Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Pomocna dłoń dla Zuesh
Nawaar:
Kiellon uśmiechnął się na wieść, że ktoś docenił dzieło rąk jego ojczulka!- A dziękuję dla mnie jest ona bezcenna i wiele w swym życiu widziała czyli wiadomo, że swoją rolę jako obronę spełniała. Teraz ją odkurzyłem i mam na sobie. Tutaj pierdyknął gołą dłonią na swym torsie a napierśnik oddał miły brzdęk szlachetnego metalu. Wtedy też przyszli wojownicy od króla w dość sporej liczbie, jednak nieśmiertelny monarcha dba o swoje ziemie. Dlatego brodacz widząc przejęcie odsunął się lekko, żeby nikomu nie przeszkadzać podczas załadunku towarów. Oby mięli wódkę. Rzuciło mu się przez myśl, choć tak naprawdę wolałby wszystko co ma procenty poza winem, bo tylko zapełnia brzuch a nie sponiewiera! A alkohol ma sponiewierać taka niepisana zasada to była. - To ja poczekam tutaj. Wskazał miejsce i czekał aż zjawią się załoganci, których poznał osobiście a nawet walczył na wojnie i nawet nie trwało to długo, kiedy zjawił się Marduke. Właściwie brodacz się jego spodziewał, bo w końcu umówili się, że płyną razem jeszcze na festynie, ale oczywiście przywitał się z druhem.
- Czołem Marduke. Widzę, że bez obstawy to się nie ruszam hahaha! Z takim składem nie powinniśmy się niczego obawiać podczas rejsu a będzie co opowiadać hehehe.
Przywitał się i czekał dalej aż wszyscy się pojawią oraz kiedy zakończy się załadunek, ale jaka szkoda, że pijaczyna zapomniał wziąć ze sobą konia! Teraz już mógł jeno żałować.
Narrator:
Na widok (i słowa) Marduka, rycerz trzasnął się pięścią w pancerną pierś, wydając tym odgłos przypominający trochę uderzenie dzwony. Trochę wybrakowanego dzwonu, ale zawsze.
- Witaj, panie Draven - przedstawił się. - Jestem Galahad, rycerz królewski.
Zaidaan:
Niedługo później, Emerick, akurat też świeżo po zakupie służki, która miała za zadanie zbierać kasę za hetmaństwo, gdy on sam będzie na Zuesh przeszedł parę metrów dalej, w miejsce gdzie było nie lada zamieszania, szmeru i pośpiechu. Aż skojarzyła mu się ten widok z tym, który widział w podziemiach, kiedy przemytnicy, a raczej ich robole roznosili lewe przedmioty, czy inne pakunki. Oczywiście strażników nie mogło zabraknąć do patrzenia, żeby nie musieli zająć się czymś ważniejszym. Chwilę później Hetman odnalazł gdzieś dalej Themo i dwójkę rycerzy, a im bliżej podchodził to i zauważył jakąś srebrną puszkę z brodą! To dopiero zjawisko, miał nadzieję że inne puszki nie zawierają brodatych ludzików. - Witaj Themo i wy, nieznajomi mi rycerze. Jestem Emerick, Hetman Koronny. - Kiwnął głową na powitanie i odchrząknął. - To.. Kiedy wyruszamy?
Nawaar:
Krasnolud zmierzył wojaka idącego samego, bo parada bractwa wreszcie się skończyła, a brodacz nie bardzo lubił tej pompatyczności, ale była ona wpisana w bycie w takiej organizacji, jednakże hetman wyglądał na biedaka cóż poradzić teraz każdego biorą na stanowiska cud, że jeszcze królestwo trzyma. Jednak nie zamierzał skreślać nowego, bo w końcu się dorobi choć to bękart ta dziwaczna organizacja jest nietypowa, gdyż zajmują się wszystkim i niczym. - Kiellon aep Kharim, Kanclerz Koronny. Przywitał się wszak był tutaj jednostkom z wyżyn społecznych jak Marduke. Kiwnął głową choć powinien podać prawicę młody awanturnik, widocznie bycie chamem nie skreśla osoby będące na wysokich stanowiskach państwowych! - Czekamy aż zakończą załadunek potem witaj morze i przygodo hetmanie. Następnie poprawił sobie ekwipunek.
Evening Antarii:
Bez zbytnich ceremoniałów, bez przedstawiania się wszystkim naokoło, Eve przybyła na statek nazwany jej imieniem. Oczywiście nikomu nie mówiła skąd ta nazwa. Wolała bowiem popierać te historyjki, które Drago wszystkim wciskał. Nie chciała przecież niepotrzebnych plotek. Wystarczyła jej świadomość, że najpiękniejszy i największy okręt nosi jej imię, choć reszta oczywiście nie wierzyła w bajeczki króla, to pozorów nie należało niszczyć.
Anielica trzymała lejce swojej szkapy Tiary, którą kazała zaprowadzić pod pokład, gdzie trzymano zapewne inne konie. Oczywiście biedna Tiara miała przykulbaczony do grzbietu cały wielki bagaż panny Antarii, który ważył sporo. Go też trzeba było jakoś przetransportować do kajuty.
Na razie Eve się tym nie przejmowała. Nie mogła wszak przegapić wypłynięcia statku z portu. Przywitała się ze wszystkimi na pokładzie, choć niedawno się przecież widzieli. Stanęła przy burcie i spojrzała na mężczyzn zgromadzonych na pokładzie. Ile by teraz dała za towarzystwo Armin...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej