Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Gdzie się podział ten czarnuch?
Nawaar:
Krasnolud zapamiętał wszystkie imiona o dziwo, ale nie wiedział podstawowej wiedzy a mianowicie, gdzie oni są. Potrzebował w miarę dokładnej lokalizacji inaczej będzie im ciężko szukać ludzi w tej mieścinie, w którą trzeba było posprzątać z tych wszystkich śmieci.- Dobra chłopie, ale najpierw powiedz gdzie ich znaleźć, bo to pozornie mała mieścina. Dasz jakieś wskazówki gdzie szukać ów ludzi do testu? Zapytał w sumie o jedną z najważniejszych rzeczy.
Mohamed Khaled:
- Sami ich znajdźcie. Pomysłowość i radzenie sobie w terenie jest dla nas bardzo ważne.
Marduk Draven:
Uśmiechnął się.
- Bo zaraz znowu zaczniemy do siebie mierzyć.- rzucił żartem, szczerząc się w uśmiechu. Następnie odsunął się od baru, poklepał krasnoluda po ramieniu i skierował się do wyjścia. Wyszedł. Odetchnął.
- Kurwa, gdzie jest Muhmed?- spytał retorycznie.- Kogo chcesz najpierw szukać?- spytał Kiellona.
Nawaar:
- No dobra jakoś sobie poradzimy. Powiedział niezadowolony z faktu, że będzie musiał przeczesywać całą mieścinie, żeby odnaleźć ludzi i zdobyć ich zaufanie. Paladyn nie czuł się najlepiej będąc na ich usługach, ale cóż trzeba było honor oraz dumę wsadzić w buty i ruszać w świat w poszukiwaniu tutejszych zbirów. Następnie wyszedł za Mardukiem przed karczmę będąc wcześniej poklepanym po ramieniu. - Zniknął pewnie na wieść, że chcemy się z nimi zbratać albo szuka Mohameda na własną rękę, tak czy siak arena będzie najłatwiejszym celem do odszukania. Stwierdził akurat coś prostego, bo dzięki zaliczonej arenie będą mieć jednego człowieka z głowy, ale żeby nie szukać po omacku to postanowił zapytać jednego z przesiedleńców, który kręcił się koło karczmy.
- Dobry człowieku słyszałeś może coś o tutejszej arenie? Jeśli tak to prosiłbym o wskazanie kierunku.
Teraz czekał na pozytywom odpowiedź oraz kierunek w jakim trzeba będzie pójść.
Mohamed Khaled:
Człowiek pokazał, że nie ma języka. Cóż, wskazał jedynie palcem w którym kierunku musicie się udać. Południowy wschód. Potem po prostu odwrócił się na pięcie i odmaszerował lekko chwiejnym krokiem w stronę przystani. Nie pozostało wam nic innego, jak tylko udanie się we wskazanym kiernku.
Gdy tak sobie szliście, kątem oka Kiellon dostrzegł tajemniczą postać, przyglądającą wam się z półmroku ogrodzenia. Była ubrana w długie, czarne szaty. W ręce dzierżyła kostur. Spod głębokiego kaptura czatowały ostre, pełne tajemnic oczy i baiła, długa niemal do pasa broda.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej