Tereny Valfden > Zakończone wyprawy

Wakacje pod palmami

<< < (6/37) > >>

Lucas Paladin:
Lucas przyjrzał się uważnie próchniakowi blokującemu przejście. Znał tę bajkę jak własną kieszeń, za każdym razem w takim miejscu należało się spodziewać bandyckiej zasadzki. Niezależnie od tego czy traktem podróżowali kupcy, czy rycerze. Mściciel postanowił sprawdzić czy na pobliskich drzewach nie czyha na grupę jakieś niebezpieczeństwo. Chwila skupienia i wycelowanie zaklęcia. - Aenye! - wiązka światła powędrowała w zachodnią część pobocza. - Aenye! - krzyknął ponownie i wycelował zaklęcie na wschód.

Nawaar:
- Dobrze zobaczymy na miejscu. Zgodził się ze słowami anielicy do, poczekania aż będą na miejscu wtedy wszyscy, wymyślą jakiś plan tymczasem są skupieni na drodze. Podróż trwała niezmiernie długo nawet, nie można było policzyć ile dni zeszło na jeździe na pewno były to tygodnie! Całe tygodnie jazdy w ciepłe dni dawały się we znaki brodaczowi, który pocił się niezmiernie, jednak na jego szczęście i całej wyprawy w te gorsze dni ,zatrzymywali się w karczmach wtedy mógł uzupełnić niedobory wódki co zawsze powodowało uśmiech na jego twarzy do tego jadł za dwóch, bo podróż pomimo braku przeszkód była męcząca nie raz drapał się po zadzie z powodu wbijania się siodła w jego kuper. Starał się to czynić kiedy anielica odwracała wzrok taki kulturalny był choć wcale nie musiał! Kiellon do tego wysypiał się praktycznie schodząc ostatni do swoich towarzyszy i zawsze zajmował te przysłowiowe pięć minut dłużej, żeby uzupełnić niedobory takie życie jak jest się krasnoludem ze statusem szlachcica. W końcu po kilku takich postojach, dojechali na granice ziemi Afes. Dżungla ich przywitała ulewnym deszczem oraz wysoką temperaturą cóż normalka. Brodacz nie wiedział czy się poci czy to deszcz spada na jego twarz i brodę tak mocno padało dla krasnoluda, niebyły to odpowiednie warunki na podróż, lecz nie miał czasu na narzekanie, gdyż i tak o suchych ubraniach będzie mógł na razie pomarzyć chociaż, chciał mieć suchą brodę a tu lipa już sobie jej nie pogładzi podczas zastanawiania się, ale ją wykręcił od tak. Brodacz następnie podjechał w okolice pnia, leżącego tak od kilku tygodni choć uwagę zwróciła Evening na to, iż ten trakt jest dość często używany a tutaj drzewo sobie spadało, czyżby przypadek? Lucas zrobił pierwsze czary-mary w poszukiwaniu ewentualnych bandytów, a rycerz przygotowując młot z tarczą, powiedział będąc już na ziemi.
- Jeżeli nie będzie bandytów to proponuję zaczepić linami o pień, a potem do koni jakoś w takiej ilości powinny go chociaż przesunąć na tyle, żeby móc przejechać gęsiego.  
Potem już zamilkł oczekując na rychłe wydarzenia.

Gorn Valfranden:
Było naprawdę ciepło. Paladynowi to nieco przeszkadzało. Tymczasem dotarli do starego próchna drzewa. Absolutnie nie było jak przejechać pomiędzy. Lucas zaczął magicznie sprawdzać czy w pobliżu nie ma przeciwników. Wojownik obserwował nie tylko okolice próchna ale także tył i boki kompanii. Kiellon zaproponował rozwiązanie.- Czemu nie, brzmi dobrze. Gorn zszedł z konia trzymając rękę na broni, w razie konieczności trzeba było być gotowym.

Marduk Draven:
Draven zamyślił się. Prawdę mówiąc, prócz tego, co Kiellon zaoferował nie widział żadnego, innego wyjścia. Wierzchowców zaś było akurat tyle, że plan mógł się powieść, byle by żadnemu nic się nie stało. Stratą by to było ogromną.
-Można spróbować.- odrzekł na słowa krasnoluda. -A ty, Eve? Co sądzisz? - spytał przełożonej. Jej głos był wszak, tym decydującym i najważniejszym.
Poprawił trochę pochwę z szablą, gdyż przeszkadzała mu, wadząc o nogę.

Evening Antarii:
Po bokach nikt się nie chował. ÂŻadnych bandytów. Uciekło tylko kilka spłoszonych małp.
-Może spróbujmy je zwyczajnie przepalić... Kilka pocisków esencji powinno wystarczyć- odpowiedziała po chwili. Z linami za dużo zachodu by było. Chociaż topór mógł ładnie i bez większych problemów pociąć spróchniałe drewno. Eve skupiła się, pobrała odpowiednią ilość magicznej energii i wypowiedziała inkantację -Izeshar!. Skumulowana energia przy pomocy telekinezy uderzyła w spróchniały pień. Powstała w nim spalona dziura odsłaniająca grube, białe larwy, które zalęgły się w środku.
W momencie gdy Antarii próbowała po raz drugi sięgnąć po moc Zartata, drzewo chrupnęło, gałęzie zatrzeszczały, a wielki pień obrócił się do nich, łamiąc przy okazji zarośla wokół. Był to drzewiec, jednakże nie w pełni sił, tylko wyglądał na chorego, wszak cały pokryty był śladami rozkładu. Drzewo dźwignęło się z mokrej ziemi zostawiając w miejscu, w którym leżało, błotnisty rów. Powstały potwór miał jakieś 10 metrów wysokości i niezwykle szerokie i grube gałęzie. Tutejsze gatunki drzew rosły naprawdę dorodne.
- Ogień!... Zły ogień!...- przemówiła istota i zamachnęła się górnymi konarami. Drewno zaczęło trzeszczeć i nagle nad głowami zakonników pojawiła się rozłożysta gałąź, która runęła w dół z wielkim trzaskiem, niemal nie raniąc koni, które zarżały przeraźliwie i wierzgały tak, że trzeba było je trzymać za lejce.
Eve zdążyła uniknąć potężnego ciosu. Drzewiec nie wyglądał na zadowolonego, był mocno rozeźlony i chociaż cały spróchniały, to bardzo niebezpieczny.

//Obowiązują kary te co wcześniej.
1x Drzewiec.   Jest pokryty jakimś grzybem, który go zainfekował, pełno w nich robaków, ma nadłamane gałęzie, które mogą spadać z góry.

Nawigacja

[0] Indeks wiadomości

[#] Następna strona

[*] Poprzednia strona

Sitemap 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 
Idź do wersji pełnej