Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pomocna dłoń dla Zuesh
TheMo:
Emerick dojrzał trzeci okręt, a na nim niewielką liczbę piratów stojących przy działach i czekających na wystrzał. Lecz moździerza nie było na pokładzie. To samo zobaczył Marduke. Jedynie Kiellon szukając źródeł wystrzału w innych miejscach zauważył niewielką zbieraninę na wejściu do portu wokół wielkiej armaty wycelowanej w niebo.
Zaidaan:
Emerick złożył lunetę, lecz dalej wpatrywał się tam jakby nie dowierzając. W końcu spojrzał na resztę towarzyszy obserwacji, jeszcze nie wie co wypatrzył brodacz. - Na trzecim okręcie żadnych moździerzy. Zwykła załoga, czekająca przy armatach na wystrzał. Skąd kurwa strzelają?
Nawaar:
Kiellon rozglądał się nerwowo, ale patrzył wszędzie nawet na port choć musiał drugi raz, zawrócić oko, żeby dobrze się przyjrzeć, a to co odkrył było zaskakujące! Krasnolud mimo, że mały a inni mogli z niego szydzić, wypatrzył najwięcej! Brodacz ma oko nie tylko do strzelania, bo na wyspie w samym porcie jest zbieranina ludzi, którzy mają wielgachne działo. Kiellon uśmiechnął się pod nosem. Mam was skurwiele, a mi nikt nie uciekanie! Rzuciło mu się przez myśl, ale szybko się opamiętał, bo czas miał wielkie znaczenie! - Tam! Wskazał kierunek koło portu. - Masa ludzi i zajebiście wielgachne działo, nie ma co mają rozmach skurwysyny! Określił, patrząc nadal przez lunetę i dodał w końcu. - Jak się nie pozbędziemy fregat, przy następnym wystrzale będzie bardzo chujowo, zniszczą nas nim dosięgniemy lądu. Jakie rozkazy kapitanie? Skończył, składając lunetę i oczekując dalszych poleceń, a w duchu cieszył się, że to on wypatrzył, gdzie stacjonuje działo a nie dwóch większych chłopów czyli jednak wzrost nie zawsze ma znaczenie!
Zaidaan:
Jak szybko zapytał, tak szybko otrzymał odpowiedź. A co najlepsze, od krasnoluda, w którego najmniej wierzył że coś znajdzie. Bo w końcu ledwo cokolwiek widzi, ale to co znalazł było niesamowite, była to pewnie wielka satysfakcja dla brodacza. Hetman szybko rozłożył ponownie lunetę i obrócił się w kierunek pokazany przez Kiellona, przyłożył do oka i zaczął się rozglądać. I rzeczywiście. Jedno, wielkie działo obsadzone kilkunastoma ludźmi, co nie powinno być dziwne. Skoro jest takie wielkie, to pewnie ciężkie, a amunicja też nieco waży. - Gratulacje, Kanclerzu. - pochwalił krótko brodacza, bo w końcu się spisał! - Czy w ogóle nasza moździerz jest w stanie dosięgnąć tamtego stanowiska? Jakoś musimy to uciszyć, zanim zostaną z nas tylko drzazgi.
TheMo:
-Mają umocnienia na brzegu. Czyli dlatego zrobili blokadę tak blisko lądu. Chcieli nas tu przetrzymać, w zasięgu ich moździerzy.
Jego gadanie zagłuszył huk armat. Niestety wrogich. Te dorwały ich przy końcu manewru bezlitośnie szarpiąc lewą burtę.
-Kurwa, ustawić nasz moździerz na ich! Skoro oni nas dosięgnęli to my ich!
Wtedy to do kapitana podbiegł jeden z marynarzy.
- Kapitanie, trafili w ładownie. Wszystkie zapasy alkoholu stracone.
Pod hełmem wyskoczyła żyłka, a dłoni zacisnęły się na sterze. Uderzyli tam, gdzie zabolało najbardziej. Od tej pory nie będzie już żadnych jeńców.
-Ognia ze wszystkich dział!
Cała lewa burta, a raczej to, co na niej ocalało wypaliła ze swych armat. Większość poszła w zniszczony okręt, który po kolejnym zbombardowaniu zaczął się przechylać na bok i nabierać wody. Moździerz również wypalił.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej