Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Pomocna dłoń dla Zuesh

<< < (6/109) > >>

Marduk Draven:
Marduke uśmiechnął się wdzięcznie, tylko by za chwilę spochmurnieć, zmarkotnieć i posmutnieć widocznie na swej twarzy. Chmury jakby zakryły jego twarz, niby cień od kaptura. Przez chwilę nic nie mówił.
- Eve...- zaczął cicho, dosyć nie śmiało.- przecież to nie Twoja wina. Byłaś pod panowaniem demonów. Tak jak ja wcześniej.- rzekł po chwili. Nadal pamiętał tylko moment opętania przez Pazuzu, oraz moment, gdy Dragosani wyzwolił go spod jej wpływu.- Miałem szczęście, że Drago wtedy uwolnił mnie. Ty zaś pecha.- kontynuował.- Pecha, ponieważ Twój przypadek był trochę innych. Ja Ci tego nigdy nie miałem za złe. Jedynie ciemny lud miał.- dodał.- Jesteś aniołem, przywódczynią, kanclerzową Bractwa - najsilniejszej organizacji militarnej na wyspie.- kontynuował.- Masz dar od samego Zartata, jesteś jego bezpośrednim sługą, podlegasz tylko jemu, no może jeszcze Królowi, ale przede wszystkim naszemu Panu. Zastępujesz Funerisa jak nikt inny by nie potrafił.- nie przestawał.- Każdy mądry już Ci na pewno zapomniał to co się stało, wziąwszy pod uwagę, że jak już mówiłem, byłaś pod panowaniem demonów.- uśmiechnął się i niespodziewanie, delikatnie objął anielicę ramieniem, uważając na jej skrzydła. Nie było to nic wielkiego. Jedynie przyjacielskie pocieszenie, jego gest.

Zaidaan:
Gdy tak reszta się zbierała jeszcze na statek, to w międzyczasie Emerick rozglądał się po pokładzie. Gdzieś tam zobaczył samotną puszką, podobno to krasnolud. Wygląda na to, że krasnoludy uwielbiają się dozbroić na kształt konserwy z wieloma muszkietami  i tarczami. Postanowił podejść do plującego do morza brodacza, zastanawiając się jak on będzie się poruszał po gorącej wyspie. Fakt, skóra wilka też nie jest najlepszym rozwiązaniem, lecz gdy będzie słonecznie przez całą wyprawę, to po powrocie z krasnoluda z zbroi płytowej zostanie tylko usmażony karzeł. - O ile coś z tych kotów zostało, o ile nie zostali wybici przez bandytów co się tam zasiedlili. Ostatnio miałem do czynienia z przemytnikami z Zuesh. Teraz nawet handlują futrem z tych kunanów.. - Rzekł podchodząc do odwróconego krasnoluda i sam też przyłączył się do obserwowania horyzontu. Przy okazji wyciągnął rękę ku niemu. - Nie przywitałem się z Tobą należycie. Wybacz mi mój brak manier w tamtej sytuacji. - I przeprosił brodacza. Tak, przeprosił!

Aziz:
Aziz uważnie przyjżał się dowódcy, zapamiętując jego twarz. Skinął na znak że rozumie i wdrapał się po trapie na pokład, zajmując miejsce tak by nie przeszkadzać załodze.

Evening Antarii:
-Może i byłam, ale najbardziej boli to, że nie miałam wyjścia, choć nie musiałam ulec. Gdyby ktoś przybył mi z odsieczą, wytrwałabym. Ale wiedziałam, że opętało całą załogę i przez pewien czas nikt się na Torgon nie zapuści. A ja nie mogłam cierpieć tak dalej, bezsensownie, wiedząc, że wyspę opanowują demony. Wolałam upaść, a później szukać ratunku...- wyjaśniła. Jej słowa budziły w niej niechęć do samej siebie. Powinna wytrwać, powinna być nadzieją... -Mimo wszystko dobrze wiedzieć, że zostało mi to w pewien sposób "wybaczone"- dodała jeszcze. Zupełnie się nie spodziewała gestu Marduke'a, dlatego też nie mogła zbytnio protestować. Przyjęła jego gest, zaraz potem jednak odsunęła się na pół kroku i zmieszana rozejrzała po pokładzie. Wróciła jednak wzrokiem do rozmówcy.
-I jak? Pożyczone grzywny już wydane?

Marduk Draven:
Evening szybko zmieniła temat, jak i dystans między nimi. Draven mógł się tego wszak spodziewać. I nie miał nic przeciw temu. Gest to gest. Krótki i ulotny. Draven zmieszał się jednak tym, że tak drastycznie odstąpiła od niego, tak dziwnie rozejrzała się i zmieniła temat na tak... przyziemny?
- Tak.- odrzekł po chwili.- Pozostaje czekać, aż Silion skończy zamówienie.- rozwinął swą wypowiedź.- To dobry rzemieślnik. Ja zaś nie mogę się doczekać tych zbroi.- w jego głosie była nuta podniecenia, jak to mężczyzna, lubił męskie zabawki.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej