Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Pomocna dłoń dla Zuesh

<< < (35/109) > >>

Zaidaan:
Walka dalej trwała w najlepsze, piraci ginęli jeden z drugim już chyba było wiadome, kto wygra tą małą potyczkę pod pokładem. Mimo to, że bandytów było coraz mniej, to jednak było wystarczająco ciasno, w dodatku ni stąd ni zowąd do walki dołączyła też anielica. Wtedy dopiero się zrobiła ciasnota, ledwo się poruszała w tak ciasnym pomieszczeniu i jeszcze szturchała tymi swoimi wielkimi skrzydłami innych żołnierzy, przeszkadzając im w walc. Po co ona tu schodziła?
Przeleciało szybko przez myśl Emericka, mimo to Evening dawała sobie radę, podrzynając jednemu za drugim gardła, ale chyba za bardzo się w to wkręciła, albo straciła już te umiejętności, które posiadała wcześniej i zapomniała się. Bowiem po chwili rozległ się mały huk, który ledwo przedarł się przez ten cały hałas walki, w dodatku w jednym miejscu przy ścianie zrobiło się jaśniej, jakby to stamtąd to wszystko się stało. W mgnieniu oka, Eve dostała kulą z pistoletu w ramię, ale dla niej to nic poważnego, przecież jest anielicą, która sama się regeneruje, trzeba tylko się tej kuli pozbyć z ramienia. A więc teraz w końcu Emerick dostrzegł swój cel, którego tak bacznie wypatrywał, będąc cały czas w defensywie i blokując ataki oponentów. Postanowił się przedrzeć pomiędzy tymi ostrzami i dostać się do kapitana, którego tak bardzo chce dorwać w tej chwili. Właśnie w tej chwili jeden z piratów postanowił zaatakować Emericka, tnąc mieczem od góry, jednak Hetman nie miał teraz czasu na zabawy, chciał jak najszybciej dotrzeć do kapitana nim ten załaduje ponownie pistolet. Tak więc osłonił się z łatwością przed tym atakiem, a następnie odepchnął go, rzucając go gdzieś na jakąś tarczę jednego z rycerzy Bractwa, pewnie trochę bolało to lądowanie na stali. Bękart jednak teraz się tym nie interesował, bowiem miał ważniejsze sprawy na głowie. Zaczął biec w kierunku kapitana, który miał już na tyle czasu że mógł załadować swoją broń, niestety nie zdążył już dobiec, ale nie znalazł jeszcze celu do którego by strzelał. Oczywiście piraci, którzy stali na drodze Emericka nie ustępowali od niego i próbowali zablokować drogę, żeby nie mógł się dostać do ich kapitana, zabójstwa takiej osoby mogłoby uderzyć mocno na morale piratów, ale o tym się przekona dopiero później, jak zrobi to co chce. Blokował każdy cios swoim mieczem, powoli i efektywnie do przodu, kolejny pirat zaatakował, ale tym razem dwoma sztyletami. Emerick cofnął się do tyłu aby uniknąć tej szarży w jego bok, bandyta morski ledwo wyhamował, ale hetman zdążył kopnąć go w brzuch, łamiąc jego obronę, a sam zgiął się w pół, kopnął ponownie, a pirat wylądował na deskach obolały. Odległość między żądnym krwi kapitana, Emerickiem a żądnym pieniędzy, kapitanem tych piratów była coraz to mniejsza, w końcu kapitan zauważył że chyba ktoś w jego kierunku zmierza, jakiś jeden z piratów też to dostrzegł, który stał przed kapitanem. Dowódca tej całej łajby zaczął szykować się do wystrzału w kierunku hetmana, jego marynarz też nie próżnował i ruszył do ataku, jednak była tego dobra strona, marynarz utrudniał trafienie Emericka przez co musi dłużej szukać odpowiedniego momentu. Wtedy do pirat zaszarżował z uniesionym mieczem ku górze i z okrzykiem bojowym na ustach, który ma dodać mu odwagi. Spróbował ciąć od góry, po łbie swojego wroga, hetman jednak znowu obronił się przed tym atakiem i wyprowadził kontratak, który jednak się nie powiódł. Pirat też potrafił jako tako walczyć i obronił się przed tym, a za jego plecami dalej próbował mierzyć jego kapitan, znał możliwości swojej broni i wiedział, że czasami potrafi kula polecieć trochę nie tam gdzie chciał, a nie chciał zabijać własnego żołnierza. W międzyczasie jego członek załogi postanowił wyprowadzić kolejny atak mieczem, tym razem tnąc od boku, po żebrach. Emerick jednak zdążył zareagować i uderzył z takim impetem w ten miecz przeciwnika, że aż został mu on wytrącony, nim zdążył zareagować oberwał pięścią, w której hetman trzyma swoją broń. Oszołomiony bandyta cofnął się dwa kroki do tyłu, dając w końcu możliwość wystrzału dla swojego kapitana, ale jednak aby uniknąć tej samej sytuacji lub gorszej, którą doświadczyła Eve, a w dodatku on nie posiadał tej magicznej mocy regeneracji! Zatem postanowił doskoczyć do oszołomionego pirata, szybkim chwytem za gardło zasłonił się nim wystarczająco, żeby być osłoniętym przed ostrzałem wroga. Kapitan już był przekonany trafieniem, że już położył palec na spuście i jedynie dopatrywał się ostatnich przeszkód, jednak nie wiedział co on chciał zrobić, więc gdy zorientował się że jego cel schował się za jego piratem, było już za późno aby cofnąć wystrzał. A więc rozległ się kolejny huk i rozbłysk, a kula z pistoletu poleciała prosto w kierunku pirata, którym był zasłonięty Emerick, a kapitan w pośpiechu próbował załadować kolejną kulę zanim dotrze do niego wróg. Pocisk trafił prosto w klatkę piersiową żywej tarczy, pozbawiając jej życia i zmieniając jej miano na martwą tarczę. Hetman wiedząc już, że jego tarcza wykonała swoją robotę, a kapitan zajął się ładowaniem kolejnej kuli, więc nie marnować czasu zaczął biec w jego kierunku. Szef fregaty widząc, że już nie jest w stanie załadować swojej broni, postanowił ją odrzucić i wyciągnąć miecz. Jednak gdy już sięgał po rękojeść swojego miecza, Emerick był już wystarczająco blisko. Hetman wymierzył szybkie cięcie w dłoń przeciwnika, aby odrzucić go od pomysłu łapania za broń. Ostrze przeleciało po dłoni kapitana robiąc na niej po całej długości krwawiącą ranę. Kapitan syknął niczym wąż po otrzymaniu ciosu i zabrał rękę od rękojeści, natomiast drugą, zdrową ręką sięgnął po sztylet. Obrócił nim tak, że trzymał ten sztylet poziomo ostrzem. Oboje wojowników czekała na kolejny pierwszy ruch, więc stała ciągle w tej samej odległości, jedynie szli w bok tworząc między sobą tak jakby koło. W końcu kapitan zdecydował się na atak i twardym krokiem ruszył do ofensywy, tak więc postawił jedną nogę przed sobą, a ręką postanowił dosięgnąć brzucha Emericka tnąc przed sobą. Hetman szykował się na ten atak więc szybko wykonał odpowiedni unik do tyłu i zwinnym krokiem znalazł się z boku kapitana. Ten dalej stał w tej odsłoniętej pozycji, dając swoje plecy za doskonały cel. Bękart nie chciał zmarnować tej okazji więc szybko ciął mieczem po plecach kapitana robiąc na nich paskudną ranę, z której zaraz zaczęła się lać jak magma z wulkanu krew. Kapitan krzyknął z bólu i powrócił do normalnej postawy jak Zarat przykazał, ale jednak nieco pochylonej, gotowej na atak. Tym razem postanowił za bardzo się tak nie wystawiać i ruszył normalnie obiema nogami krok do przodu i zaczął ciąć powietrze pionowo, próbując trafić w głowę swojego wroga. Emerick ledwo co to uniknął, można powiedzieć uniknął ostrze o centymetr, szybko jednak zaraz przykucnął i wystawiając nogę przed siebie, wykonał szybki piruet zwalając swojego przeciwnika z nóg. Kapitan upadł na plecy, w dodatku na swoją ranę do spotęgowało ból, jednak dalej nie tracąc nadziei spróbował rzucić sztyletem w Emericka, jednak też na marne, bo z pozycji leżącej jest to utrudnione, a w dodatku rany przeszkadzały mu w poprawnym wycelowaniu, wszak potrafił strzelać z pistoletu, a nie rzucać sztyletami. Tak więc ostrze sztyletu minęło Hetmana dość w bezpiecznej odległości, ale dla bezpieczeństwa i tak odruchowo przeskoczył w bok, nie dając okazji kapitanowi na wyciągnięcie miecza z pochwy, szybkim pchnięciem zatopił swój miecz w klatce piersiowej swojego wroga. Kapitan uniósł jeszcze na chwilę głowę, jednak było już za późno na przetrwanie i wyzionął od razu swojego ducha.
Jednak to nie był jeszcze koniec walki, piraci dalej walczyli i nie zauważyli gdy ich kapitan umiera, więc trzeba było jeszcze zająć się resztą bandytów.

6xpirat
0xkapitan piratów

Nawaar:
Krasnolud podziwiał jak dzielni mężowie walczyli zaciekle z piratami, ale wtedy pojawiła się anielica! Eve ze swoimi wielkimi skrzydłami w ciasnym pomieszczeniu, musiała mieć ciężką przeprawę, żeby tutaj walczyć, jednak radziła sobie nader dobrze choć musnęła brodacza swymi anielskimi skrzydłami. Dotyk ten był jedną z najmilszych chwil całego tego rejsu! Ale zawsze coś musi pójść nie tak, bo w swym szale pozbawiania życia piratów, Evening, "poleciała" za daleko i oberwała do kapitana piratów! Skurczysyn miał odwagę podnosić rękę na niemal doskonałą istotę! - Panienko! Warknął krasnolud. Kiellon nie wytrzymał i przebił się do przodu, przez innych rycerzy, żeby osłaniać swego dowódcę, która jest narażona na kolejne ataki z racji nie noszenia pancerza.
    - My się nimi zajmiemy. Powiedział stojąc tuż obok anioła, a teraz zasłaniał ją własną piersią! Brodacz mając młotek oraz tarczę, odpierał atak jednego z piratów, którzy nacierali na ich pozycję. Paladyn zablokował cios miecza swoją tarczą, trzymając człowieka w zwarciu i lekkim impasie, ale ten pirat nie był głupi i starał się dosięgnąć swojego sztyletu, na co krasnolud nie pozwolił, tylko opuścił młot i zbroił zamach na jego lewe kolano. Trzask kości, lament i krzyk ze strony wilka morskiego, a potem szybkie dobicie go nim reszta dobiegnie do nich. Kiellon wykończył człowieka szybko, uderzając obuchem w głowę, bo miał to być jego koniec, więc czaszka pękła, ale tej masakry nikt nie dostrzegł w tej zawierusze, ale jednego zbira mniej! Brodacz wrócił szybko na swoją pozycję, by nadal bronić swojej szefowej.
    Następnie na brodacza nacierało jeszcze dwóch, ale miał tutaj pomysł, żeby nie męczyć się w  tym pomieszczeniu z dwoma piratami. Dlatego zaskoczył jednego z nich i opuścił młotek, by na chwilę użyć telekinezy! Brodacz wykorzystywał wszystkie możliwości jakie otrzymał i szarpnął lewą nogą mężczyzny, który wyłożył się jak długi, upadł na ryj, uderzając o deski ładowni, tracąc swoje bronie oraz kilka zębów i przytomność takie było mocne to uderzenie! Krasnolud miał spokój z jednym, ale drugi już na niego nacierał i przyjął cios z góry na dół za pomocą swej tarczy. Kanclerz miał pełne ręce roboty, by wyjść stąd bez szwanku. Brodacz natychmiast sięgnął po młotek i w ostatniej chwili, zbił ostrze sztyletu głownią swej broni ostrze pirata zostało uszkodzone, ale nadal nadawało się do walki, tylko że paladyn pchnął swą bronią w brzuch człowieka, odsuwając go nieznacznie do tyłu, ale ten złapał się za brzuch widocznie, zadany cios był mocniejszy niż przypuszczał kanclerz. Mimo to doskoczył jeszcze do niego i zadał cios z dołu do góry w podbródek. Człowiek upadł na plecy również tracąc kilka zębów i mając złamaną żuchwę, lecz to nie koniec jego żywota, bo brodacz zrobił jeszcze dwa kroki i pizdnął młotem w czoło kończąc jego żywot na amen! Krasnolud ponownie cofnął się do tyłu, odłożył młot i pobrał magiczną energię, połączoną z pozytywnymi emocjami wytworzył pocisk esencji, mówiąc znaną inkantację. - Izeshar! Kula energii pojawiła się w dłoniach i rzucona za pomocą telekinezy trafiła w nieświadomego niczego pirata, który został kilka chwil wcześniej wywrócony za pomocą telekinezy. Pocisk wykończył go trafiając w kręgosłup i wypalając go razem z wnętrznościami! Smród był ogromy, ale konieczny, bo tak należy z nimi postępować. W międzyczasie spojrzał na walkę Emericka z kapitanem piratów, który również skonał i dobrze, ale jeszcze pozostało kilku do ubicia, jednakże Marduke powinien sobie poradzić. - Marduke są twoi!     
Krzyknął osłaniając nadal anielicę.

3xpirat

Evening Antarii:
Zbyt długa przerwa od walk mocno jej zaszkodziła. Eve zapomniała o fundamentalnych zasadach. Być może to i przez pychę... Odkąd jest aniołem zdawało jej się, że jest w stanie zrobić wszystko, zabić każdego, a potencjalnych ran nie musi się obawiać. Postrzelenie jednak zabolało, kilka razy mocniej niż mogła się tego spodziewać. Gwałtowny skurcz przepłynął przez jej rękę tak, że wypuściła broń. Postrzał był jak silne kinetyczne uderzenie jakimś tępym narzędziem. Nic więcej. Zwykłe ciepło i jakby ucisk, ale im bardziej uświadamiała sobie co się stało, gdy połączyła huk i rozbłysk, to doszło do niej, że zwyczajnie oberwała. Sięgnęła ręką do swojego ramienia tuż nad skrzydłem. Na czubkach palców pozostała jej krew. Antarii chwiejnym krokiem podeszła do ściany i osunęła się na ziemię. Zsunęła z ramienia materiał koszuli i płaszcza, z którego i tak zostały strzępy. Wtedy coś ktoś do niej mówił, ale ona zdawało się, jakby w ogóle tego nie słyszała. Tępy ból docierał do mózgu w postaci nieznośnych fal. Adrenalina, która wcześniej hamowała uczucie bólu, teraz ustępowała, a anielica zaczynała rozumieć, że to swoją krew ma na palcach, a w jej ciele tkwi kawałek metalu, który chwilę wcześniej uderzył w nią z niezwykłą szybkością.
Zapewne gdyby nie jej krasnoludzki towarzysz, Eve musiałaby zebrać się w sobie i użyć jakiegoś silnego zaklęcia. Nie miała jednak na to najmniejszej ochoty. Podkuliła nogi i z wielkimi oczami, jak przez mgłę, obserwowała to, co działo się w małym pomieszczeniu pod pokładem. Widziała, jak Emerick przedziera się przez walczących i zabija tego, który śmiał ją postrzelić. Jednak to zdawało się dziać jakby poza tym momentem...

Marduk Draven:
Pomimo hałasu towarzyszącemu walce, nie dało się nie usłyszeć huku. Kątem oka widział, że Evening dostała. Wiedział też, że jej cudowne moce pozwolą się zregenerować. Widział też Kiellona. No i Hetmana, który zaatakował już kapitana. Zostało trzech bandytów. Wszyscy dla niego. Właśnie teraz, gdy buzowała w nim wściekłość za atak na przyjaciółkę.
Zaatakował go pierwszy, tnąc zamaszyście od prawego skosu. Draven przyjął cios na szablę. Klingi ze zgrzytem się skrzyżowały, zaś paladyn mający obecnie gdzieś honorową walkę, znienacka uderzył sztylet w kolano zbira, zatapiając je po rękojeść. Chrupnęło a zbir zawył z bólu. Dostał opancerzoną głową Dravena i padł na ziemię, na której to rycerz poderżnął mu gardło szybkim ruchem. Zostało dwóch. Atakowali w konfiguracji jeden jego, drugi Kiellona.
Nie było miejsca na finezję. Telekinezą pchnął tego, który atakował przyjaciół. Pirat zaliczył bolesną glebę. Drugi był za blisko. Ciął od góry. Przeciął tylko powietrze, Marduke wykonał zgrabny i kopnął zbira w zad, tak że stracił on równowagę. Paladyn wykorzystał to i w momencie gdy morski bandyta odwrócił się do niego, zaszarżował, wbijając szablę w jego brzuch. Upadli. Pirat był pod rycerzem, krztusząc się krwią. Marszałek wstał, wyszarpał broń i oburącz wbił ją raz jeszcze w ciało przeciwnika, w szyję. Krew sączyła się litrami...
Ostatni zdążył wstać i podnieść miecz, który przy upadku upadł. Oglądnął się, lecz nic więcej nie zdążył zrobić. Złapał się za szyję i podniósł z ziemie na metr. Draven, z szablą w dłoni kroczył ku niemu, pchając lekko unieruchomionego pirata wprzód z każdym swoim krokiem, do momentu, gdy telekinetyczną siłą przytwierdził go do ściany i dalej dusił. Nie miał zamiaru puszczać, dopóki gnida nie straci tchu i nie zdechnie.
- Eve, wszystko w porządku?- spytał nie puszczając pirata.- Eve?

1x pirat, który jest duszony

Zaidaan:
Emerick dość zajęty walką z kapitanem nie orientował co się działo z resztą, dopiero gdy wbił mu ostrze prosto w serce, zorientował się, że już reszta piratów została wybita i nawet nie zdążyła się poddać, no z wyjątkiem jednego, który jest podduszany, ale jego czas też niedługo nadejdzie. Nieco zmęczony tą walką odsapnął chwilę opierając się o miecz wbity w truchło kapitana, gdy już nabrał trochę sił, wyciągnął swoją broń pomagając sobie nogą i rozejrzał się po pobojowisku. Złapał w pierwszej kolejności za pistolet byłego kapitana, a później przykucnął przy nim przeszukując go, czy nie ma przy sobie jakiś pism, map, czy po prostu pieniędzy.

//Co znalazłem przy ciele?

//Zabieram:

Nazwa broni: pistolet pirata
Rodzaj: pistolet skałkowy
Obuch: 15 + obuch materiału pocisku
Opis: Wykonany z 0,57kg stali Valfdeńskiej i 0,37kg drewna o zasięgu do 50 metrów.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej