Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Pomocna dłoń dla Zuesh

<< < (34/109) > >>

Zaidaan:
I tak zeszli jak Emerick proponował, nareszcie ktoś się go słucha! I tak zeszli, ale że było ciemno, widoczność była dość kiepska, po prostu ciemno jak u maurena w czterech literach. Wydawałoby się że jest pusto, ale wcześniejszy wystrzał i ryk, który nacierał na żołnierzy mówił co innego. Już się można domyślić, że kolejna fala piratów ruszyła walczyć z królewską załogą. Pierwsze uderzenie przyjęli rycerze na swoje tarcze, co zatrzymało szarżę wroga, ale oni nie przestawali nacierać do przodu. Rycerze jednak też nie pozostawali bierni i wyprowadzali swoje ataki, natomiast reszta będąca z tyłu mogła tylko patrzeć. Jeden z wojowników przed Emerickiem zaatakował swoim młotem, miażdżąc łeb wroga, nic z tego nie pozostało. A Emerick wykorzystując tą sytuację ruszył naprzód, przedarł się pomiędzy dwoma żołnierzami i znalazł się na pierwszej linii. Nie tracąc rozpędu zaatakował jakiegoś pirata uderzając go pięścią w nos, bandyta zaraz się złamał za złamany i krwawiący nos, a Hetman wykorzystując tą kolej rzeczy, zaatakował tnąc mieczem po plecach wroga. Cios był na tyle mocny, że nie tylko rozciął mu plecy, ale także go obalił. Emerick chcąc mieć pewność o zgonie wroga, wbił mu ostrze przez plecy w sercę, po chwili wyciągnął miecz pomagając sobie nogą. Zaczął się rozglądać za kapitanem tej łajby, w końcu gdzieś tu musi być.

1xkapitan piratów
14xpirat

Marduk Draven:
Marduke przeczekał chwilę, bezpieczny za tarczami sojuszników. Chciał by oczy przyzwyczaiły mu się do mroku. A gdy to już się stało, także ruszył do walki. Jego szabla łaknęła krwi i śmierci, tak jak on sam. Zaatakował go jeden pirat, przynajmniej na razie. Ciął zamaszyście od góry, na co Draven odparł blokiem. Morski bandyta spróbował raz jeszcze, tnąc w bok rycerza i znowu ramię, ale przeciwnik za każdym razem blokował. Przynajmniej do czasu, aż paladyn uznał że nadeszła pora na jego ofensywę. Cztery ruchy. Cięcie pierwsze w głowę - zablokowane przez pirata. Kopniak kolanem w brzuch. Zbir zgiął się. Cięcie drugie - wymierzone w nadgarstek zbira, który po chwili trzymał krwawiący kikut swej dłoni. No i cięcie czwarte, które rozpłatało gardziel morskiego zbira, który padł na ziemię w potoku krwi.
Marduke wyhaczył drugiego bandytę i zaatakował z pół piruetu w żebra, co pirat zablokował. Draven odpowiedział kolejnym obrotem cięciem w drugi bok, także zablokowane. Tym razem jednak, paladyn walnął łokciem pirata, a ten pod wpływem ciosu aż się obrócił i splunął krwią. Rycerzowi nie zostało nic innego jak dokończyć walkę, dostępując do pirata i przebijając go na wylot ÂŻniwiarzem. Wyciągnął broń z trupa, który to z kolei osunął się na ziemię.
Zaatakował go trzeci, z furią, jak gdyby Marduke zabił mu przyjaciela. I to paladyn rozumiał, choć i tak musiał zabić i tą gnidę. Zablokował cios wymierzony w jego żebra, a następnie ten który spadał na jego głowę. Pirat zdzielił go kopniakiem, który lekko zachwiał paladynem dzięki zbroi. Morski zbir zaatakował ze zdwojoną furią, siecząc i rąbiąc od skosów, od boków i góry, chcąc za wszelką cenę dosięgnąć podwójnego marszałka, który zwyczajnie miał zbyt dobrą defensywę. Jednak furia dawała siłę i udało się piratowi przyprzeć do ściany rycerza a tam skrzyżować klingi i dobyć wolną ręką sztyletu, którym zamachnął się do dźgnięcia paladyna.  Jednak ten miał as w rękawie, którego nie miał pirat. Dotknął wolną ręką torsu mężczyzny który chciał go zabić, skupił energię i wyzwolił ją w formie telekinetycznego pchnięcia, które odrzuciło mężczyznę na blisko dwa metry. To wywołało zaskoczenie. Draven zaszarżował, w wolną rękę biorąc sztylet. Odbił pchnięcie pirata i dźgnął go szablą w brzuch. To jednak nie spowodowało śmierci. Draven zatopił sztylet po samą rękojeść w gardzieli zbira, a krew prysnęła na jego zbroję. Rycerzy wyjął sztylet z umierającego pirata i pozwolił mu osunąć się na ziemię. Rozglądał się, także szukał kapitana.

11x pirat

Nawaar:
Kiellon nawet jako dziecię gór musiał, przyzwyczaić się do mroku. Trwało to chwilę, ale skoro był tutaj najmniejszy a rycerze z tarczami stali z przodu i, nijak nie mógł się przebić do przodu i walczyć w zwarciu. Dla niego był to za duży tłok, lecz krasnolud wpadł na pomysł jak nieco oświetlić ładownie, lecz najpierw odłożył on tarczę.
    Paladyn wybrał najprzyjemniejsze wspomnienia z ostatnich lat, a po chwili pobrał moc magiczną i wypowiedział inkantacje pocisku esencji. - Izeshar! Brodacz warknął a w jego dłoniach pojawił się pocisk bladej energii, który chociaż rozświetlił twarze wojowników, ale nie do tego służyła ta moc, ale lot kuli nad głowami rycerzy i przyjaciół, powinien pomóc im zlokalizować kapitana! Kiellon działając telekinezą, puścił pocisk na wysokości desek głównego pokładu, a po chwili spuścił go na dół, żeby pozbawić życia kolejnego człeka, który chciał zawalczyć z rycerzem, ale wilk morski nie zdążył zamachnąć się mieczem jak pocisk magiczny, przeszył mu głowę doszczętnie, robiąc z niej popiół. Martwe ciało padło na deski pokładu. Krasnolud poczuł ulgę, że tak mógł pomóc towarzyszą.
    Jednakże nie spoczywał na laurach i postanowił ponownie użyć zaklęcia, bo mu to wychodziło jak na rasę bez tego magicznego potencjału. Widocznie nie należało nie doceniać tego zacnego ludu spod gór! Kiellon będąc w transie znów pobrał resztki mocy magicznej i wypowiedział znaną już inkantację pocisku esencji. - Izeshar! W dłoni krasnoluda ponownie pojawiła się pocisk zdolny, pozbawić życia kolejnego pirata. Kiellon ponownie posłał pocisk do góry, żeby oświetlić ponownie wnętrze ładowni, żeby ponownie oświetlić twarze oraz zlokalizować potencjalne cele dla wojowników. Paladyn jednak posłał pocisk ponownie w dół, wykańczając kolejnego pirata, którego trafił w sam środek torsu. Energia, którą obdarował krasnoluda sam Zartat, zrobiła dziurę w ciele człowieka a mocą z jaką się spotkało ciało, spowodowało spalenie płuc i śmierć wodnego zbira na miejscu, który po tym wszystkim padł na ryj.
Kiellon stojąc z tyłu czekał aż energia w jego ciele ponownie się naładuje, ale on sam nieco przetrzebił wrogi oddział, ale tym razem dobył młota i czekał dalej na dobrą okazję do ruszenia w bój, stojąc w ramię ze swoimi towarzyszami! Oby tym, którzy szukali kapitana tej jednostki się udało!   

1xkapitan piratów
9xpirat

Evening Antarii:
Gdy wszyscy schodzili pod pokład, Eve trzymała się z tyłu. Schowała miecz a wyjęła sztylet. W ciasnym pomieszczeniu chciała zadawać piratom ciosy szybsze i zaskakujące.
Pod pokładem wszyscy zajęli się walką. Tak samo i ona nie próżnowała. Wpierw o mały włos dostałaby mieczem w żebra. Miała jednak oczy dookoła głowy i zgrabny unik pozwolił jej pozostać bez krwawiącej rany i rozdartej szaty. Wyprowadziła więc kontratak, a był on szybki i kompletnie nie do przewidzenia. Eve zwyczajnie wymierzyła ostrze sztyletu w grdykę pirata gdy ten niezdarnie próbował lepiej pochwycić swój oręż. To wszystko zajęło mu za dużo czasu. Na tyle dużo, by Antarii mogła odpowiedzieć morderczym ciosem. Pirat z przebitą tchawicą i uszkodzonym kręgosłupem zakasłał kilka razy, splunął krwią, i to było ostatnie co uczynił w swym nędznym życiu. Padł na podłogę obok innych trupów.
Anielicy trudno było się poruszać w ciasnych pomieszczeniach. Skrzydła utrudniały nieco sprawę, ale tragedii nie było. Walcząc z tak słabymi przeciwnikami, pomimo trudności, walka szła jej nad wyraz dobrze.
Kolejny pirat chciał ją zajść od tyłu. Kobieta dostrzegła to kątem oka, chwyciła przeciwnika za nadgarstek i wykręciła mu dłoń. Pirat upuścił miecz, a wtedy sztylet anielicy wylądował gładko w jego brzuchu. Aż chlupnęło, gdy ostrze przecinało najpierw skórę, potem błony, a na końcu dziurawiło wnętrzności. Eve chyba nazbyt gwałtownie wyrwała swoją broń z ciała przeciwnika. Przy tym ruchu wyrwała mu jeszcze trochę ciała, które wraz z szatą, zwisało takimi samymi strzępami.
Nagle usłyszała za sobą wrzask pirata, który wyraźnie chciał pomścić "przyjaciela". I jego czekała niebawem śmierć. Eve odwróciła się pospiesznie w jego stronę i spotkała się z niezwykłą zaciekłością przeciwnika. Ciął, rąbał i wymachiwał mieczem na wszystkie strony. Jednak jedyne co mógł przeciąć to powietrze. Był tak niecelny i chaotyczny, że aż prosiło się, aby wykorzystać jego niezdarność. Mimo wszystko taki chaos okazał się być niebezpiecznym. Anielica poczuła draśnięcie na dłoni w której trzymała sztylet, a później zobaczyła stróżkę krwi. Ranka jednak zrosła się niemal w tej samej chwili co się pojawiła, ale Eve zdenerwowało to miłosiernie. Szybko skoncentrowała się i skupiła myśli. To pozwoliło jej przenieść swoje ciało za plecy przeciwnika, który nie do końca zrozumiał, co się stało. I nawet nie miał na to czasu, gdyż Eve gdy dopadła do niego, ładnym, precyzyjnym i pewnym cięciem poderżnęła mu gardło. Dało się słyszeć charczenie, kaszlenie, ale to trwało kilka sekund. Bezwładnie ciało pirata upadło na podłogę,  a szkarłatna plama zaczynała się powiększać.


6x pirat

TheMo:
Evening za bardzo zapędziła się w swoim bojowym szale i przestała zważać na zagrożenia jakie były wokół niej. Kiedy tylko użyła przemieszczenia rozległ się huk samopału i kula trafiła anielicę w ramię i utkwiła płytko w ciele. Wypuściła ona z dłoni sztylet. Jednak dzieki temu kapitan zdradził swoją pozycję. Można było dostrzec jak stoi pod ścianą i ładuje swój pistolet.

7x pirat
1x kapitan piratów
//Evening:
Twój płaszcz i koszula otrzymują status uszkodzony.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej