Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pomocna dłoń dla Zuesh
Zaidaan:
Uścisnął oczywiście dłoń Marszałka, a zaraz później podszedł do grupki radnych, braciszków świtu i lorda elekta jakiś mauren. Oczywiście jemu nie przeszkadzała rasa nieznajomego, no tylko się trochę zdziwił. Zanim się zdążył zorientować to Marduke już gdzieś znikł, mimo to po chwili odszukał go wzrokiem zmierzającego ku anielicy. Wzruszył jedynie ramionami i czekał, aż w końcu przygotowania się zakończą.
Evening Antarii:
-Nie byłabym taka pewna, czy obecny król tak łatwo zrezygnuje ze swojej posadki!- zażartowała. Ona sama nie nadawała się nawet na kanclerz Bractwa, co dopiero królową. Poza tym zajmowanie jakiegoś stanowiska urzędniczego to jedynie niepotrzebny kłopot, na który Eve zwyczajnie nie miała czasu. -Biorąc pod uwagę to, że jest wampirem, a lud go po prostu lubi, to porządzi pewnie jakieś kilkaset lat, o ile nie tysiąc- zauważyła. -Sam ty jeden masz większe zasługi niźli ja- przewróciła oczami z pogardą dla samej siebie. -Na początku mojej drogi w organizacji Bractwo było dla mnie jakąś potężną organizacją pełną majestatycznych istot i zgromadzeniem ludzi o tej samej idei i spojrzeniu na świat. Teraz to masa papierkowej roboty i brzemię nieśmiertelności- uśmiechnęła się krzywo. -Ale nie ma co się mazać! Za kilka dni będzie można się opalać na zueskich plażach, pić drinki z palemką i zwiedzać tę cudowną wyspę.
Marduk Draven:
Dravenowi nie był obcy fakt, iż Antarii nie docenia siebie. Nie miał zamiaru zmuszać jej do uwierzenia w siebie.
- Zawsze można zorganizować zamach. Dodać czosnku do potraw, czy coś.- odrzekł własnym żartem na żart Eve. Nie ciągnął już tematu zasług. Kobietom lepiej nie wpychać na siłę swojego zdania. Zwłaszcza tym skrzydlatym. O papierkowej robocie też wiedział. Sam miał jej dużo. Płynęła z dwóch posad na raz. Obie tak samo ważne. Uśmiechnął się, słysząc jak Evening mówi, że nie ma co się mazać.- Taką Cię lubię. Wiesz, że jest trudno, ale widzisz też światło w tunelu.- oznajmił.- Ale najpierw trzeba ogarnąć ten burdel jaki zostawić tam mogły demony, no i chcąc nie chcąc my, podczas tej bit...- przerwał.- rzezi.- dokończył po chwili.
Evening Antarii:
-Mimo wszystko nie zadzierałabym z nim. No i nie narzekam na jego królowanie- oczywiście zawsze patrzyła na to, aby to Bractwu dobrze się wiodło. A o stanie królestwa świadczy także jego wojsko. Więc jeśli władca chce zachować porządek i dać ludziom poczucie bezpieczeństwa, to Bractwo musi sobą coś reprezentować, a rycerze "jakoś wyglądać".
-Taak... Masz rację. Najpierw posprzątać. Szkoda więc, że nie wzięłam ani Safry, ani Narii. One są w tym dobre.
Marduk Draven:
- Przecież żartuję.- odrzekł.- Wątpie by ktoś inny, niż Drago by dał sobie rade z tym... wszystkim.- wygestykulował, dłońmi pokazując krajobraz. Wyspę. Znał służki anielicy z widzenia. Były raczej urodziwe, choć nie w jego stylu. Marszałek i służka jego przełożonej - cóż by to była za afera!- Wiesz, posprzątanie bajzelu z całe wyspy wymaga chyba więcej niż dwóch służek...- zaśmiał się. Przypomniało mu to też o tym, że sam potrzebuje sług. No i chyba przeprowadzki z podgrodzia. Ale wszystko małymi kroczkami. Najpierw oddać pożyczone od Evening grzywny. No i wyuczyć się tego i owego w Bractwie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej