyhamować, bo nie miał jak. Nie miał takiego refleksu, ale Emerick korzystając z tego, zaatakował swoją stalą po plecach przeciwnika, rozcinając je dosyć poważnie. Do tego dodał jeszcze kopa w zad, przez który bandyta stracił równowagę i ryjąc głową w podłodze, upadł upuszczając gdzieś broń. Hetman już chciał dokończyć dzieła, więc wbił ostrze w plecy oponenta. Bandyta zdążył jedynie unieść z bólu głowę i syknąc, zaraz później stracił władanie nad swoim ciałem i upadł martwy. Natomiast dusza szykowała się do spotkania z Rasherem. Jednak to jeszcze nie koniec walki! Na jednego z żołnierzy Valfden ruszyło dwóch jaszczurów, przyciskając go i nie dając swojemu wrogowi na żaden ruch z wyjątkiem trzymania tarczy, w którą gadziny atakowały bez przerwy. W końcu im się to znudziło, więc owijając swoje ogony wokół nóg człowieka, szarpnęły energicznie, wywracając Valfdeńczyka na ziemię. Jaszczury szykowały się do ostatniego, wspólnego ataku, można pomyśleć, że to koniec jednego z ludzi oddziału. Jednak cierpliwość kuszników się opłaciła, bowiem obalając żołnierza, gady odsłoniły się niebezpiecznie. Dzięki wspaniałej celności i refleksowi kuszników, jaszczury skończyły z bełtem w okolicach serca, to było ich ostatnia wspólna walka. Jaszczury jakby nie mające już władzy nad swoimi ciałami, zaczęły się powoli przechylać do tyłu, nabierając prędkości, aż w końcu z impetem upadły na ziemie. Uratowany żołnierz zaraz pozbierał się z ziemi i zabierając swoją broń ruszył dalej walczyć, żeby się zemścić na bandytach. A sam Emerick też już zdążył wyjąć broń z truchła i zaczął wzrokiem szukać nowego przeciwnika.
3xBandyta
2xJaszczurzy wojownik
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej