Tereny Valfden > Zakończone wyprawy
Wakacje pod palmami
Marduk Draven:
Marduke przerwał innym swe rozmowy, swymi słowami.
-Powinniśmy się podzielić, jeśli chodzi o obowiązki. Wiecie, by móc zająć się tym dziwnym świeceniem, oraz zabójstwem. Proponowałbym więc jakiś podział. Tylko, że byłoby nie równo.- rzucił swą myśl, strzelając lejcami.
Zirale posłusznie przyśpieszyła, jednak dalej nie był to pełen galop. Zwyczajne przyśpieszenie konia.
Gorn Valfranden:
- Fakt, mamy brak strategiczny w ilości. Ale jakoś temu zaradzimy. Jakie propozycję?. Zapytał się Gorn z grzeczności. Najpierw wypada zapytać o propozycję zanim zaproponuję się swoją alternatywę w wykonaniu zadania. Dlatego Paladyn spokojnie oczekiwał aż wszyscy się zastanowią i będą proponować.
Nawaar:
- Masz rację Marduke powinniśmy się podzielić, bo jest za dużo spraw do załatwienia, żebyśmy się wspólnie zajęli każdym problemem. Powiedział zgadzając się na propozycje człowieka właściwie krasnolud był tutaj odludkiem, bo jedynie on wyróżniał się na tle całej kompani oczywiście anielica również była wyjątkowa i ją pierwszą było widać wszędzie. Krasnolud pogładził się po brodzie rozmyślając z kim mógłby się dołączyć do pary jako, że jedną osobę stąd znał rycerza Marduke, więc padło na niego do reszty musiałby się przekonać w czasie wyprawy będzie na to czas.
- Ja z Mardukiem mogę się zająć jedną ze spraw, którą to dopiero zdecydujemy na miejscu. Marduke zgadzasz się?
Zapytał, żeby mieć pewność a ktoś musiał wyjść z propozycją, więc wyszedł pierwszy skoro nikt nie chciał w międzyczasie smagnął leicami ogiera, żeby trzymać tempo narzucone przez resztę wierzchowców.
Evening Antarii:
//Pominę nieco podróż, gdyż jest ona najmniej ważna.
//Zmieńcie w swoich postach, gdzie otrzymywaliście płaszcze, słowo "logo" na "herb" w opisie odzienia... Ja zmienię posty w czeladzi. Będzie bardziej "klimatycznie".
-No patrz, wszędzie ludzka niewdzięczność za ciężką pracę...- przewróciła oczami anielica, gdy wysłuchała opowieści krasnoluda. -Hmm... Na razie nie wyprzedzajmy wypadków aż tak. Zobaczymy jak to wszystko wygląda w Afes. Jeśli będzie potrzeba to przecież przydzielą nam ludzi, którzy badali sprawę, albo po prostu dobrze walczą, jeśli wyniknie taka konieczność- zaproponowała, gdyż przed nimi kilka tygodni podróży, a sytuacje mają to do siebie, że potrafią zmieniać się w mgnieniu oka. Dlatego nadmierna przezorność i długoterminowe planowanie nie było teraz aż tak ważne.
Tygodnie w podróży minęły całemu towarzystwu dość przyjemnie. W ciepłe i słoneczne dni wędrowali, a w te deszczowe i nadzwyczaj zimne szukali gospody i tam odpoczywali. Nie było sensu katować się ciągłą podróżą, zwłaszcza że siodła stawały się coraz bardziej uciążliwe.
Im byli dalej na południe, tym robiło się cieplej. Zmiana klimatu była wyraźnie odczuwalna. Gdy mijali wioski pełne kamiennych domków z cyprysowymi ogrodami, na horyzoncie już czaiła się wielka zieleń. Była to dzika dżungla, nieprzemierzona przestrzeń wręcz najeżona niebezpieczeństwami. Jadowite zwierzęta, nieufni tubylcy, trujące rośliny o pięknych kwiatach... Na dodatek szlaki które ginęły pod gęstym listowiem i pnączami, chciwie pragnącymi złapać każdy promień słońca, który był na wagę złota. Konie spłoszyły się na widok wcale niemałych jaszczurek przemykających drogą. Na dodatek zaczął padać ten regularny, znany, ulewny deszcz, który nie ustąpi aż do północy.
W pewnym momencie natknęli się na stare, grube drzewo leżące wzdłuż traktu. Miało może osiem metrów średnicy. Było powalone przez jakieś szkodniki. Na korze miało szare, jakby włochate plamy i znaki. Gniło tutaj już od bardzo dawna. Pobocze jednak to był istny gąszcz i nie dało się tamtędy swobodnie przejść.
-Oho, miło nas to Afes przywitało- stwierdziła posępnie anielica. Dżungla to dla niej niezbyt przyjazne środowisko. Już teraz w piórach miała mnóstwo listków i gałązek, a nie wyglądało to najlepiej.
Spojrzała na resztę rycerzy pytająco i zsiadła z konia. Wzięła spory łyk wody z bukłaka i otarła spocone czoło. Wilgotnym powietrzem naprawdę ciężko się oddychało.
-Stare próchno długo musi już tarasować ten szlak. Czyżby naprawdę nikt nim nie podróżował?- zdziwiła się.
Kary: wzrost temperatury powyżej 30 stopni.
Opady atmosferyczne.
Marduk Draven:
- W Rudar i Gear ściąłbym za takie zaniedbanie szlaku... nie no, tylko wychłostał.- mruknął swym paskudnym żarcikiem.
Także zsiadł z konia. Trochę ospale. Odrzucił kaptur z głowy, pozwalając by obfity, chłodny deszcz zmoczył w mig jego włosy, które zrobiły się ciężkie. Zaczęły się podkręcać. Uniósł ku niebu twarz, jakby opady miały mu obmyć twarz. Była to miła ulga, mimo tak dużej temperatury. Upał był wrogiem rycerzy. Wilgotne powietrze również.
-Jakieś sugestie? Tą gęstwiną raczej nie przejdziemy z końmi. Przerąbać też się nie idzie.
Nawigacja
[#] Następna strona
Idź do wersji pełnej