Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Gdzie się podział ten czarnuch?

<< < (4/15) > >>

Nawaar:
Jazda trwała dość długo, ale natomiast w dobrym gronie czas leciał szybciej dzięki Zartatowi. Jednak na nieszczęście krasnoluda nie zatrzymywali się w karczmach a na trasie, gdzie jedli suchy prowiant i popijali go zwykłą wodą! To nie były godne warunki dla brodatego podróżnika, lecz znosił to dzielnie w końcu jednak po tych całych niewygodnych przejściach dojechali, o dziwo w jednym kawałku. Wiocha prezentowała się niezbyt okazale, ale czego można się spodziewać po uchodźcach aż dziw bierze, że to wszystko jeszcze stoi. Krasnolud ocenił pobieżnie i rzekł. - Mają rozmach skurwysyny. Następnie splunął od tak dla lepszego efektu.
- Dobra maurenie powiedz od czego można zacząć? Bo ja proponuję udanie się do knajpy, by wybadać sytuację i się dowiedzieć jak traktują przyjezdnych z dalekich stron.     
Oznajmił towarzyszą plan, który zawsze można zmienić w imię wyższych ideałów.

Marduk Draven:
- Zwłaszcza jak traktują przyjezdnych zakutych w drogie blachy...- mruknął, patrząc na swój i Kiellona pancerz.- Miej miłosierdzie i odkupienie w pogotowiu, może będziesz musiał nimi kogoś obdarować.- dodał. Następnie popatrzył na Muhmeda.
- Stawianie palisady raczej długo nie zajmuje.- odrzekł mu. Popatrzył na imitację Khaleda. Kurewsko podobny. Może krewny?

Nawaar:
- Co jak co, ale moje bronie są zawsze gotowe. Zwłaszcza miłosierdzie i odkupienie. Dodał, żeby upewnić przyjaciela, ale do czasu czekał na głos Muhmeda, który zorganizował ten wypad na ratowanie swojego krajana czy tam brata.

Mohamed Khaled:
- Zdjąć oznaki Mohameda - warknął do swoich ludzi. Zbrojni, podobnie jak łucznicy, zaczęli chować bransolety, pierścienie i łańcuchy z herbem Khaleda. - To nie są nasi ludzie. Musimy wybadać, co się tutaj do najświętszego Rashera wyprawia...
Zdjął swój hełm, przeczesał włosy. Odpiął płaszcz, na którym wyrysowany był herb Mohameda. Zwinął go i schował do juków.
- Khaled - przywołał do siebie tego młodego, który wcześniej z wami rozmawiał.
- Tak? - młody podjechał do Muhmeda na karej klaczy.
- Weź pięciu łuczników i pięciu zbrojnych. Objedźcie całą wieś i ukryjcie się pomiędzy drzewami. Obserwujcie drugą bramę. W razie problemów, nie wahaj się. I pamiętaj, bądź czujny. Coś tu śmierdzi.
Kiwnął głową na znak potwierdzenia, po czym wybrał dziesiątkę z towarzyszących mu ludzi i odjechał w przeciwnym kierunku, znikając po chwili pomiędzy gęstwiną drzew.
- Jedziemy.
Ruszyliście wolnym tempem w kierunku obozowiska. Ludzie wychodzili z namiotów, spoglądali na was bacznie, cały czas mając pod ręką oręż. Nie zrobili jednak żadnych gwałtownych ruchów. Byli spokojni.
Zajechaliście w środek wsi. Mimo, iż mogła się ona wydawać zaniedbana z pierwszego punktu widzenia, była naprawdę dobrze prosperującą wsią.
Pierwsze, co wam się rzuciło w oczy, to dwa statki dokujące w porcie. Nie potrafiliście określić jakiego rodzaju. Była już bowiem noc.
Z karczmy wydobywał się typowy pijacki ryk.

Marduk Draven:
- Khaled?- mruknął do Muhmeda, spokojnie prowadząc swą karą zaciężną klacz razem z maurenem i krasnoludem. Mieszkańcy wyglądali na gotowych do walki, lecz nie wykonywali ataków. To dobrze. Draven nie chciał czynić kolejnej rzezi. Paladyn rozejrzał się. Wieś na zaniedbaną wyglądała tylko na pierwszy rzut oka, a gdy już się w niej było, jej obraz zmieniał się. Na lepsze. W porcie, który zdążył zauważyć były dwa statki. Marduke nie był jednak żadnym wampirem, czy nocnym markiem - nie mógł odgadnąć ani określić jakiego owe statki były rodzaju. Karczma z kolei zapowiadała się jak każda karczma. Aż czuł bitkę w powietrzu. Odpiął o juk swą kuszę i sprawnie ją zarepetował, coby odstraszyć potencjalnych agresorów.
- Wchodzimy do karczmy.- rozkazał. Poprawił ułożenie pasa i szabli. A także sztyletu w cholewie buta.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej