Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pomocna dłoń dla Zuesh
Evening Antarii:
Gdyby było więcej pokojowych rozmów, to by było mniej wojen! pomyślała ze złością Evening. I przewróciła oczami na cały ten męski świat. Jedynie napierdalanka się liczy, taaak... I alkohol. Cóż jednak mogła począć, rozkaz został wydany, a z tym nie należało dyskutować.
Eve mogła jedynie podziwiać kunszt kapitana podczas sterowania statkiem. Idealnie poprowadził on ostrzał wrogich okrętów i to tak, że galeon uzyskał minimalne obrażenia.
Tak perfidnego dziurawienia pokładu okrętu flagowego Eve nie mogła znieść. Bez pytania odbiła się mocno od desek "Evening" i wzleciała wysoko. Leciała w górę tak długo, aż wszystkie okręty stały się jedynie ciemnymi kropkami na tak samo ciemnej i niespokojnej wodzie. Wkrótce kobieta zaczęła opadać. Była kilkaset metrów nad wodą. Miała czas, by zaczerpnąć energii magicznej od Zartata. To właśnie uczyniła. Kobieta wyhamowała swobodny upadek rozkładając szeroko skrzydła w odległości około 100 metrów od wrogiego statku. Gdy zbliżyła się na 60 metrów była gotowa do ataku. Ta boska energia zaczęła płynąć w jej żyłach jeszcze szybciej sprawiając, że Antarii mogła wypowiedzieć zaklęcie -Izeshar upishosh!. Gdy rozbrzmiały słowa inkantacji, w stronę burt, gdzie jeden przy drugim klęczeli piraci ładujący kule do armat, pognał słup światła, który spalał, a przynajmniej boleśnie parzył, bezbronnych wrogów. Jasność na chwilę oślepiła także pozostałych. Ta chwila pozwoliła Eve bezpiecznie się oddalić w stronę galeonu.
Anielica nie chciała pozwolić, by niszczenia flagowego okrętu uszło im na sucho!
// błysk niebios klik
TheMo:
Magiczny atak Eve skutecznie unieruchomił jedną z armat robiąc dziurę w pokładzie i zabił trzech piratów, którzy akurat ją obsługiwali. W ten czas Themo kręcił wściekle sterem próbując obrócić statek drugą burtą, by wypalić kolejną salwę. I na statek spadła kolejna salwa pocisków z nieba, tym razem dziurawiąc żagiel i lądując na mostku, kilka metrów za całą ekipą. Oczywiście uszkadzając pokład.
-Ja pierdolę, brać lunety i znaleźć mi źródło tych pocisków!
Jeden z marynarzy szybko pobiegł do kajuty kapitana i wrócił z trzema lunetami.
Zaidaan:
Kule już w większości pospadały i właściwie uspokoiło się względnie. Anielica znowu sobie odfrunęła znowu witając piratów, ale tym razem nie miała tych samych dobrych intencji co wcześniej. Wolała ich swoimi czarami poparzyć wielkim, oślepiającym boskim blaskiem. Co prawda wyglądało to efektownie, ale jakież to było niebezpieczne! Ale z drugiej strony unieruchomiła wrogie okręty na kolejne parę chwil, co dawało przewagę królewskiemu galeonowi. Kapitan w międzyczasie cudował sterem, próbując jak najszybciej ustawić się drugą burtą do wroga, ale żeby nie było za łatwo, grad kul powrócił. Jeden z nich wylądował tuż za grupką najważniejszych osób w państwie, dziurawiąc nieznacznie wcześniej żagiel. Cóż to by była za strata dla ludu dla Valfden! Na szczęście do tej straty nie doszło, na razie. Wtedy jeden z marynarzy przyniósł lunety, Emerick pochwycił jedną z nich i zaczął szukać źródła ostrzału, gdzieś za fregatami. Tam gdzie powinien być ten trzeci okręt. - Trzeba jak najszybciej zmienić pozycję, albo pozbyć się tej blokady. Im dłużej tu jest, tym bardziej narażamy się na większe straty. Nasza anielica też może spróbować wzbić się w powietrze i poszukać źródła tego ostrzału w pobliżu tego trzeciego okrętu, z góry będzie też może i więcej widać. - mówił, dalej patrząc przez lunetę, a może jednak dostrzeże te moździerze na tym trzecim przeciwniku.
// Co mogłem zobaczyć, mogłem odszukać ten trzeci okręt?
Marduk Draven:
Marduke pochwycił drugą lunetę i także przyłożył ją do oka. Drugie zamknął i rozpoczął poszukiwania, chcąc dopatrzeć się okrętu, który bombarduje ich najpewniej moździerzem.
- Dobry pomysł, Hetmanie.- rzekł.- Themo, mimo wszystko, dalej się napierdalamy z tymi. Zostawmy Evening te moździerze, te fregaty nie mają szans z 45 działami, chyba że wypalą w nas wszystkie naraz.
Nawaar:
Chwila spokoju. Pomyślał sobie jak cała wrzawa się skończyła, ale to nie był koniec walki na morzu, bo Eve wreszcie zrozumiała, że słowami nie da się ich przekonać i zaatakowała jednym z potężniejszych zaklęć jakie otrzymała w darze od samego Zartata! Bitwa nabierała ponownie rozpędu, bo akcja anielicy dała dzielnym valfdeńczykom trochę czasu na reakcje i zaplanowanie kolejnego posunięcia. Walka toczyła się na nowo z pełną parą i działo się wiele. Kapitan, Themo walczył przy sterze, kiedy reszta ekipy zastanawiała się skąd padły pociski, które zniszczyły jedno działo i podziurawiły nieco pokład, lecz tego galeonu tak łatwo nie zniszczą! Na momencie padły kolejne kule na pokład królewskiego okrętu, które podziurawiły żagiel i wylądowały koło mostka tuż nad bohaterami. Krasnolud był mały, ale taka kula z nieba mogła na spokojnie wgnieść go jeszcze bardziej! - O, mały włos! Skomentował, kiedy padły kolejne rozkazy i nagle jeden z marynarzy dobył trzy lunety, którą jedno ofiarował brodaczowi w pełnej płycie. - Jestem może za niski do tego zadania, ale spróbuje. Fakt wysokości na jakiej się znajdował pomogła mu trochę dalej widzieć i zaczął się rozglądać na boki skąd idą te kule armatnie w międzyczasie, pochwalił pomysł, żeby okrutnie wykorzystać Eve. - Panienka może jeszcze raz zaryzykuje dla dobra naszej sprawy i żyć! Tak przede wszystkim żyć! Ciekaw był co będzie sądzić o tym pomyśle, lecz nie zaprzestawał obserwować i każdy podejrzany punkt starał się wyłapać, wszak był strzelcem i takie rzeczy miał już w nawyku!
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej