Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Pomocna dłoń dla Zuesh

<< < (53/109) > >>

Torstein Lothbrok:
Wiking schował miecz i odsapnął. Splunął. Wyjął butelkę rumu i odkorkował.
- Napijecie się, hetmanie?

Zaidaan:
- Niby nie powinienem teraz, ale jeden łyk nie zaszkodzi. - sięgnął ręką po rum i właściwie zamiast jednego łyku, łyków tych było trochę więcej, ale przecież nikt nie zauważył, są zajęci innymi sprawami! Podziękował kiwnięciem głowy i oddał butelkę. - Nic prawie z tego miasta nie pozostało. Wszystko na nowo.. - dodał i westchnął.

Nawaar:
Krasnolud spodziewał się ataku, ale ze strony bandytów! Jednak gdy wyłapał kamieniem w czoło to świat lekko zwolnił a jego oczach pojawiły się gwiazdki. Brodacz nawet zrobił kilka kroków w tył wtedy zaś, dopatrzył się małego kunania, który zachowywał się jak zwykły dachowiec! - Ty mały kurwiu! Wykrzyknął dotykając swoją dłonią czoło i choć brodacze mają twarde czachy to rozcięcie było, krew lekko się sączyła i guz miał się zaraz pojawić. Kiellon chwilę się ogarnął, schował broń i wyszedł ze świątyni, by dopaść gówniarza. - Ja pierdole! krasnolud się naraża, a tu przyjdzie taki i żuci kamieniem. Kanclerz widział jak, Marduke podchodzi do małego kota, ale ten coś miauknął po swojemu i zdzielił marszałka kijem, ale było słychać jedynie odgłos stali. Skoro pokojowe rozwiązania nie poskutkowały to Kiellon zamierzał zrobić tak. Wyobraził sobie jak jego postać, przenosi się za plecy dziecka. Ciało krasnoluda rozpadało się na atomy i zniknęło na chwilę razem z jego duchem, by pojawić się za plecami małego kota, który był zszokowany jakim cudem brodacz był tuż za nim, ale nie zdążył zareagować kiedy, paladyn położył mu na barkach swoje łapy, sprowadzając kota do parteru. Miłośnicy zwierząt mogli go oskarżyć o znęcanie się nad zwierzętami, ale towarzysze nie mogli sobie pozwolić, żeby jedyny świadek masakry mógł uciec, a nóż coś z niego wyciągną używając magii.

TheMo:
//Emerick i Torstein
Meble były porozrzucane po całym pomieszczeniu, by było więcej miejsca do walki. Przy samej potyczce też zrobił się ładny burdel. Strażnicy zaczęli wykonywać rozkazy. Ranny został zabrany przez swoich towarzyszy. Po chwili do hetmana zgłosił się jeden z rycerzy.
- Znaleźliśmy drzwi do lochu. Solidne, żelazne i zamknięte. Ciężko będzie je wyważyć bez taranu.
//Kiellon i Marduke
Kotek został przyparty do ziemi. Zaczął wściekle prychać i szamotać się pod uściskiem krasnoluda. Swoimi niewielkimi pazurami zdołał jednak lekko zadrapać ci dłonie.

Nawaar:
Krasnoludowi udało się złapać malucha, ale ten walczył dzielnie, co skutkowało podrapaniem brodacza. Mały  zapchlony, sierściuch przypominał teraz naprawdę zwykłego dachowca, ale go to bardzo rozbawiło, że do tego stopnia przypominają swoich czteronożnych braci. - Spokojnie mały przybyliśmy pomóc takim jak ty. Starał się uspokoić kunana, ale pewnie nie rozumiał jeszcze tyle słów, jednakże nie przestawał dalej lekko popuszczając swoje dłonie. - Szukamy takich jak, Ty tylko większych. Gdzie masz matkę i ojca? Zapytał w sumie retorycznie, lecz może mały pojmie słowa krasnoluda, jeśli nie to mają mały futrzany problem!- Marduke co z nim zrobimy? Zabieramy na galeon, żeby ktoś nim się zajął? Front nie jest dla żadnych dzieci nawet dla tych małych kunan. Dał podjąć decyzję, marszałkowi, bo paladyn jemu podlegał i nic niestety nie mógł zrobić na własną rękę, oby jednak szczyl zrozumiał dla dobra sprawy.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej