Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Gdzie się podział ten czarnuch?
Mohamed Khaled:
- Cóż... tak - odpowiedział młody. - Nie byli to raczej jego wierni zwolennicy. W ogóle, on miał naprawdę wielu wrogów na całej wyspie. Zwłaszcza po uzyskaniu tytułu.
Młody naprawdę wyglądał jak Khaled. Tylko, jak słusznie zwrócił Marduke, był młody, bez blizn i często się uśmiechał, co u Mohameda było rzadkością.
- Nie wszystkim podobało się to, że ich wróg zyskał właśnie władzę i ma pod sobą małą armię ludzi gotowych wiernie mu służyć.
Nawaar:
- Dobrze, że nie trzeba będzie go szukać. Dlatego, że to pewnie oni znajdą nas i dobrze. Pochwalił pomysł z porwaniem z nieszczęśnika. Krasnoluda nie zdziwiło zachowanie ludzi, którzy zazdroszczą tytułu i ziem. Jednak, żeby porywać szlachcica! To przechodziło ludzkie pojęcie. - Jaki idiota porywa się na szlachcica? Przecież wiadomo, że to równa się z odwetem innych jemu podobnych, chyba że to jakiś inny szlachcic za tym stoi, który chciałby dla siebie zagarnąć gminę. To muszę przyznać, że się przeliczył i to grubo. Powiedział po rozważaniach jakie nadeszły mu do głowy. Kiellon jakoś nie umiał odróżniać maurenów dla niego wszyscy byli tacy sami! Dlatego nie patrzył na młodego Muhmeda z perspektywy Mohameda. W każdym bądź razie pogonił swojego ogiera.
Mohamed Khaled:
Jechaliście cały dzień i część nocy, ale w końcu w oddali dostrzegliście wieś "Zakątek Ocalenia"
Zakątek Ocalenia, to niewielka rybacka miejscowość ulokowana w gminie Vodaemin, dystrykcie Cervar w Hrabstwie Kevan. Leży zaraz nad deltą Amertodonu. To właśnie z tej mieściny pochodzą najlepsze ryby, jakie jedli mieszkańcy Gminy Vodaemin. Wioskę założył nowy pan ziem, Mohamed ibn Omar Khaled. Miał to być swoisty przekaz dla ludności, że dba o ich dobro. Stąd właśnie nazwa miejscowości. To tutaj trafił każdy bezdomny, który stracił dom podczas inwazji pomiotów otchłani. Schronienie znajdzie tu każdy, bez względu na rasę, płeć, czy orientacje. Władzę w mieście sprawuje sołtys Zbisiu, którego wybrał sam pan ziem. Dobry z niego chłop. Jest tu także Tawerna o osobliwej nazwie: "Pod Czarnym"
Mimo, iż była to niewielka miejscowość, była dobrze strzeżona. Palisada w okół chroniła mieszkańców przed atakiem dzikich zwierząt, strażnicy przy głównej bramie i w obozie przed także zabezpieczali okoliczne tereny. Znajdował się tutaj garnizon składający się z czterdziestu ludzi. Dobrze wyszkolonych, głodnych walki mężczyzn i kobiet, gotowych do krwawej jatki z przeciwnikami Valfden. Przynajmniej na takich wyglądali.
Muhmed zatrzymał się w pewnej odległości, uciszając całą swoją drużynę.
- Coś tu nie gra. Mohamed nie wspominał, że wysłał jakichkolwiek ludzi do Zakątku... - mruknął posępnie. - Nie było tu także palisady, kiedy ostatni raz odwiedzałem z nim te tereny. Ani tamtej wieży - pokazał na masywną, ceglaną strażnicę, na której stało czterech łuczników.
Marduk Draven:
Także ponaglił klacz. Pomyślał chwilę nad kolejnym pytaniem.
W końcu też dojechali. Musiał przyznać, że wieś się nieźle prezentowała. Garnizon raczej starczył na nią. Palisada i wieża dawały dobry stopień ochrony. Paladyn z kolei zwolnił trochę konia i zagadał do Muhmeda.
- A dawno tu byliście?- pozdrowił dłonią łuczników. Podjął też inny temat. - Znacie jakiś jego wrogów z imienia? Pamiętam, że spalono mu kiedyś chatę na podgrodziu, ale kto to był, tego za cholerę nie wiem.- zwrócił uwagę.- Ułatwiłoby to trochę.- dodał.
Mohamed Khaled:
- Cóż... Jakiś tydzień przed tym, jak wyruszył na wyprawę z której już nie wrócił. Wtedy nikt nawet nie wspominał o tym, że zamierzaja budować jakiekolwiek umocnienia...
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej