Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Wakacje pod palmami
Lucas Paladin:
Pojedynek zapowiadał się ciężko. Drzewie wyglądał na rozjuszonego zaklęciem Evening, w dodatku jego ciało pokrywało jakieś paskudne robactwo. Mściciel miał jednak arsenał, któremu taka bestia nie mogła się oprzeć. Zartat był po jego stronie i zamierzał tę przewagę skrupulatnie wykorzystac. Lucas natychmiast sięgnął po swój buzdygan i zasłonił Evening ciałem. Walka w tak trudnych warunkach niestety, nie mogła odbyć się przy użyciu miecza. A spodziewał się, że i tak nie będzie łatwo zabić go nawet buzdyganem z czarnej rudy. Najpierw należało stwora potraktować ogniem. Co prawda zaklęcia sług Zartata nie skutkowały tak jak magia ognia, ale warto było spróbować. Lucas skupił w sobie swoją energię magiczną i krzyknął: - Izeshar upishosh! - moc Zartata sprowadziła z nieba potężny błysk, który uderzył w Drzewca, zadając mu zapewne dotkliwe obrażenia. Na tym jednak rycerz nie postanowił poprzestać. Zartacie, Panie światła dodaj mi sił w tej walce, gdyż Twój sługa chroni Twoje dzieci! Używając Przemieszczenia, natychmiast pojawił się za plecami powolnego stwora wymierzając kilka potężnych ciosów. Liczył na to, że to wystarczy.
Marduk Draven:
Drzewiec nie należał do małych, robactwo pokrywające go nie polepszało ich sytuacji. Lucas kupił im trochę czasu, którego nie mogli zmarnować. Ze slotu swego pasa, przecinającego tors wyjął miksturę sił witalnych. Podał butelkę Kiellonowi.
-Pij i strzelaj mu w głowę! - rozkazał, a sam wziął do ręki runę Heshar.
Wykorzystał ten fakt, iż Lucas go już zajął i dobiegł do nogi drzewca. Uważając na konary wycelował wolną ręką. -Heshar! - zakrzyknął, a symbol na runie rozbłysnął czerwonym blaskiem. Z wolnej dłoni strzelił podmuch ognia, omiatając prawą nogę stwora.
Zartat vult!- pomyślał dobywając swej szabli. Ciął po drugiej, lewej nodze, ciągle bięgnąc wokół niej, by uniknąć jakiejś gałęzi która mogłaby na niego spaść. Ostrze ÂŻniwiarza wżynało się w drzewo jak w masło, tnąc głęboko i nader boleśnie. Teraz Kiellon musiałby tylko strzelić.
-Eve! Jeśli możesz, wal z góry!
//Przekazuję Kiellonowi:
mikstura sił witalnych (0,2l) x1
Nawaar:
Pozornie martwe drzewo okazało się drzewcem! Krasnolud jeszcze nie widział tak ożywionej natury naprawdę było to dla niego niespodziewane a nawet zaskakująco miłe, gdyby nie to, że zaatakował kiedy Evening podziałała swoją magią wtedy już było po ptakach, żeby wyjść z tego bez wszczęcia pojedynku na śmierć i życie. Potężne drzewo pełne robactwa i grzybów było blisko śmierci, ale to czyniło je znacznie groźniejszym, bo nie miał nic już do stracenia, kiedy drzewiec się poderwał, zrzucił na krasnoluda kilka patyków oraz kawałek kory, przez co musiał zasłonić się tarczą wyszło to dość skutecznie. Kiellon potem obserwował jak mściciel ruszył do boju za nim Marduke, który rzucił brodaczowi miksturę dobrze, że w tym czasie wypuścił młot, pewnie chwycił flakonik a potem wydoił całą zawartość, krzywiąc się przy tym albowiem wódka to nie była! Jednak poczuł w sobie nagły przypływ siły, a potem słysząc rozkaz momentalnie upuścił tarczę, chwycił za muszkiet gotowy od wystrzału.
Brodacz nim wymierzył z muszkietu, oddając strzał, uniknął ponownie gałęzi obalonego już drzewa. Dlatego odskoczył do tyłu, deszcz lejący się z nieba w cale nie był pomocny przy mierzeniu do celu. W końcu udało się krasnoludowi, ustać spokojnie, wymierzyć w łeb drzewca dokładnie to w oczy stwora, a w końcu nacisnąć na spust "Fuzyjki". ÂŻelazny pocisk został wystrzelony z małym hukiem oraz kłębem dymu, natychmiast przygaszonego przez deszcz. Pocisk poleciał na mały kawałek trafiając bezbłędnie w oczodoły żywego drzewa. Kula nie przebiła się przez całe ciało a została w jego środku, ładnie wgniatając korę oraz parę grzybów do jego wnętrza nawet zdało, się zauważyć rozbryzg robaków na wszystkie strony taki był impet pocisku.
Kiellon po oddaniu strzału wycofał się nieznacznie starając się obrać lepszą pozycję.
Pozostaje :
40 żelaznych pocisków
Evening Antarii:
Rozjuszony drzewiec był niezwykle groźny, gdyż pomimo tego, że osłabiła go ta dziwna choroba, on przecież musiał bronić lasu, szczególnie, że anielica zaatakowała pierwsza, nie spodziewając się nawet, że leżące próchno to leśna istota.
Lucas dobrze wymierzył ataki. Zaklęcie i ciosy podziałały, spalając pień dosłownie na popiół. W ferworze walki przeciwnik zdołał jednak zaatakować rycerzy spod ziemi... Zapuścił w ziemię swoje korzenie, które przedarły się przez błotnistą ziemię i przewróciły Kiellona. Uderzył krasnoluda dość dotkliwie w nogi, od razu go strącając. Sługa Zartata poczuł pulsujący ból gdzieś poniżej uda. Jego broń zamokła od deszczu, zapłon wewnątrz niej nie był możliwy, a pocisk nigdy nie wystrzelił z broni.
Do Marduke'a także dotarły śmiercionośne, ostre korzenie. Zdołały nim zachwiać, jednak przyszły paladyn nie stracił równowagi i zdążył zaatakować drzewca runą. Poparzony, bez większości konarów, drzewiec nagle skoczył nad leżącym krasnoludem, jednakże przewrócił się, gdyż zbutwiała noga złamała się i potwór runął w gęste zarośla, zatrzymując się na bujnym bluszczu. Próbował się podźwignąć, ale rośliny nie dawały solidnego oparcia, tak samo jak nadpalone drewno, które odpadało z jego drewnianego ciała.
Anielica zdążyła dobyć swój miecz, gdy Lucas ją osłaniał. Przemieściła swoje ciało w górę, gdy mściciel znalazł się za drzewcem. W powietrzu rozłożyła swoje skrzydła i zaatakowała ostrzem, tnąc i siekając konary, przed którymi musiała wykonywać naprawdę szybkie uniki. Telekinezą popychała je na boki, by nie spadały na walczących towarzyszy. Dostrzegła, jak Kiellon upada, a śmiercionośne korzenie pojawiają się wokół niego. Marduke też o mało nie został wywrócony. Eve postanowiła zaatakować świętym rzutem. Wymagało to od dziewczyny pobrania sporej ilości boskiej energii, co po kilku sekundach wzmożonej koncentracji pozwoliło jej rzucić mieczem, który otoczyła niebieska poświata. Oręż, kierowany lekkim, telekinetycznym impulsem, pomknął w stronę drewnianej istoty, której konar chciał dźgnąć leżącego krasnoluda. Miecz przeciął korzeń i posłusznie wrócił do ręki anielicy. Eve natychmiast zleciała na dół do leżącego Kiellona.
-Dobijcie to drzewo!- krzyknęła jeszcze do dwójki pozostałych, a sama przyklęknęła przy rycerzu.
//Lucas, tak w ogóle: "Drewniana skóra - Drzewiec jest niemal odporny na obrażenia obuchowe. Broń obuchowa, którą atakuje się drzewca otrzymuje współczynnik -10 punktów. "
//Kiellon masz lekkie stłuczenie na kolanie.
Marduk Draven:
Akcja jak zwykle nie poszła w zamierzonym celu, aczkolwiek nie przeszkodziło to Mardukowi. Korzenie uderzyły go dość mocno, zachwiały nim, lecz nie wywróciły. Po podpaleniu nogi drzewca miał już zamiar siekać go po drugiej, gdy ten skoczył, kończąc szybko swój lot. Kiellon padł, na szczęście żył, Draven sam prawie upadł, a uratowało go od tego jedynie wsparcie się na dłoni, gdy nogi mu się rozjechały w prawie szpagacie. Co gorsza, inne korzenie zmierzały ku niemu. Odzyskał równowagę nader szybko i z piruetu ciął owe korzenie, po czym słuchając głosu anielicy pobiegł ku leżącemu drzewu. W czasie jego szarży, drzewiec ciskał w niego kolejny raz smukłe i ostre korzenie, co nie demotywowało Dravena. Rycerz zwyczajnie odskakiwał z ich trajektorii przecinał je od boku.
Będąc na około 5 mętrów od twarzy potwora, dobył do drugiej ręki sztylet i cisnął nim, trafiając w oko bestii, która mocno się targnęła z bólu, machając opętańczo korzeniami. Rycerz jednak rozciął te trzy, które strzeliły w jego stronę, wykonał piruet i wykorzystując energię zgromadzoną w obu dłoniach, chwycił oburącz szablę, celując jej sztychem między oczy drzewa i pchnął z całej siły. Ostrze wbiło się, lecz on nie zaprzestawał, wciskał ostrze jak tylko mógł, z całych sił, aż w końcu jedynym elementem broni która nie była w głowie drzewca, była rękojeść. Draven z całej siły pociągnął jeszcze w dół ostrze, rozcinając twarz drzewca. Wtedy dopiero wyciągnął ostrze, całe w wiórach, mając nadzieję że, drzewiec zdechł.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej