Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pomocna dłoń dla Zuesh
Nawaar:
Wrzawa opadła i większość była wybita poza jedynym, który był duszony. Jednak krasnolud już odpuścił i schował miecz oraz tarczę. Teraz najważniejsza była, Evening opadająca z bólu i lekko brocząca w krwi. Widocznie wystrzelony pocisk, poskromił kobietę dość poważnie. Brodacz odwrócił się do anielskiej istoty i zarówno do Marduke. - Niech panienka się trzyma. Marduke trzeba ją wyprowadzić i zabrać do medyka. Ja jestem za niski do tego zadania. Daj rozkaz rycerzom, żeby ją wynieśli, gdyż ja nie mam takiej mocy sprawczej. Powiedział jak najbardziej poważnie, ubolewając nad losem dziewczyny, ale hierarchia musi być zachowana, więc on nie miał tu nic do gadania a szkoda! Krasnolud musiał od tego wszystkiego odpocząć a co dopiero przybyli na wyspę! Jednak fregata jest ich.
TheMo:
Statek oczyszczony z piratów. No prawie, bo jeden właśnie tracił dech z powodu telekinezy. ÂŻołnierze rozbiegli się po pokładzie w poszukiwaniu potencjalnych ocalałych, jednak takich nie znaleziono. Postanowili więc rozłożyć trap, by spokojnie wrócić na brzeg, gdzie czekała na nich reszta załogi galeonu. Hetman przy piracie znalazł tylko jakiś sflaczały pojemnik przypominający skórkę od pasztetowej z którego kapała biała ciecz.
//Emerick:
Nazwa broni: pistolet pirata
Rodzaj: pistolet skałkowy
Obuch: 15 + obuch materiału pocisku
Opis: Wykonany z 0,57kg stali Valfdeńskiej i 0,37kg drewna o zasięgu do 50 metrów. Zniszczony.
Marduk Draven:
Marduke nie czekał. Puścił bandytę i wykonał zamach szabli, którym rozciął jego szyję. Pokład zalał się po raz kolejny krwią. Rycerz schował szablę i sztylet. Odwrócił się do Evening i Kiellona. ÂŚciągnął hełm i przypiął go do pasa. Podszedł do anielicy i krasnoluda. Obejrzał ranę.
- Nic z tym nie poradzę. Przyda się raczej chirurg.- chwycił ją jako tako, by nie uderzać w jej godność czy coś. Teraz to dopiero będą plotki...- Raz, dwa, trzy.- odliczył, by mogła się przygotować. I podniósł. Ostrożnie. Skrzydła trochę utrudniały, ale dał radę. Po podniesieniu przełożonej wyszedł na pokład, a stamtąd po trapie na ląd.- Kiellon, leć po Themo.- rzucił szybko. Wszak Wielki Lord był chirurgiem.- Mogliby robić o tym opowieści i obrazy.- rzucił żartem do anielicy o sytuacji w jakiej byli. Teraz tak sobie stał i trzymał ją.
Zaidaan:
Okazało się że przy kapitanie są tylko jakieś dziwne resztki po pasztetowej. Postanowił odejść z obrzydzeniem i podejść do Kiellona, wielkiego obrońcy swojej szefowej. - Wszystko w porządku? Chodźmy na górę, nie ma co tu siedzieć. Idź po Lorda, ja jeszczę rozejrzę się po pokładzie. - i jak powiedział tak zrobił. Wylazł z pod pokładu gdzie walało się od trupów i wyruszył w stronę kajuty kapitana, wywalił drzwi z buta o tak, dla lepszego efektu. I z wyciągniętą bronią rozejrzał się po kajucie.
Nawaar:
Cisza, spokój i noszenie rannych, ale najważniejsza była Evening, Marduke jakoś poradził sobie ją podnieść i wyprowadzić. Krasnolud miał nawet parę żartów na ten temat, ale nie teraz! Rycerze i inni wojownicy opuścili fregatę, a brodacz był tuż za nimi w swej ciężkiej zbroi. Jednak wszystko zmierzało ku dobremu. Kiellon opuścił już wrogi okręt po trapie na ciepłe piaski Zuesh. Walka ustała a on mógł się zastanowić nad dalszymi planami, kiedy padł rozkaz poszukania kapitana jedynego medyka na tej wyprawie! - Oczywiście. Odpowiedział i ruszył jak najszybciej potrafił. Kanclerz wszedł na galeon i zawołał kapitana. - Kapitanie mamy ranną! Ucierpiała panienka Evening! Proszę szybko się ją zająć. Jest teraz z Mardukiem na plaży. Skłonił mu się licząc, że szybko przyjdzie z pomocą, bo to ważna sprawa była i honor oraz obejmowane stanowisko nie miało tutaj znaczenia.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej