Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Gdzie się podział ten czarnuch?
Mohamed Khaled:
Ivars schylił się pod bar, wyciągając litrową flaszkę najlepszej wódki w gminie. Podał Ci także szklanice i polał.
Marduk Draven:
- I informacje.- rzekł i popił piwo. Nie był najgorszy, w sumie to nawet dobry trunek. Złoty niczym grzywna. Oblizał wargi i wyjął paczkę skrętów i zapałki. Wsadził jeden z papierosów do ust i odpalił zapałkę i przystawił do fajki. Zaciągnął się dymem. Po czym wydmuchał go. Zapachniało miodem. Dzięki temu prostemu zabiegowi, Marduke zrobił jeszcze większe wrażenie zimnego skurwiela.- Szukamy takiego czarnucha. Nie, nie tego- wskazał na Muhmeda.- Innego. Mohamed chyba. Kase nam skurwiel wisi.- dmuchnął dymem prosto w twarz Ivarsa.
Zostaje 13 skrętów i 30 zapałek.
Nawaar:
Popił sobie wódeczki, bo mógł wtedy Marduke przeszedł do ofensywy, ale Kiellon nie stał biernie, tylko rzekł ze złością dla lepszego efektu. - Mi zajebał klejnoty rodzinne. Złodziej jak każdy jeden czarny! Dodał coś bardzo rasistowskiego a w głowie już sobie ułożył plan, żeby teraz mieć w gotowości pistolety. Wszak nie wiadomo jak zareaguje tym kiedy dostał dymem w twarz!
Mohamed Khaled:
Ivars spojrzał na was krzywo, mrucząc coś pod nosem. Nierozważnym było wymawianie imienia pana tych ziemi w obecności oberżysty, ale co się stało, to się nie odstanie.
Bezkostniak splunął pod nogi, zmierzył was jeszcze raz zimnym wzrokiem, po czym wychrypiał odpowiedź:
- Nie ma go. I nie będzie przez najbliższy czas
Marduk Draven:
- To mów gdzie jest...- warknął i znowu mu dmuchnął dymem w twarz.- Zapłacić Ci nawet mogę.- potrząsnął mieszkiem z grzywnami. Może przekupstwem wyciągnie coś z niego? A jeśli nie, to cóż. Zostaje stare dobre mordobicie. A rzadko kto się opiera, gdy stalowa rękawica napierdala go po twarzy i brzuchu. O ile Draven nie lubił tak kiereszować ludzi, to teraz chodziło o jego przyjaciela. Po za tym wątpił, ażeby świat takiej gnidy i szumowiny żałował. Strzelił kośćmi karku dla lepszego efektu i wziął łyk piwa.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej