Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Gdzie się podział ten czarnuch?

(1/15) > >>

Marduk Draven:
Nazwa wyprawy: Gdzie się podział ten czarnuch?
Prowadzący wyprawę: Mohamed Khaled
Wymagania do uczestnictwa w wyprawie: Logiczne myślenie, zgoda prowadzącego, znanie Mohameda Ibn Omar Khaleda
Uczestnicy wyprawy: Marduke Draven, Kiellon aep Kharim + Muhmed i jego rycerze.

Sprawa nie malowała się kolorowo. Mohamed raczej nie zaginął w jakiejś ciemnej piwnicy. Plusem było to, iż pomyślał o takiej możliwości, przed jaka teraz stali Marduke, Kiellon, Muhmed i jego rycerze. Draven podszedł do wieszaka i wziął zeń swą opończę, zapiął ją. Poprawił zapięcia wszelkich elementów zbroi i sprawdził ekwipunek. Szabla i sztylet były. Runy także. Pozostałe najpewniej spoczywały przy Zirael.
- Muhmed, wyjeżdżamy, oznajm to swoim ludziom.- rzekł do mężczyzny.
Następnie udał się do małej stajenki przy swym domku i szybko osiodłał swą karą klacz. Do juk podpiął tarczę, miecz, kuszę oraz kołczany. Dosiadł jej sprawnie, jak to rycerz i wyprowadził przed dom.

Nawaar:
Krasnolud bardzo zaintrygowany wydarzeniami, że w pewnym momencie nie mógł uwierzyć, że Mohamed tak się stoczył. Kiellon prosty wojak w bractwie miał zagwozdkę, którą rozwiązaniem było odnalezienie czarnego towarzysza. Mauren wszak nie był już pierwszej świeżości i jak na "człowieka" proces starzenia następował nader szybko do tego mogła dojść choroba psychiczna albo nie daj Zartat do prób samobójczych. Brodacz nie mógł pozwolić, żeby kompan się stoczył na samo dno. Dlatego ruszył po swojego wierzchowca, bo Marduke już swojego przygotował, więc na chwilę zniknął do stajni miejskiej. Właściwie ta chwila nieco się przeciągnęła, ale jak go zobaczyli towarzysze to już siedział na koniu gotów do drogi.
- Wszystko mam? Zapytał retorycznie, a potem dodał. - Jedźmy czas nagli.   

Mohamed Khaled:
Ruszyliście całą grupą przez miasto, a potem przez bramę, kierując się na tereny Vodaemin, na południu wyspy. Czekał was ciężki dzień podróży, bowiem droga o tej porze roku nie należała do najbezpieczniejszych. Ani najlżejszych.

Nawaar:
Towarzysze ruszyli razem, kiedy wszyscy wykazali chęć pomocy czarnemu przyjacielowi, ale do tego trzeba było przemierzyć znowu kawał wyspy a dopiero co wrócili z tropików! Kiellon miał dość jesiennego deszczu, wiatrów i tej całej aury to było dość nieprzyjemne dla niego, a do tego nie załatwił znowu sprawy z Themo! Jednak uznał, że pomoc przyjacielowi jest ważniejsza i lepiej, żeby to docenił jak się go odszuka! Tak czy siak brodacz był przygotowany na niebezpieczeństwa na trakcie, bo bandyci nie śpią a zamiast tego rabują. Kiellon opuścił miasto w milczeniu, bo nie widział powodu do rozmowy, gdyż wszystko wiedział a jak będzie miał jakieś pytanie lub chęć rozmowy to się odezwie. Tymczasem spoglądał na kolorowe drzewa, które jesienią mienią się różnokolorowo.   

Marduk Draven:
Zaczęła się kolejna wyprawa, ku wielkiej uciesze uczestników. Zadanie nie łatwe, ratowanie czarnego dupska Mohameda, który nie rozumie iż się starzeje. Draven, razem z Kiellonem i wojami maureńskiego przyjaciela ruszył przez miasto, a następnie przez bramę, ku Vodaemin. Południe. Daleko się bowiem mauren ulokował. Przyznać musiał, że Atunus było jak co roku piękne. Marduke także milczał, oszczędzają na razie Zireael.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej