Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Pomocna dłoń dla Zuesh

<< < (3/109) > >>

Aziz:
Do miasta przybył także i Aziz, bez problemu odnalazł odpowiedni okręt. Pośród zebranych rycerzy i wojowników wyglądał biednie. Bo był biedny. Zbliżył sie do małego tłumu.
- Khm khm. Witam, jestem Aziz, nowy rekrut do Bękartów Rashera. Miałem się zgłosić do pana Themo.

Marduk Draven:
- Witam, witam mości Gallahadzie.- odrzekł uderzeniem w swoją pancerną pierś, tak że po porcie rozebrzmiał kolejny pseudo dzwonowy, metaliczny dźwięk. Jak wszyscy, to wszyscy. Rycerska tradycja.Dołączył do nich kolejny rozmówca, a w dodatku radny. Cóż za zbieg okoliczności! Draven był miły, nie patrzył na to, że Hetman nie prezentuje się bardziej wyjściowo. ÂŚciągnął pancerną rękawicę i wyciągnął dłoń do Emericka.
- Marduke Draven, marszałek koronny i marszałek Bractwa ÂŚwitu.- przedstawił się. Rozejrzał się po niebie.- Ciekawe, jak trzyma się Zuesh...- mruknął paladyn, patrząc na Evening. Evening jako statek, choć ujrzał też anielicę, tą żywą, z krwi i kości.- Wybaczcie na moment. Konia zaprowadzę na statek.- oznajmił i wział Zirael za lejce. Powoli, spokojnie, głaszcząc ją poprowadził opancerzoną klacz na rampę, a tam polecił jakiemuś słudze zaprowadzić ją pod pokład. Pogłaskał ją na do widzenia, a potem udał się na pokład. Męskie towarzystwo poczeka. Podszedł do Evening, tej krwistej, kościstej i przyobleczonej w skórę i skrzydła, tak cicho, jak blachy pozwalały, choć nie dbał o dyskrecję. Stanął obok, opierając się o barierkę.
- Też bym chciał, by nazwali galeon "Marduke", albo "Draven".- zażartował. Zaśmiał się.- Wszystko dobrze? Wydajesz się być odrobinę...- zapauzował, by dobrać słowo.- nieobecna?

Evening Antarii:
Eve lekko zaskoczyło podejście marszałka. Nie dała jednak po sobie poznać zdumienia.
-Wszystko przed tobą. Ale nazwa pochodzi od nieprzetłumaczalnego żartu słownego z odległych czasów króla Brana- sprostowała. -Zawsze jednak może być tak, iż na tronie zasiądzie jakaś bogata i wpływowa królowa, która będzie uwielbiała Bractwo. Za twe zasługi zaś postanowi choć jeden z okrętów nazwać twym imieniem. To właściwie mało prawdopodobne, ale jednak możliwe- zamyśliła się. -Nieobecna? Nie...- zaprzeczyła. -Po prostu martwię się o swoją przyjaciółkę, której już dość dawno nie widziałam- wzruszyła ramionami.

Nawaar:
Krasnolud nie patrzył tak wysoko, by dostrzec anielice, krążącą po nieboskłonie, ale nagłe odejście Marduka, zaskoczyło brodacza, jednakże nie to było dla niego zaskakujące, bo nagle z tłumu na drodze pojawiła się pewna osoba z koniem, którego prowadziła. Była to jego najemnica Rosie zwana, przez niego "Różyczką", żeby było jeszcze bardziej słodko! Kiellon niezwłocznie do niej ruszył a jego blachy dawały ciekawy dźwięk, raczej był on normalny, lecz mu się podobał od tak. Teraz rozegrała się miła i krótka rozmowa.
- Ty tutaj, nie spodziewałem się.   
I ucałował ją w czoło, bo mógł.
- Tak pomyślałam, że może się tobie przydać. Szlachcic a w szczególności, Kanclerz musi wyglądać na obcych ziemiach a na takim ogierze będzie jeszcze zacniej.
- Doprawdy na śmierć zapomniałem o koniu i żałowałem, że go z sobą nie wziąłem zwłaszcza kiedy wyrzyscy "ważni" są na swych klaczach- tutaj zrobił taki cudzysłów palcami i było fajnie.
- No kawałek drogi był, ale jesteśmy na czas, bo się pakujecie do drogi a widzę, że jeszcze wam zejdzie. Trzymaj się brodaczu.
Pociągnęła Kiellona za brodę i ruszyła w swoją stronę, a krasnolud pozostał z lejcami w dłoniach i klaczą obok. Teraz zaprowadził go pod pokład, a sam zadekował się na pokładzie wśród innych towarzyszy, ale parze nie zamierzał przeszkadzać niech sobie pogadają.

Marduk Draven:
- Będę po cichu liczył, że taka królowa nadejdzie.- odrzekł. Czyżby Evening mówiła o sobie? Marduke, ogarnij się... Draven zamyślił się. Wiatr zdmuchnął mu włosy na twarz, przez co twarz marszałak przez chwilę była cała w nich. Paladyn wyglądał niczym dziewczynka ze strasznych opowieści, którymi straszy się dzieci na podgrodziu. Szybko jednak sobie poradził, odgarniając je za uszy, co w było dość wymagające przez metalowe rękawice.- Zasługi?- spytał niewinnym głosem.- Robię co każą i co trzeba. Już Kiellon ma więcej zasług, niźli ja.- dodał skromnie, zgodnie ze swoim sumieniem. Popatrzył na przełożoną anielicę.- Jeśli jest tak samo zaradna i silna jak ty, to na pewno nic jej nie będzie.- dodał ciepłym, pocieszającym głosem. Chciał wyciągnąć rękę, poklepać po ramieniu przyjaciółkę, ale powstrzymał się wpół czynności. Zamiast tego uśmiechnął się szczerze i delikatnie, co było widokiem rzadkim. A w połączeniu z blizną, nadawało dziwnego kontrastu.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej